Szopa w salonie 29

Łukasz Szopa

Zieleń kontratakuje

Lubimy dzielić rzeczy na czarne i białe. Mimo często mglistej, szarej perspektywy. Albo na: szare i zielone. Czyli na miasto i wieś. Może też na “cywilizację” i “naturę”. Teren zabudowany i przyrodę. Obojętnie, czy jesteśmy mieszkańcami betonu, czy zielonego, czy też mieszanych sfer podmiejskich (post-wiejskich).

Nie lubię uogólnień, szczególnie nie takich, jakie właśnie zrobiłem. Więc powiedzmy, że zdarzają się takie przeciwstawienia, takie dwie definicje, teza i antyteza – i rzadko synteza. Jeśli już to synteza – “syntetyczna”, sztuczna: nowy asfalt przez wieś, czy plamy parków (pareczków) w urbanistycznym labiryncie. A jeśli nie sztuczna, to dyskusyjna i nielubiana, jak problem gałęzi, liści na chodnikach czy jezdni, i odnośnie tej właśnie dyskusji o tym, czy drzewa tworzące aleje ścinać czy nie.

Może powoli powinienem zbliżyć się do mojego tematu, mojej tezy. Czy też – syntezy. Tematem jest właśnie synteza przyrody i betonu. Która bywa dobrym sąsiedztwem, przyjaźnią, miłością. Albo też konfliktem, walką, wojną.

Takie spojrzenie (w dosłownym tego znaczeniu) na tę kwestię umożliwiły mi przykłady ekstermalne. Tak to już jest, że trzeba czasem łopatą (albo nawet młotem) do głowy, jaskrawo, szokująco. Choć od razu przyznam, że były to przykłady, gdzie to przyroda “nagle” okazała się być górą, zdobyła przewagę, a nawet odniosła tymczasowe zwycięstwo.

Przykłady to z jednej strony Berlin – w którym to mieście kilkanaście lat mieszkałem, i z drugiej – bośniackie miasta Sarajewo i Mostar. We obu przypadkach napotkałem na arcyciekawe miejsca, gdzie po latach przemysłowego lub (wielko)miejskiego krajobrazu, zielsko wróciło – i żyje sobie w najlepsze.

Zacznę od przykładu drugiego – czyli powojennych miast w Bośni. Mówiąc krótko: w latach 1992 – 1995 oba miasta, szczególnie ich centra, zostały co prawda tylko częściowo zniszczone – ale to, co zostało trafione, lub te miejsca, gdzie akurat dłużej czy mocniej zaznaczyła się linia frontu – zniszczone zostały kompletnie. Czy przynajmniej… na tyle mocno, by przebić się dziurami, kraterami przez podłogę parteru i fundamenty – do ziemi. Albo też, czy jako kilkultetnie lecz nie opróżniane wysypisko śmieci, czy jako inaczej zadomowiona w ruinach hałda ziemi czy piasku – niejedno miejsce stało się potencjalną glebą.

I ledwo przestano strzelać, rzucać granatami, przerzucać kamienie i worki na barykady – zaczęło rosnąć! Tym bardziej, że długo jeszcze trwało i potrwa, nim do niejednej ruiny ktoś powróci, ustali się nie tylko do kogo to należy, ale i kto ma prawo to zagospodarować… – a zielsko, trawa, chwasty, krzewy, a nawet drzewa! – rosną sobie, rosną dalej… A mury nawet chronią je przed niejednym wiatrem.

Niezapomnianym obrazem jest dla mnie widok na trzecie, ostatnie piętro koszar w centrum Sarajewa, zniszczonych jeszcze w 1992, przynajmniej na tyle, by znikł dach. Efekt – i ten wspaniały, surrealistyczny obraz – to po latach całkiem pokaźne brzózki wychodzące już na ponad 2-3 metry ponad poziom najwyższej kondygnacji.

Ulubionym miejscem moich obserwacji współżycia, współistnienia, ale i walki natury z betonem jest jednak Berlin. Było to dla mnie niezłą niespodzianką. Może dlatego, że przyjeżdżając tu, miałem przed oczami (wyobraźni) wielkoświatową metropolię, obrazy budującego się Potsdamer Platzu, szarej wielkomiejskiej plamy na mapie pośród zielonej Brandenburgii.

Zacząć można od tego, że Berlin powstał relatywnie niedawno, o ile wiem to tak naprawdę miastem stał się w dziewiętnastym wieku. Miastem, stolicą Prus – stał się nie naturalnie, a jako pomysł króla, który postanowił połączyć ze sobą kilka wiosek w “miasto”. Wiosek, pomiędzy którymi leżały nawodnione Szprewą bagniska. Mógłbym jeszcze o topografii, urbanistyce i nazewnictwie, ale o tym może innym razem. Ograniczę to do faktu, że Berlin ma więcej kilometrów kanałów niż St. Petersburg czy Wenecja, i że pośród tego szarego placka na mapie, gdyby spojrzeć dokładniej (na turystycznej mapie miasta), natrafiamy na wielką, podłużną, zieloną plamę – Tiergarten. Czyli olbrzymi park, niemal las, ciągnący się od Bramy Brandenburskiej do stacji Zoo. Też właściwie kaprys króla. Lecz to jeszcze nie całkiem mój berliński temat.

Gdy spojrzymy jeszcze raz na naszą podręczną mapkę lub przez Google Earth, napotkamy jeszcze dwie czy trzy takie pokaźne plamki. Dwie to Treptower Park i Grünewald, czyli też laso-parki. Ciekawą jest trzecia – małe słynne lotnisko pośrodku miasta – Tempelhof. Najciekawszą taką plamką – dla mnie – jest jednak teren Gleisdreieck (na mapce stosunkowo centralnie, między Tiergarten, Schönebergiem a Kreuzbergiem). Najciekawszy może nie dlatego, że w tym tekscie słyżyć mi ma za najlepszy przykład tematu, ale dlatego, iż to teren przemilczany, raczej mało znany – szczegolnie Nie-Berlińczykom.

Bierze się to stąd, prosta krótka historia, że przed II WŚ był to teren kolei, Deutsche Reichsbahn, dokładniej mówiąc olbrzymi dworzec towarowy plus peryferia. Nie dziwota, że kompletnie zbombardowany. I przypadkiem stało się tak, że… po wojnie, przez ponad 58 lat, pozostawiony sam sobie.

Efekt był niesamowity – co odkryłem podczas jednego ze spacerów na początku lat dwutysięcznych, gdy z dziewczyną postanowiliśmy przekroczyć niezbyt zabezpieczające ogrodzenie, i zasmakować przygody jak z czasów dzieciństwa, gdy każdy chciał być Tolkiem Bananem albo Perełką. Areał długi (północ – południe) na ponad 3 kilometry, szeroki na przynajmniej 500 metrów, był genialną, niesamowitą kreacją, coś jak “laso-koleją” czy “szyno-puszczą”! Tory, to rozwidlające się, to schodzące, to niknęły, to pojawiały się między drzewami, wchodziły w las, czasami można się było o nie potknąć – tak zarosła je trawa, krzewy.

Właśnie – wydawało się, na pierwszy rzut oka, że to szyny wplatają się w lasek, że to ceglane ruiny wychodzą z ziemi, gdzieś zza chaszczy. A rzeczywistość była dokładnie odwrotna: To pozostawiona sama sobie natura przywłaszczyła sobie cały teren, zawładnęła, zarosła, zapanowała. Powie ktoś, że “powoli”. Dla człowieka, – może powoli. Ale dla natury?! Czym dla natury jest pół wieku?…

Smutną wieścią jest to, że człowiek w międzczyczasie znów walczy o ten teren. Koleje chcą wykorzystać go jako pole golfowe, lunapark, osiedle mieszkaniowe, teren pod biurowce. Ale – jak na razie – nadal górą są ekolodzy, którzy udawadniają, że Berlin potrzebuje tego biotopu, tego drugiego obok Tiergartenu “płuca”.

Obojętnie jednak, co stanie się z Gleisdreieckiem, ja zyskałem przez to podwójnie, o ile nie potrójnie:

Przez kilka lat miałem i mam tuż niedaleko teren surrealistycznej, fantastycznie-bajkowej dzikości przyrody.

Po drugie, zainspirowało mnie to do podobnych poszukiwań, obserwacji nie tylko w Berlinie, ale i w innych miastach – szczególnie we wschodnich Niemczech lub na przykład w niektórych polskich. Takich, które – jak Berlin – mają mało kasy, i stąd często pozostawiają takie “powojenne” tereny samym sobie.

Jest też t.zw. spojrzenie mikro: to, że miasto ma mało pieniędzy na między innymi służby oczyszczania sprawia, że – w odróżnieniu od n.p. Monachium, Hamburga czy Stuttgartu – takie właśnie rzadsze i bardziej “po łebku” sprzątanie, jak usuwanie trawy z chodników czy z otoczenia kanałów, zielsk wplątanych w siatkę płotu powoduje, że te też powoli coraz bardziej w dosłownym znaczeniu wrastają w obraz i topografię miasta.

No i trzeci punkt, najważniejszy, filozoficzny. Że nie ma co się bać o przyrodę. Że ona już sobie poradzi. Ekolodzy martwią się o homo sapiensa, on może sobie nie poradzić, może popełnić chemiczno-betonowe samobójstwo. Ale przyroda? Ta trochę odczeka, pięćdziesiąt, sto, dwieście lat, homo będzie sapiens lub inny lub żaden, a trawa wyjdzię spod płyt betonowych, pokryje je, krzewy porwą betonowe i ceglane ściany do tanga, brzózki wystartują w górę, i niejeden chwast cierpliwie drążąc zaprawę, zwali nie tylko mur i nie tylko w Berlinie.

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Łukasz Szopa i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.