Krzyk cieni

Roman Brodowski

Lipiec to dla Wołynian oraz ich potomków miesiąc szczególny, miesiąc pamięci o tych, którzy zginęli w strasznych męczarniach z rąk oprawców – ukraińskich nacjonalistów. Co prawda proceder „etnicznego oczyszania terenów ukraińskich z ludności pochodzenia nie ukraińskiego” organizacje nacjonalistów ukraińskich rozpoczęły już na początku 1942 roku, to jednak kulminacja nastąpiła właśnie na Wołyniu 11 lipca 1943 roku. Tego dnia oddziały UPA dokonały skoordynowanego ataku na ponad sto zamieszkałych przez społeczność polską miejscowości,w powiatach horochowskim i włodzimierskim. Pod hasłem „śmierć Lachom“ zainicjowana została ogólnonarodowa akcja likwidacji tych, którzy nie byli Ukraińcami. Nie bez znaczenia jest fakt, że jako dzień rozpoczęcia akcji wybrano niedzielę. Chodziło oczywiście o to, by zaskoczyć jak największą liczbę Polaków w kościołach. A 11 lipca to również bardzo ważne i popularne prawosławne święto Piotra i Pawła, obchodzone na Kresach także w kościele katolickim. W wielu miejscowościach, w Chrynowie, Krymnie, Kisielinie, Porycku, Zabłoćcach, zbrodni na Polakach dokonano podczas mszy w kościele. W Chrynowie zamordowano 150 osób, w Krymnie 40, w Porycku 200, a w Zabłoćcach 76. W Kisielinie zginęło 90 Polaków, na szczęście część wiernych zdołała zabarykadować się na piętrze plebanii i obronić przed atakami. Podczas ataków na kościoły zginęło dwóch księży, Józef Aleksandrowicz w Zabłoćcach i Jan Kotwicki w Chrynowie, a ksiądz Witold Kowalski z Kisielina został ciężko ranny. Ksiądz Bolesław Szawłowski według sprzecznych relacji zginął także 11 lipca (w kościele w Porycku), lub też został jedynie ranny, a upowcy odnaleźli go i dobili dzień później. To tylko kilka przykładów.

By uczcić pamięć, wydarzeń tego jednego, niedzielnego dnia napisałem modlitwę. Powstała ona w oparciu o wspomnienia tych, którym udało się przeżyć.

Pytania do Boga, czyli modlitwa wątpiącego
Na pamiątkę ludobójstawa na Wołyniu

Tam jeszcze ziemia nie stwardniała
W niej jeszcze pamięć kwitnie żywa
A już na zgliszczach przemijania
Ktoś, niby Piłat – ręce umywa.

Ktoś chce jak Judasz, sacrum sprzedać.
Za garść srebrników prawdę zmienić
Za przyjaźń kruchą, biedną w szczerość
Dać kłam historii tej przestrzeni.

Dlaczego? – powiedz dobry Ojcze
Ci którzy krzyczą wierność Tobie
Miast potępienia zbrodni strasznych
Lżą pamięć przy „wołyńskim grobie”

Ileż w tych ludziach… pseudoludziach
Jest uczuć ciężkich nienawiścią
Że mogą przy świadkach żywych
Ofiar i katów zmieniać rzeczywistość.

A przecież wówczas w czasie wojny
Gdyś nieco Ojcze przysnął zmęczony
W dzień odpoczynku, w twej świątyni
Naród niewinny został stracony.

Daty tej nigdy nie wolno zapomnieć
Jedenastego lipca, poranek niedzielny
Czas na modlitwę, pojednanie z Bogiem
Na mszę wzywały dzwony kościelne.

Przyszli wieśniacy przed Twoje ołtarze
Ufni Ci, Stwórcy, wyznać swoją wiarę
Prosić o pokój, o wolność macierzy… ,
Przyszły dzieci, młodzi, kobiety stare.

Nad wieżami kościołów mojego Wołynia
Niby welon żałobny ciemne chmury zwisły
Na ambonach kapłani głosili kazania
Błogosławiąc narodu, ojczyzny czas przyszły.

Nagle, podczas wyznania Ci Ojcze wierności
Ktoś z zewnątrz drzwi zamknął przybytku z łoskotem
„Zabić Lacha na chwału ukrajnskiej dzierżawy
Wyrżnąć polską – wołano pod oknem – hołotę”
Dzień niech będzie dla Lachów ostatni i krwawy.

I potem już tak było, rzeź wielka zaczęta
Podpalone twe domy, granatem zniszczone…,
Zabity każdy kto żywy z płomieni uciekł
Innych jako owce na ołtarzu spalono.

Pod dowództwem upowców spod znaku Bandery
I przy wsparciu narodu co bratnim się mienił
Rozpoczął się marsz śmierci przeciw polskim rodom
Czyniąc piekło okrutne … Krew spłynęła z ziemi.

Na Wołyniu, Polesiu, w Tarnopolu, Lwowie
Gdzie po polsku myślano, po polsku mówiono
W imię tej nie ludzkiej lecz szatańskiej idei
Piekło straszliwe na ziemi polskiej zrobiono

Przygarnąłeś do siebie ofiarne tysiące
Sto sześćdziesiąt, może – nikt nie liczył – więcej
Cierpień doświadczonych od „przyjaciół ze wschodu”
Nie pojmuję ni duszą, ni lirycznym sercem.

W kolejną rocznicę tamtej wielkiej tragedii
Dziś jak zawsze zapalę znicz na oknie w domu… ,
Tylko proszę, mój Boże, nie zasypiaj więcej
Nie pozwól nikogo tak doświadczać, nikomu.

A na koniec modlitwy bardzo Ojcze proszę
Daj mi siłę wybaczyć daj siłę pamiętać
Ja tę prawdę historii mym dzieciom przekażę
Prawdę faktów, bo prawda, jak uczysz, rzecz święta.

Berlin 10.07.2016

Zasada działania we wszystkich przypadkach była podobna. Najpierw, by uniemożliwić mieszkańcom ucieczkę, oddziały UPA okrążały teren, następnie okoliczni ukraińscy chłopi, wspomagani przez oddziały band nacjonalistycznych, dokonywali rzezi. O metodach, jakie stosowali oprawcy, nie będę pisał. Wystarczy jednak wyobraźni, by uzmysłowić sobie, w jakich męczarniach ginęły ofiary, po tym jakich narzędzi używano do ich zabijania. A ginęli od kul, siekier, wideł, pił, noży, łańcuchów, sztachet nabijanych gwoździami…
Po wymordowaniu ludności mienie ofiar zazwyczaj rozkradano, a wsie doszczętnie palono, by uniemożliwić ponowne zasiedlenie.
Była to akcja dobrze przygotowana i zaplanowana. Zawsze na kilka dni przed rozpoczęciem akcji we wsiach ukraińskich odbywały się spotkania, na których uświadamiano miejscową ludność o konieczności wymordowania wszystkich Polaków.
Za akcję „Smert Lachom” odpowiadają podwładni Stepana Bandery, a przywodzili jej Iwan Łytwynczuk ps. „Dubowyj”, Petro Olijnyk ps. „Enej” czy też dzisiejszy bohater narodowy Ukrainy – Roman Szuchewycz. Ile ofiar w sumie pociągnęła za sobą – do dzisiaj nie wiadomo. Liczba oscyluje między 120 a nawet 250 tysięcy.
Dlaczego poruszam ten temat? Dlaczego rozdrapuję rany? Bo rany te dla setek tysięcy wołyńskich kresowian nadal krwawią. One się nigdy nie zabliźniły.
Ukraiński historyk Wołodymyr Wjatrowycz w swej książce Druga wojna polsko-ukraińska 1942–1947 neguje fakt przeprowadzenia jakiejkolwiek zorganizowanej antypolskiej akcji. Według niego polskie doniesienia są stekiem kłamstw i nie znajdują potwierdzenia w dokumentach, a to, co Polacy nazywają rzezią, było „zwykłą” wojenną walką między dwoma wrogami.
Dopóki sprawa Rzezi Wołyńskiej nie znajdzie swojego miejsca w pamięci i na kartach historii, dopóki w imię pamięci o ofiarach nie zostanie sprawiedliwie osądzona, dopóty potomkowie ofiar będą „wołać o pomstę do nieba”, domagając się godnego uczczenia śmierci swoich najbliższych.

Śladami Wołynia

Od dawna, podobny Odysowi
Płynę pod żaglami tęsknoty
W poszukiwaniu milczenia
Na wołyńskiej pustyni słowa

Instynktownie odnajduję gniazdo,
Chatę bieloną matczynym mlekiem.
W zapomnianym przez Boga świecie
Słyszę płacz zmurszałych drzew

Widzę obumarły szkielet żurawia
Przy wyschniętej od pokoleń studni,
A w niej, w żabim raju uwięzioną,
Proszącą o wyzwolenie – godność.

Bezpańskie koty, wierne miejscu
Biegają po wdeptanym znaku krzyża.
Od pokoleń czekają przyjaznych dłoni,
Odeszłych w czas urodzaju nienawiści.

Kamienie niemo szepczą litanię
Szukają kupca na niemy dramat,
Śpiące w soczystej zieleni dziedzińca
Skarby ziemi, zastygłe krople krwi.

W błękicie między słońcem a ziemią
Wiatr unosi pachnące przebaczenie.
Polami przechadza się, szukająca śladów
Jestestwa, wołyńska nadzieja żywych

Obraz malowany ludzkim cierpieniem,
Wystawiony na aukcji za cenę pamięci
Coraz ciszej woła o wyznanie prawdy…,
Powoli odchodzi w przestrzeń zapomnienia.

A ja wciąż powracam do wczoraj.

Berlin 11.11.2007

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Roman Brodowski i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.