Szopa w salonie 27

Łukasz Szopa

Najbardziej wartościowi

Na początek: Ludzie nie są wcale tacy głupi. (Ale o tym na końcu.)

Poza tym: warto się liczyć z pieniędzmi, a i warto być przyzwoitym. (O tym za chwilę).

(A teraz małe preludium:)

Jak często w Berlinie bywa, gdy tam bywam, wychodzę świeżym rankiem, tak po szóstej, po bułeczki do piekarni za dwoma rogami. Po drodze spotykam czasem roznosiciela abonowanych gazet – i podziwiam, że o tej porze wstaje, bym mógł do śniadania czytać „co tam na świecie“ (przeważnie czytam na start program telewizyjny, bo telewizji samej niemal nie oglądam).

Czasem zdarzy się napotkać i naszego „hausmajstra“ czyli stróża, który coś tam już wnosi, sprząta, układa… No i za każdym razem, gdy wchodzę do piekarni (o tej porze już całkiem zaludnionej), od lat, mam podziw dla tych pań (czasem zdarzy się jeden młody, przystojny chłopak), i myślę sobie: „A o której oni wstali?… Piekarnia otwarta codziennie od… 5 rano. Czyli oni już na nogach od której, bym miał świeże cieplutkie rogaliki i bułeczki z makiem na śniadanko?…“

Z kolei gdy w „pierwszej przerwie przedobiadowej“ idę sobie w słoneczku na kawkę „to go“ (z własnym kubkiem, jak na ekofundamentalistę przystało!!) do tej samej piekarni, nadal ta sama zmiana co rano – ale już więcej osób na krzesełkach i przy stolikach. Głównie jest to grupka ośmiu do dziesięciu tych samych ludzi z naszego Kiezu (czyli okolicy), znająca się, żywo dyskutująca albo kontemplacyjnie popijająca kawkę (po południu, czasem w innym składzie, zdarza się piwko). Nieraz łapałem się i tu na myślach: „Co oni tutaj robią? Widać sami bezrobotni i inni zasiłkowcy, skąd ich w ogóle na to stać, by tak cały dzień przesiadywać na kolejnych kawkach, piwkach, bułeczkach i ciasteczkach??“ Na szczęście, najpóźniej po 2008 i kryzysie finansowym, zaraz „populistycznego Łukasza“ efektywnie blokował „Łukasz pragmatyczny“: „A co cię to obchodzi? Mają, to wydają, na co chcą! A mogliby na narkotyki, broń, gry hazardowe. Siedzą sobie tu spokojnie i tyle! W sumie, jakby policzyć, to są mniej szkodliwi dla budżetu miasta i kraj, niż cała masa prawdziwych pasożytów: menadżerów, banksterów, lobbystów…“ (Tu i „Łukasz pragmatyczny“ stał się trochę populistyczny…). No gdyby tak policzyć…

Policzono. W 2009 roku „New Economics Foundation“ opublikowała ciekawy raport, głównie statystyczny, pod tytułem „A bit rich“ (http://neweconomics.org/2009/12/a-bit-rich/?sf_action=get_results&_sf_s=social+worth). Wiem, to już prawie 9 lat temu, ale i tak pamiętam ten tekst do dziś, i przekonany jestem, że jest nadal aktualny nie mniej niż wtedy, rok po wybuchu kryzysu finansowego. Piszą o wielu rzeczach, ale najbardziej zafascynowało mnie zestawienie, „Czyja praca ile jest warta?“ Nie, nie chodziło o typową statystykę zarobków w Wielkiej Brytanii (obojętnie czy na rok czy na godzinę), a o wyliczenie, ile ktoś jest wart dla społeczeństwa („from surplus value to social value“). I nie są to jakieś „wartości emocjonalne“ jak „sympatia obywateli“ czy „docenienie zasług“ itp. – a czysto ekonomiczna statystyka. Można wręcz powiedzieć, że zestawiona i wyliczona w neoliberalnym dyskursie p.t. „Liczy się tylko efektywność i kasa!“

Rzecz jednak w tym, że policzono (uwaga, nadal niemiły dyskurs „antyczłowieczy“!), ile wart jest jeden funt włożony w edukację i inne inwestycje każdej osoby, gdy ta osoba osiąga najwyższy pułap swoich zawodowych zdolności. Czyli n.p. menadżer w swoim najlepszym roku, tak samo jak listonosz, dziennikarz, prostytutka, polityk w „kwiecie swojej aktywności zawodowej“, czy nawet bezrobotny. I co się okazuje?

Okazuje się, że na przykład jeden funt zainwestowany w wychowawczynię przedszkolną – daje społeczeństwu między 7 a 9,50 funta „zysku“. Jeszcze więcej wart jest sprzątacz szpitalny – zysk dla nas wszystkich z jego dobrej pracy to aż 10 funtów! Rekordzistą są jednak „śmieciarze pracujący w recyclingu“ – ich „społeczna wartość dodatnia“ to 12 funtów.

Z kolei… ze specami od reklamy już gorzej, tu zaczyna się… minusowa skala statystyki. Na każdym włożonym w ich edukację funcie społeczeństwo traci 11 funtów! Ale i tak nie są najgorsi. Pewnie jak ja typowaliście na bankierów, ale błąd! Dzięki ich pracy tracimy jako społeczeństwo tylko 7 funtów od każdego włożonego. Rekordzistą są… doradcy podatkowi, z niebywałym minusem 47 funtów! Oznacza to, że – przyjmując że już ten jeden funt w ich edukację jako społeczeństwo włożyliśmy – dużo lepiej (taniej, efektywniej) byłoby dla nas, żeby w ogóle nic nie robili!

A jak się to ma do mojego zdania na początku, że „ludzie nie są jednak tacy głupi“? Ano trochę ma – bo jak pokazują inne statystyki, nie tylko z Wielkiej Brytanii, to gdy spytamy „przeciętnego obywatela“ o najbardziej cenione zawody – to w czołówce lądują właśnie te najbardziej „wartościowe społecznie“ (strażacy, pielęgniarze, nauczyciele, policjanci), a w dolnej skali – menadżerowie, politycy, bankierzy… Czyli „pan Kowalski“, który zapewne raportu „New Economics Forum“ nie zna – czuje i wie, kto jest co wart i kogo szanować.

No, teraz tylko warto by przekonać większość „Kowalskich“, żeby postarała się o coś więcej niż szacunek dla tych osób – a mianowicie aktywną zmianę ku modelowi społeczeństwa i gospodarki, w której rzeczywiście będzie więcej tych zysków i mniej strat – bo i te, i te są koniec końców wspólne.

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Łukasz Szopa i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.