Stuart 46

We don’t need no education 
We don’t need no thought control
No dark sarcasm in the classroom
Teachers, leave them kids alone
Hey! Teachers! Leave them kids alone
All in all it’s just another brick in the wall

Nie potrzebujemy nauki
Nie kontrolujcie nam myśli.
Niepotrzebny nam w klasie czarny sarkazm
Nauczyciele, zostawcie uczniów w spokoju
Hej, nauczyciele, zostawcie uczniów w spokoju
To, co robicie, to tylko jeszcze jedna cegła w murze.

Pink Floyd, Another brick in the wall

Joanna Trümner

Szkoła

W kilka dni po powrocie do domu Stuart stał przed tablicą w klasie i tłumaczył uczniom podstawy trygonometrii. Z niedowierzaniem przyglądał się swoim podopiecznym. Po raz pierwszy od dawna miał wrażenie, że próbują zrozumieć i zapamiętać, to co mówi. „Komuś z zewnątrz mogłoby się wydawać, że im opowiadam bardzo ciekawą książkę”, myślał, ale czuł się przy tym nieswojo. Zastanawiał się, co było przyczyną takiej zmiany. Nie było go w szkole sześć tygodni. „Może dowiedzieli się, że zmarła mi matka? A może po prostu mają dosyć zastępstwa »Wiedźmy«?” „Wiedźma” była oprócz niego jedyną nauczycielką matematyki w szkole. Ta starsza, humorzasta i nielubiana przez uczniów kobieta nie cieszyła się też sympatią nauczycieli. Zamieniało się z nią co najwyżej kilka grzecznościowych słów. Była wiecznie pouczającą i krytykującą innych nudziarą. Nikt nie myślał o tym, że ma jakoś na nazwisko, również w pokoju nauczycielskim była po prostu „Wiedźmą”, tak jak ją przezywali uczniowie. Nazywała się Billings i była jedną z tych nauczycielek, które do końca życia wspomina się z niechęcią i przez które nie lubi się matematyki.

Pod koniec lekcji przed tablicą stanął najlepszy matematyk w klasie, Adam. ,„Dobrze, że Pan już wrócił”, powiedział nieśmiało, „w imieniu klasy proszę o unieważnienie ostatniej klasówki. Nikt jej nie zdał”, dodał. „Nawet ty?”, zapytał Stuart z niedowierzaniem. „Nikt”, odpowiedział Adam czerwieniąc się. Stuart przez chwilę wahał się. „Zobaczę, co się da zrobić, niczego nie obiecuję. Nie mogę podważać ocen innego nauczyciela”, powiedział wreszcie.

Znalazł się właściwie w sytuacji bez wyjścia. Z jednej strony wiedział, że niemożliwe jest skreślenie lub poprawienie ocen raz naniesionych do dziennika, z drugiej żal mu było uczniów ostatniej klasy, zła lub niedostateczna ocena z matematyki na świadectwie mogła przekreślić ich przyszłość. Wiedział, że czeka go nieprzyjemna rozmowa z dyrektorem szkoły i „Wiedźmą”. Przypomniała mu się rozmowa z dyrektorem przed rozpoczęciem pracy. Dyrektor powiedział mu wtedy: „Niech Pan nie zapomina, nie jesteśmy tu po to, żeby nas lubiano, tylko po to, żeby czegoś tych młodych ludzi nauczyć, krok po kroku, cegła po cegle”.

W dwa dni później siedział w gabinecie dyrektora i opowiadał o prośbie uczniów. Mświł, ale wiedział, że sprawa jest beznadziejna. Dyrektor nie ukrywał rozczarowania. „Nie sądziłem, że tak łatwo da się Pan wciągnąć w dziecinne rozgrywki. Miałem dla Pana dużo wyrozumienia, w końcu nie było Pana sześć tygodni. Inny pracodawca dawno by Pana upomniał, a może nawet wyrzucił.” „Wie Pan, że miałem powód”, odpowiedział Stuart. Dyrektor bąknął pod nosem „serdecznie współczuję” i podał Stuartowi rękę na pożegnanie. „Audiencja skończona”, pomyślał Stuart opuszczając gabinet. Był zły na siebie, że dał się wmanewrować w sytuację bez wyjścia. Nie miał wątpliwości, że „Wiedźma” była wyjątkowo wymagającą i niesprawiedliwą nauczycielką, ale nie był pewien, czy uczniowie nie przyczynili się do zaistniałego konfliktu. „Może w ogóle się nie przygotowali? A Adam oddał pustą kartkę na znak solidarności z resztą klasy? Jakby nie było, ta fatalna klasówka świadczy o tym, że »Wiedźma« nie potrafiła przekazać wiedzy ani jednej osobie w klasie”. Po chwili zastanowienia postanowił zasięgnąć rady u Toma.

Zadzwonił do przyjaciela i umówił się z nim na wieczór. „Nawet się nie zapytałem, co u nich nowego”, wyrzucał sobie, czekając na spotkanie. Z kartki, jaką mu wysłali do Anglii, Stuart wiedział, że podczas jego nieobecności Tom i Rita zostali rodzicami małej Emily. Na powitanie wręczył Tomowi do ręki butelkę osiemnastoletniej whisky: „Za przyjaźń i za małą Emily”, powiedział. Tom wyglądał na bardzo zmęczonego. „Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że już wróciłeś. Chciałem ci napisać kartkę z kondolencjami, ale naprawdę ostatnio miałem za dużo na głowie. Przepraszam, wiem, że to straszne, jak umiera ktoś bliski w rodzinie”, przywitał przyjaciela.

Z tonu jego głosu Stuart od razu wywnioskował, że w ostatnim czasie musiało stać się coś złego. „Wszystko jest w porządku z Emily?”, zapytał. „Tak, ale Rita jest w szpitalu, zaraziła się po porodzie posocznicą i dopiero od kilku godzin wiem, że z tego wyjdzie. Ostatnie tygodnie to był horror, jakiś niekończący się koszmar. Nie wiem, co bym zrobił bez pomocy matki”. Tom opowiedział o chwili, w której po raz pierwszy trzymał w rękach małą Emily i czuł się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. W dwanaście godzin później Rita dostała wysokiej gorączki. Walczyła o życie. Po powrocie do domu z córką Tom szybko zdał sobie sprawę z tego, że nie da sobie sam rady. „Nawet nie wiesz jak nieporadnie zmieniałem pieluchy, nie miałem w ogóle pojęcia, jak często trzeba karmić dziecko. To wszystko mnie przerosło, do tego jeszcze Emily płakała prawie bez przerwy. Na szczęście matka przyleciała z Adelajdy natychmiast po moim telefonie. W kilka godzin po jej pojawieniu się w domu zapanował spokój. Od kiedy mama zajmuje się małą, Emily śpi po kilka godzin bez przerwy i coraz mniej płacze. Kobiety noszą chyba w sobie jakiś dodatkowy gen. Od poniedziałku muszę wrócić do pracy, życie idzie dalej do przodu i nikogo nie interesują moje dramaty. Trzeba po prostu dalej żyć, nie mówiąc już o płaceniu rat za dom. Na szczęście Rita dzisiaj po raz pierwszy od kilku tygodni otworzyła oczy i uśmiechnęła się do mnie. Teraz już wiem, że wszystko będzie dobrze. Chętnie wypiję z tobą szklankę whisky, może uda mi się choć trochę rozładować to cholerne napięcie ostatnich tygodni”.

Stuart patrzył na przyjaciela w milczeniu. „Dlaczego właśnie on zbiera od życia takie baty? Przecież on na to nie zasłużył”. Z myśli wyrwał go głos Toma: „Przez ostatnie tygodnie zrozumiałem, że w chwili, w której czujemy wielkie szczęście musimy zdawać sobie sprawę z tego, że wkrótce zdarzy się coś, co zmieni ten dodatni bilans. Życie rządzi się własnymi zasadami równowagi”. „Może też kiedyś będę ojcem?”, pomyślał Stuart. Postanowił, że nie będzie zawracał Tomowi głowy swoimi problemami w szkole. To była błahostka, mała, nieważna sprawa, z którą sam sobie poradzi.

Następnego dnia stał przed klasą i oznajmił uczniom, że postawionej przez panią Billings oceny nie da się cofnąć. Równocześnie zaproponował, że da im szansę na poprawienie stopni po wspólnej powtórce materiału. Klasówka, którą sprawdzał w kilka dni później wypadła bardzo dobrze. Adam zdobył wszystkie punkty, większość uczniów dostała dobre oceny, jedyną uczennicą, której praca była niedostateczna była Emma. Śliczna, filigranowa Emma, w której podkochiwała się większość chłopców w klasie, dziewczyna, co do której Stuart nie miał wątpliwości, że nie może się doczekać dnia, w którym nie będzie musiała się już dłużej uczyć matematyki. W całej klasie ona jedna nie zadała sobie żadnego trudu w przygotowaniu się do klasówki. Z możliwych do zdobycia 90 punktów Emma miała 10. W milczeniu oddał jej pracę do ręki. „Nie mogę ci zaliczyć matematyki”, powiedział zaglądając do dzienniczka. „Będziesz musiała powtarzać klasę”, dodał.

W kilka dni później wieczorem ktoś zadzwon do drzwi. W drzwiach stała Emma. ”Skąd znałaś mój adres?”, zapytał Stuart, nie ukrywając zaskoczenia. „To nie było wcale trudne”, odpowiedziała wchodząc do korytarza i zamykając za sobą drzwi. „Chciałam porozmawiać o ocenie z matematyki. Chyba da się ją jakoś poprawić?”, powiedziała zdejmując kurtkę. Była naga, na widok jej gołych piersi Stuart natychmiast podszedł do drzwi. „Nie przychodź tu więcej”, powiedział, wypychając Emmę do korytarza i otwierając na oścież drzwi wejściowe.

Po wyjściu uczennicy długo nie mógł się uspokoić. Nie przypuszczał, że szesnastoletnie dziewczyny mogą posunąć się tak daleko. On w swoich podopiecznych widział do tej pory tylko duże, naiwne dzieci. „Więc znalazłaś swój sposób na rozwiązywanie problemów w życiu”, pomyślał o Emmie z niechęcią.

Cdn.

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Joanna Trümner i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.