Szopa w salonie 25

Łukasz Szopa

Eko jest eko – wystarczy policzyć

Wielu z nas – nie tylko podczas zakupów – wpada w oko (a i do koszyka) coś o nazwie „eko…“ – ekologiczny serek, ekologiczna bluzka, ekologiczna karma dla kotów, ekologiczny węgiel do grilla…,  czy w formie reklamy do skrzynki pocztowej (realnej lub elektronicznej): ekologiczny prąd, ekologiczny urlop, ekologiczny samochód, ekologiczny bank itp. (Czekam z utęsknieniem na następne wynalazki, jak „ekologiczne prezerwatywy“, „ekologiczny granat“ czy „ekologiczna reklama ekologicznych produktów“). Ponoć nawet pieniądz może być ekologiczny, choć nie zawsze: taki bitcoin okazuje się gorszy dla środowiska niż produkcja i transport banknotów i monet, gdyż w międzyczasie „produkcja“ bitcoina – do czego potrzeba masy operacji kalkulacyjnych masy komputerów – z uwagi na zużywaną energię wcale nie jest taka „eko“.

A że o pieniądzach i kwestiach materialnych (choć nic bardziej arcy-materialnego niż produkty „eko“!), czy też gospodarczych tu sobie dywaguję, to pójdźmy jeszcze o krok dalej. Pewnie nieraz już niejeden z nas zauważył powinowactwo językowe dwóch „eko“ – „ekologiczny“ i „ekonomiczny“.

Gdyby rzucić tylko jednym, tym powierzchownym, okiem na „obszary językowe“ obu eko, wydawać by się mogło, że to przeciwieństwa, tym bardziej, jeśli posłuchać promujących, każdy „swoje“ eko, z jednej strony aktywistów ochrony środowiska, z drugiej – speców od reklamy i profesorów wolnorynkowych. Wbrew pozorom, ich język i prezentacja są jednak często podobne – wysoce emocjonalne, słabo argumentowane, po prostu ideologiczne czy wręcz demagogiczne. O tym, że niejeden „zielony“ nie potrafi inaczej, pewnie wiemy, a o tym, że z argumentami i rzeczowością słabo również wśród „głośnych“ ekonomów i „panów od gospodarki“ – już kilka razy wspominałem.

A szkoda, bo… w sumie obie strony mają rację. Gdyby się trochę zastanowić, a w dodatku – policzyć.

Gdyż to, co „eko(logiczne)“ prawie zawsze jest też jak najbardziej „eko(nomiczne)“. Kilka przykładów:

Gdy do podróży, czy też do produkcji czegoś tam, czy to do ogrzania domu potrzebuję mniej surowca, to jest to lepsze i dla środowiska, i dla mojej kieszeni.

Gdy jem żywność, która zawiera jak najmniej sztucznych dodatków, konserwantów, farbników i innej chemii (oby tylko chemii!!!) – to i taniej to wyprodukować, i lepiej dla mojego zdrowia.

Gdy nie trujemy wspólnego powietrza świństwami z pieców i ciepłowni, jak i samochodów i samolotów – to pozytywnie wpływa na nasze zdrowie, na turystykę, a nawet zapobiega (lub zmniejsza ryzyko) zmian klimatycznych i wiążących się z nimi katastrof jak powodzie, susze, huragany.

Gdy nie sypiemy trucizn na pola – to nie tylko wszystko lepiej smakuje i dobre dla zdrowia, ale i nie zabijamy powoli nas samych i także masy ptaków, owadów i innych żyjątek. A właśnie dzięki nim – darmowa ich praca! – możliwe jest efektywne zapylanie kwiatów na polach, równowaga biochemiczna gleby itp.

Tak więc nie chodzi tu o jakąś „miłość do mleka prosto od krowy“ czy „sympatię do pszczół i świnek nie zatrutych glyphosatem czy antybiotykami“ – chodzi o kasę, czysto ekonomiczną efektywność związaną z kosztami.

Problem „jedynie“ w tym, że niektórym jakoś nie chce się liczyć…

Podałem już przykład z pszczołami – ich zanik to nie tylko straty gatunku, ale setki miliardów strat w rolnictwie, rocznie! A „oszczędności“ czy „większe efekty“ z używania chemii były widoczne tylko z początku, gdy nikt nie pomyślał jakoś o tym, że „środki owadobójcze“ są właśnie tym o czym mówi ich nazwa – i że konsekwencje mogą być bolesne.

Inne przykłady ekonomicznej krótkowzroczności w rolnictwie to niby „tańsze“ modele monokultury, wycinka drzew między polami („bo łatwiej ciągnikiem jeździć!“), zatrucia wód gruntowych i tak dalej.

Podobnie z żywnością i jej produkcją: faszerowanie świnek i kurcząt antybiotykami okazuje się zgubne w skutkach i dla zwierząt, i dla jedzących je ludzi – a to z kolei koszty zdrowia, czyli opieki zdrowotnej, których jakoś nikt nie ma ochoty zestawić z kosztami produkcji żywności.

Z paliwami czy plastikiem podobnie: gdyby wliczyć koszta wydatków na zdrowie, zniszczone „tańszą“ produkcją czy energią (plastiki w rybach, chemia w roślinach, owadach i zwierzętach, smog i inne świństwa w powietrzu i wodzie pitnej) – to wyszłoby na to, że najtaniej jednak trzymać własne zwierzęta za domem. Wiem, to przesada, ale gdy wliczymy „zysk ekologiczny“ z lokalnej produkcji, do tego oszczędności w zmniejszeniu odległościach transportowych (znowu: produkcja ciężarówek, samolotów i statków, koszty wydobycia i spalania energii) – to wyjdzie nam, że najbardziej ekonomiczną bo ekologiczną formą produkcji i konsumpcji jest „kupuj z regionu“.

No i ostatni przykład, gdzie komuś z ekonomistów czy ekspertów jakoś nie chciało się liczyć: energia atomowa. W wielu krajach, nie tylko Polsce, nadal uważa się, że to „obecnie“ najtańsze i równocześnie wyjątkowo „nieszkodliwe dla środowiska“ źródło energii, że owszem, „coś tam trzeba będzie z tymi odpadami zrobić, kiedyś…“.

To ja się zapytam: Kto i ile zapłacił i zapłaci (o ile to policzone!) za wszystkie koszta (zdrowie ludzi, straty finansowe, opuszczenie całych gmin i regionów, spadek wartości nieruchomości itp.) wypadków jak Czarnobyl czy Fukushima? A że to tylko dwa przypadki, nic powszechnego, wyjątki? Okej, to dlaczego jakoś żadna firma obsługująca energie atomowe na świecie nie ma umowy na ubezpieczenie „od wszelkich kosztów wypadków produkcji“? (Ja jako informatyk n.p. opłacam ubezpieczenie od możliwych konsekwencji mojej pracy). Ano, bo żadna firma ubezpieczeniowa nie weszłaby w taki deal – albo nałożyła by takie koszta składki, że prowadzenie elektrowni atomowych okazałoby się za kosztowne.

Albo w takich niby bezpiecznych politycznie i tektonicznie Niemczech czy Francji: Kto płaci za magazynowanie (i szukanie magazynu „ostatecznego“) odpadów radioaktywnych? Nawet jeśli cudem okazałoby się, że – inaczej niż w magazynującej kopalni w Asse – wszystkie beczki szczelnie zamknięte i nic nie przenika do wód gruntowych?

A kto przez dziesięciolecia dotował dziesiątkami milardów badania i rozwój energii nuklearnej, czy czasem nie państwo?

No więc, gdyby wliczyć do kosztów produkcji energii atomowej wszystkie te trzy koszta: badania i rozwój, magazynowanie, ubezpieczenie od kosztów wypadków – to nigdy w życiu „atom“ nie będzie tańszy od słońca, wody, wiatru, a tym bardziej węgla. Choć tutaj też warto by obliczyć jego cenę podobnie jak „atomu“. I stałoby się jasne, że odnawialne źródła energii są nie tylko najbardziej ekologiczne – ale i ekonomiczne. Choć dodam na koniec banał: że najtańsza energia to ta, której nie  zużywamy, a najbardziej ekonomiczna żywność to nie tylko ta„za rogiem“, i to najlepiej „bezmięsna“, ale i ta, której sobie oszczędzimy.

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Łukasz Szopa i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Szopa w salonie 25

  1. Pharlap pisze:

    Eko tu, eko tam. οίκος – słowo pochodzenia greckiego, oznacza – dom, domowe gospodarstwo.
    Eko-nomia – gospodarowanie, zarządzanie w domu.
    Eko-logia – myślenie o domu. otoczeniu.
    Wydaje mi się, że współczesny świat zapomniał o o tym rdzeniu – dom.
    Popularny trend to outsourcing – rozbij działalność na elementy pierwsze i zleć je do wykonania poza domem – w firmach specjalizujących się ściśle w tej dziedzinie. One to wykonają najsprawniej i najtaniej. W tym momencie gubi się ten ludzki, domowy, charakter, który służy również naszemu zdrowiu, samopoczuciu i kieszeni. Gubi się również domową ekonomię, która uwzględnia wiele odcieni kosztów.
    To ostatnie to podstawowy problem – jak policzyć koszty wynikające ze spożywania nienaturalnie produkowanej żywności? Przecież te koszty mogą wyjść na jaw dopiero w następnych pokoleniach.
    Pozostaje też druga strona medalu – jeśli ludzie przestaną kupować niepotrzebne im produkty, to jakie będą koszty ekonomiczne i społeczne bezrobocia?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.