Barataria 71 Kino, stolica i król

Barataria jest wokół mnie, znajduję ją wszędzie, gdziekolwiek by mnie nie zawiodły obowiązki lub zachcianki. W biblioteczce siostrzeńca i w pokoju gościnnym przyjaciółki moich rodziców. Sięgam ręką i jest.

Zanim więc wrócimy do Antonia Skármety i Wesela poety, najpierw poznajdowane w ostatnich dniach wielkie dzieła baratarystyki i jej nic nie znaczące okruchy. Marek Ławrynowicz, Kino Szpak. Wzruszający zapis młodości innej niż moja, bo chłopczyńskiej w podwarszawskiej Falenicy, podczas gdy ja, dziewczyna z pograssowskiego Wrzeszcza, a przecież podobnej. Oni do kina Szpak, ja do kina Leningrad, żeby oglądać Help – oni 5, 6, 7 razy, ja – o! ja! – 15. Piętnaście. Nic dziwnego, że Beatlesi zajmują ponad połowę okładki, mimo że w samej książce wspomniani są zaledwie raz czy dwa razy. Ale 7 razy do kina na Help, to naznaczy na całe życie.  Nie wzruszajmy się jednak, autor ma rację, nie ma podróży sentymentalnych, są tylko wyprawy donikąd.

Zatrzymuję się na chwilę. Donikąd? A nie do nikąd?

Nieważne. Rozdział Fryś. To nazwisko dyrektora liceum w Falenicy. Kurdupla. Rozmawia właśnie z matką Ryszarda Borówy. Ojciec i matka Borówy mają po 195 centymetrów wzrostu, sam Borówa przerósł ich (już) o dwa centymetry. Ojciec jest chudy jak szczapa, matka przepotężna.

Kolejna heca.

Mamusia Borówy, zatroskała się bardzo (…) i dzięki temu już w trzy dni potem nasze liceum mogło ujrzeć w swych progach monstrualną postać Borówowej. Gdy szła korytarzem, szyby brzęczały w oknach, a strop podejrzanie trzeszczał. Wchodząc do sekretariatu niechcący urwała klamkę, a gdy już weszła, strąciła telefon i wdeptała go w dywanik. Widząc spustoszenia czynione przez mamusię Ryśka w sekretariacie, kurdupel zaprosił ją bezzwłocznie do swojego gabinetu, usadził w fotelu i pilnował, żeby z niego nie wstawała. Siedziała zatem jak trusia, a Fryś perorował. W miarę opowieści ujawniała sią coraz bardziej miłość macierzyńska Borówowej. (…) Potem z gabinetu dobiegł żałosny skrzyp fotela, brzęk tłuczonego szkła w sekretariacie, a na koniec ukazał się kurdupel, prowadzący za łokieć starą Borówy. Wyglądał jak mały, chudy Don Kichot z monstrualnym Sancho Pansą…


Zdjęcie z czerwca 2018. Okładka Don Kichota z lat 50 – z rysunkiem Picassa. Gdy okładka się zniszczyła, właścicielka wycięła Picassa, oprawiła i powiesiła na ścianie. W latach 50 w PRL nikt przy zdrowych zmysłach nie wyrzuciłby reprodukcji Picassa do kosza na śmieci.


Robert Menasse, Stolica. Kontrowersyjna powieść o Brukseli. Słynna. Z dwoma istotnymi wątkami polskimi. Po pierwsze morderca (wiem, wiem, zdradzam tajemnicę, ale autor sam ją zdradza niemal natychmiast) jest Polakiem, żołnierzem Chrystusa, sterowanym  przez NATO za pośrednictwem Archidiecezji Poznańskiej, chyba że jest na odwrót i coś mi się pomyliło, i to Watykan za pośrednictwem Poznania steruje NATO, a ta niby stolica Europy, Bruksela, siedziba EU, to jakaś nic nie znacząca paranoja, cierpiąca pod ciężarem procedur biurokratycznych, gwałtownego ocieplenia klimatu i … świń. Takich prawdziwych, co to ważą ze 300 kilo. W tle czuje się kryzys, jaki wywołali uciekinierzy, jednak żadni uciekinierzy nie docierają na ulice stolicy. Po raz drugi Polska pojawia się w powieści zaraz po świni i jej obecność nie tylko w powieści, ale i w Europie zaznacza się nader intensywnie, bo to w Polsce leży Auschwitz. Taka jest Polska widziana z Austrii i z Europy – wtyka Watykanu i miejsce, gdzie Niemcy zbudowali najsłynniejszy (można tak powiedzieć?) obóz koncentracyjny.

Adam Krzemiński tak pisze w Twórczości o tej powieści:

Co innego Stolica Roberta Menasse, pierwsza powieść 0 Unii Europejskjej. Po części dreszczowìec, po części polityczna satyra, a po części historiozoficzny traktat o kondycji Europy. Początek jest groteskową metaforą. Po Starym Rynku Zbożowym w Brukseli biega świnia. Może to demonstracja producentów wieprzowiny. A może tylko przywidzenie, metafora, że UE to chlew, a może jednak świnka-skarbonka. (może dodajmy: to może też być świnia z niemieckiego powiedzenia „mieć świnię” czyli mieć fart).
Z tym że u Menassego kilka osób, które widziały tę świnę, szczęścia nie miało. 11 marca znajdą się wśród trzydziestu dwóch ofiar islamistycznego zamachu na stacji metra Maelbeek. Pochwalną recenzję Stolicy »Neue Zürcher Zeitung” zatytułowała Jeszcze Europa nie zginęła. Ale w powieści nic się nie udaje. Wielki Jubilee Project, który ma tchnąć duszę w jednoczenie Europy, nie wypala. Pełen dobrej woli austriackj eurokrata proponuje wprawdzie, by ideę UE osnuć wokół Auschwitz i tam też zorganizować rocznicowe obchody, zapraszając wszystkìch żyjących jeszcze byłych więźniów…

ale pomysł zostanie odłożony ad acta. Oczywiście nie wypali również prowokacja pewnego znanego austriackiego profesora, który chce, by z pamięci ludobójstwa i zagłady uczynić nowy symbol i wznieść stolicę Europy w Oświęcimiu.

Powieść się świetnie czyta (ale chyba na razie nie ma tłumaczenia na polski, zresztą – książki przecież najlepiej czytać w języku oryginału), mnie jednak najbardziej zafascynowały nie ironiczne pomysły na Europę XXI wieku, lecz te fragmenty, gdzie Menasse pisze o Wielkiej Utopii – o idei, która przyświecała ojcom i matkom założycielom Unii Europejskiej. To czysta baratarystyka, a jaka piękna… W styczniu 1945 roku, po wyzwoleniu obozu w Oświęcimiu, narody Europy, pochylając się z szacunkiem nad ofiarami niemieckiej zbrodni i wstrząsając się z przerażenia na widok jej grozy, kierując się najszlachetniejszą ideą – Nigdy więcej Auschwitz! Nigdy więcej rasizmu! – postanowiły zbudować wspólną Europę, która wyzbędzie się okowów nacjonalizmu, ten bowiem ową niewiarygodną zbrodnią wywołał i on za nią odpowiada…

I co? I Brexit!
I co? I Polska…

Na dziś wystarczy, Króla mrówek trzeba jednak przenieść na następny tydzień…

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Barataria 71 Kino, stolica i król

  1. tibor pisze:

    help, o tak! ale ja wole sierzant’a pieprz’a

  2. ewamaria2013 pisze:

    No tak, ale autor komentarza jest młodszy, nas naznaczył Help. Oczywiście widzieliśmy w kinach poprzedni film, Noc po ciężkim dniu, ale to Help stał się tym motorem, który poruszył całe pokolenie i puścił nas w ruch…Wiele z tego, co chcieliśmy, a co objawiło się już w filmie, udało się nam zrealizować, modę, muzykę, tolerancję, pacyfizm, weganizm, LGTB, wychowanie antyautorytarne, wolność osobbistą, ruch kobiecy, wolny seks…ale tego, że te rzeczy, których nie chcieliśmy, takie jak autorytety, przywódcy i ciasne ramy izmów, zaczną wracać, a nasi następcy je przyjmą z otwartymi ramionami, nie… tego nie przewidzieliśmy.

  3. tibor pisze:

    wiek ma oczywiscie znaczenie i doswiadczenia pokoleniowe sa zawsze bardzo intensywne, ale zdolnosc do, n.p empatii jest niezalezna od zegara biologicznego, ale oczywiscie, w czasie gdy ty chodzilas na ten film do kina, to ja musialem spiewc razem z „czerwonymi gitarami”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.