Orient powszedni VIII

Agnieszka Fetzka i Tomasz Fetzki

Viatorka

Nastał poniedziałek, 30 kwietnia. Kolejny, zapowiadający się pasjonująco i bardzo intensywnie, dzień podróży. Viatorostwo skoro świt zerwało się z łóżka i prędko opuściło Dubicze Cerkiewne. W drodze załatwili jeszcze kilka spraw w Hajnówce, nazywanej bramą do Puszczy Białowieskiej – jak podaje Wikipedia, nazwa tego miasta pochodzi od imienia strażnika – Hayno (Hajno) – osadzonego w uroczysku Skarbosławka w XVIII w.

Nie zabawili tam jednak dłużej, gdyż spieszno im było do Białowieży. A przede wszystkim do Puszczy Białowieskiej, najlepiej zachowanego w Europie nizinnego lasu naturalnego, żeby zobaczyć ją, póki jeszcze jest. Bo chociaż po wielu miesiącach walki ekologów odstąpiono od jej wycinki, to kto wie, czy jutro jakiś pan Szyszko, czy inny Kowalczyk, nie zechce znowu chronić zdrowych drzew poprzez ich likwidację. Sprawujący obecnie w naszym kraju władzę zbyt ochoczo pozwolili na ogołocenie polskich miast z zieleni i rozszerzyli przywileje pogromców dzikich zwierząt. Zbyt ochoczo, aby mogli przekonać Viatorostwo do swoich racji. Zbyt topornie, prezentując na konferencjach prasowych słoiki z kornikiem zwanym drukarzem.

Niestety, w życiu Viatorki, jako osoby o mocno już ograniczonej sprawności ruchowej, zawsze coś musi dodatkowo „iść pod górkę”. Tak było i tym razem. Kiedy Viator poszedł do kasy PTTK kupić bilety wstępu do Białowieskiego Parku Narodowego (co ważne, można tam wchodzić tylko z licencjonowanym przewodnikiem) uzyskał informację, że na wózku inwalidzkim tego najstarszego, najbardziej chronionego miejsca puszczy, odwiedzić się nie da. Można pospacerować po Parku Pałacowym, dojść do trzeciej bramy, ale dalej już nie.

Cóż, ponarzekała Viatorka pod nosem na swój los, Viator jak zwykle bohatersko oświadczył, że sam, bez Viatorki, niczego oglądać nie będzie i trudno, sobie tylko pospacerujemy po okolicy. I biletów w geście protestu nie nabył. Aż tu po przejściu całkiem dużej już odległości spotkało Viatorostwo przewodnika wracającego do bazy i ten stwierdził, że wprowadzono nas w błąd, bo przecież to nieprawda, że osoba na wózku nie może wjechać do Parku Narodowego. Trzeba kupić bilety w kasie, przewodnik po prostu organizuje mniejszą grupę zwiedzających, no i musi być chętny, żeby pomóc przenosić wózek w niektórych miejscach. On sam zresztą wielokrotnie takie wycieczki organizował. No i co na to powiedzieć? Znowu przykro było Viatorce, że okazała się być dla kogoś zatrudnionego przecież, a nie pracującego społecznie, jedynie kłopotem i mówiąc oględnie, została „spławiona”. No, ale przecież to długi weekend, zwiedzających aż nadto, może szkoda było komuś czasu i wysiłku.

Za daleko zaszło już Viatorstwo, aby wracać i wykłócać się o swoje prawa, nie było na to czasu. Zresztą zbyt duży niesmak odczuwali, więc i ochoty na to też nie było. Na szczęście litościwy strażnik strzegący Puszczy pozwolił Viatorostwu zajrzeć kilkadziesiąt metrów za trzecią bramę, dzięki czemu mogliśmy choć trochę poczuć atmosferę pierwotnej puszczy.

Przy okazji podyskutowaliśmy z tym życzliwym człowiekiem o wycince drzew. Twierdził on, że media specjalnie manipulowały informacjami mówiąc, że wycinane były drzewa w Białowieskim Parku Narodowym. Podobno sami redaktorzy kręcący materiały przyznawali się do manipulacji, ale uznali, że gdyby mówili czy pisali prawdę, nie byłoby odpowiedniego efektu. Prawda zaś jest taka, że wycinka prowadzona była jedynie w tzw. lesie gospodarczym Puszczy Białowieskiej, tam jednak również zdarzały się ponad stuletnie drzewa. Może tak było? Kto wie.

Pospacerowało Viatorostwo jeszcze po Parku Pałacowym, założonym po 1895 r. jako integralna część nieistniejącej już prywatnej rezydencji myśliwskiej carów Rosji. Zobaczyli dworek myśliwski z 1845 r., będący najstarszym białowieskim budynkiem.

No i w końcu obejrzeli ustawiony na grobli pomiędzy dwoma stawami w Parku Pałacowym obelisk upamiętniający polowanie Augusta III Sasa z 1752 r. Podczas łowów zabito ponoć wówczas 42 żubry i 13 łosi. Dla Viatorki makabryczna jest ta ludzka skłonność do eksponowania swojego poczucia wyższości i przewagi nad przyrodą. Kiedyś stawiano obeliski, teraz bogacze płacą wielkie pieniądze za to, żeby jednym strzałem uśmiercić bezbronnego, spokojnego żubra (a czasami, co gorsza, brzemienną krowę), którego ktoś postawił po prostu przed ich strzelbą.

Ironia losu: w trakcie Pierwszej Wojny Światowej żołnierze i kłusownicy wybili wszystkie 727 żyjące wolno w Puszczy żubry. Potem dziesiątki lat trwało odtwarzanie ich populacji. A teraz stały się one ekskluzywną rozrywką dla bogaczy. Bo niby jest ich za dużo. Być może, ale Viatorce selekcja przeprowadzona w taki sposób nie podoba się i wzbudza, mówiąc wprost, podejrzenia co do jej uzasadnień.

Skoro nie udało się zobaczyć żubra w Puszczy, pojechało Viatorostwo do Pokazowego Rezerwatu Żubrów, gdzie, jak reklamują gospodarze, czyli Park Narodowy, w warunkach zbliżonych do naturalnych eksponowane są żubry, koniki polskie czyli tarpany, łosie, jelenie, sarny, dziki, żubronie (krzyżówka żubra z bydłem domowym), wilki i ryś. Podziękować za takie warunki zbliżone do naturalnych! Po wizycie doprawdy współczuliśmy tym zwierzętom i wolelibyśmy, żeby sobie żyły wolno w lasach. Strasznie gorący dzień, zwierzęta chowające się w cieniu, tłumy zwiedzających gęstniejące z każdą minutą, ludzie nie umiejący się zachować stosownie do miejsca (np. cmokający na wilki i wołający chodź, masz piesku). Jakoś inaczej wyobrażaliśmy sobie to miejsce. Ale zwierzęta dzielne, taka łania na przykład chłodzi się w bajorku i mówiąc językiem młodzieży ma wywalone na ludzi

Viator

Wędrowcy opuszczają, bezkresną wydawałoby się (bo przecież ma kres), gęstwinę Puszczy Białowieskiej. Znowu podążają ku mniejszym i większym ludzkim osiedlom.
Aż by się prosiło o zastosowanie w tym momencie prostego, a jakże nośnego, zestawienia-opozycji między przyrodą a cywilizacją, naturą a kulturą, dobrem i złem. Pokusa jest silna, ale Viator, życiem srodze doświadczon, nie ulegnie jej. Ani bowiem ta przyroda nie tak łagodna i arkadyjska, jak by się pozornie zdawało, ani cywilizacja jedynie zepsuta i zwyrodniała. Upraszczać na siłę, dla potrzeb stylistyki – to poniżej godności Pielgrzyma. Z jednym wszakże musi się on zgodzić: okrucieństwa pełna jest tak natura, jak kultura. Jednak okrucieństwo tej pierwszej nigdy nie jest bezinteresowne. Tu się zabija z konieczności, dla pokarmu lub obrony, słowem – dla przeżycia. Człowiek za to ma wybór, to wszak fundament etyki. A że często jest on trudny? Ha! No i czasem wybiera bezinteresowne okrucieństwo, przemoc dla przemocy.
Zaledwie Wędrowcy opuścili leśne ostępy, kultura natychmiast objawiła im schizofrenicznie obie swoje twarze. Piękno i szpetotę.

Narewka. Sielankowa miejscowość. Chciałoby się powiedzieć: sielska wioska… ale to wszak pleonazm.

Drewniane, typowe dla Podlasia budownictwo. Biało-zielona, skromna, a przecież dostojna, cerkiew świętego Mikołaja.

Słoneczko delikatnie świeci. Błękitne niebo. Białe obłoki. Spokój. Błogość. Idylla.

Ale upiory przeszłości nie śpią. To w końcu wioska Danuty Siedzkówny „Inki”, która co prawda nie tutaj przyszła na świat, ale tutaj dorastała. Nie, oczywiście to nie „Inka” jest tym upiorem. Lecz, niestety, ona go przywołuje.

Było chwilę temu o trudnym wyborze? To właśnie ten przypadek. Kończy się Wielka Wojna. Odchodzi jeden okupant, przychodzi drugi. Tutaj ludzie świetnie pamiętali pierwszą sowiecką okupację z lat 1939 – 41. Co można zrobić? Pogodzić się. Spróbować przetrwać, łykając gorycz klęski. Pójść na współpracę, mordując sumienie. Niektórzy zostali w lasach, podejmując beznadziejną walkę. Nie były to łatwe wybory. Viator nie ma pojęcia, co by sam uczynił, jaką decyzję podjąłby w tak nienormalnej sytuacji. Gdy wokół kipi zadawniona nienawiść. Gdy Polacy oskarżają Białorusinów o współpracę z komuną, a Białorusini czynią tak, bo uznają to za jedyny ratunek przed Polakami, którzy już przed wojną niszczyli ich cerkwie, a teraz chcą wygnać z ojcowizny, na Białoruś przesiedlić. Wzajemne krzywdy. Nieporachowane. Zapiekłe. A że po wojnie prawie każdy ma tutaj broń…

Pisząc o tych wydarzeniach Viator wie, iż stąpa po kruchym lodzie. Mało co jest tutaj oczywiste. Niektórzy Wyklęci to bohaterowie, zasługujący na wieczną pamięć. To pewne. Ale inni byli bandziorami, zdemoralizowanymi przez wojnę. I to też prawda. W Narewce zginęli z ich rąk bezbronni ludzie. Współpracowali z nową władzą? Być może. W nieodległych Puchałach Starych oddział Romualda Rajsa „Burego” zamordował kilkudziesięciu chłopów – tylko dlatego, że byli prawosławnymi Białorusinami. Niektórzy z nich pochodzili z Orli: Wędrowcy przemknęli przez Orlę wczoraj późnym wieczorem, zdążając z Bielska Podlaskiego do Dubicz, ale już było z późno, by się tam zatrzymać. A w Zaleszanach chłopcy „Burego” spalili szesnaścioro bezbronnych ludzi, w tym kobiety i dzieci.

Nic tutaj nie jest oczywiste. Poza jednym, przynajmniej dla Viatora: Wędrowiec nie uznaje Zadekretowanych Odgórnie Bohaterów, spod żadnego sztandaru. Wyklętych nie zamierza czcić en bloc. Gorszy sort tak ma. Zresztą, obrazą dla samego rotmistrza Pileckiego jest umieszczanie go w Panteonie obok „Burego”.

A „Inka”? Gorzko stwierdzić, iż dzieci walczyć nie powinny. Jasne – wojna przyspiesza dojrzewanie, krzywdy wydoroślają. Ale dzieci walczyć nie powinny. Boli, gdy się o tym mówi.

Dlatego wędrowcy ruszają dalej. Płyną wśród zielonych podlaskich krajobrazów. Mijają wioskę za wioską. Jedna piękniejsza od drugiej. Zwłaszcza cerkwie. Niebieska w Narwi.

Zielona ze złotymi kopułami w Trześciance.

Trześcianka… Już drugi raz w czasie tej podróży zawiódł viatorowy profesjonalizm. Jak Pielgrzym mógł nie przygotować się do wizyty w tej miejscowości? Cerkiew, owszem, sfotografował, bo widniała z daleka na skraju osady i był czas oraz miejsce, aby się zatrzymać. Ale samą wioskę minęli Podróżnicy z rozpędu, bez postoju i z poczuciem żalu, że nie wykonali żadnego zdjęcia. A przecież to Trześcianka w Krainie Otwartych Okiennic, pełna najpiękniej dekorowanych przez snycerzy drewnianych domów! Jak mógł Viator tak poszkapić sprawę?! Musi teraz skorzystać z zasobów Wielkiej Sieci, bo własnoręcznie wykonanego zdjęcia, jako się rzekło, nie posiada. Obejrzyj tutaj, Czytelniku, cuda Trześcianki. A Viatorostwo rusza dalej.

Jeszcze kilkanaście kilometrów i wjeżdżają Wędrowcy do Zabłudowa. Cerkiew Zaśnięcia Przenajświętszej Bogurodzicy, kościół Świętych Apostołów Piotra i Pawła.

Kiedyś była też synagoga, a nawet zbór ariański – wszak tutaj żył i tworzył Szymon Budny. Kolejne ciche, urokliwe miasteczko. I to jeszcze z takimi tradycjami tolerancji!

Słońce stoi wysoko. Ciepło. Upał. I, niestety, zaczyna się wokół unosić zapach stęchlizny. Powiedzmy wprost – smród. Wybaczcie, zacni Zabłudowianie! Pielgrzym niczego wam nie zarzuca, miasteczko jest czyste i schludne. To smród duchowy.

Jest taki wiersz Tuwima – Anonimowe Mocarstwo – nie wiedzieć czemu, zapomniany. Kreśli w nim autor apokaliptyczny obraz jewrejskiego spisku, który, jak olbrzymi Lewiatan, oplata świat, sącząc w Londynie, Moskwie, Paryżu i Rzymie idee masońskie, wsparte, a jakże, krwawym złotem. Cały świat leży u stóp spiskowców. A u nas?

A po naszych miasteczkach, w straszne skwarne święto

Wieje z sieni ziejących pomruk głuchych nowin:
„Do kościoła się zakradł pejsaty żydowin
I dzieweczkę w cegielni na macę zarżnięto”.

Dlaczego w podlaskim Zabłudowie dopadło Viatora wspomnienie tych strof? Bo tutaj właśnie poczuł ów smród strasznego skwarnego święta. Wszystko się zgadza, choć dzieweczka w tym przypadku jest chłopięciem, a cegielnia – polem w pobliskich Zwierkach. Tam, w roku 1690, znaleziono okrutnie okaleczone ciało sześcioletniego chłopskiego syna, Gabriela Gowdela. Kto go zamordował? Wiadomo – żydzi. Karczmarz Szutka konkretnie. Po co to zrobił? Wiadomo, po co żydzi mordują czyste chrześcijańskie dzieciątka. Nie ma to jak maca, wypiekana z tak wybornym dodatkiem!

Smród. Sąd uniewinnił Szutkę. Co z tego? Prosty, bogobojny lud wie swoje. Zwłaszcza, gdy o to, aby lud nie zapomniał i nie zagasił żarliwości, dbają świątobliwi pasterze. Mały Gabryś został ogłoszony w roku 1820 prawosławnym Świętym Gabrielem Zabłudowskim, Młodzieńcem Męczennikiem. Żydzi, nie zapomnimy wam tego!

Nie zapomnieli. Długotrwałe szczucie, wsparte duchownym autorytetem, musi odnieść skutek. Ilu niewinnych mężczyzn, kobiet i oczywiście także dzieci, zginęło w pogromach? A któż ich zliczy.

Bracia Ortodoksi! Jak wielkim podziwem darzy Viator piękno Waszych cerkwi i mistykę Waszej Świętej Liturgii, jak szczerym szacunkiem darzy siłę Waszej wiary, tak z głębokim żalem woła: zgrzeszyliście! Zresztą, oni sami chyba zaczęli to w końcu czuć. Ostatniemi laty motyw mordu rytualnego jest w żywotach Męczennika tonowany, zamazywany, pomijany. Ot, Święty Młodzieniaszek, zabity za wiarę, patron dzieci i młodzieży.

Trudno-darmo, ale Viator tego nie kupuje. Na to nie ma usprawiedliwienia. I tylko szkoda biednego Gabrysia. Pedofil go zamordował? Psychopata? Nieistotne. Żal dzieciaka. Jak każdego zabitego dziecka. W każdej epoce i w każdym miejscu…

Wystarczy tego patosu. Czas w drogę.

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Agnieszka Fetzka, Tomasz Fetzki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Orient powszedni VIII

  1. tibor pisze:

    dzekuje za znaki (reportaz) z blizny – ojczyzny:

  2. Anonim pisze:

    Boże! Jak trudno nam oceniać historię Upłyną chyba wieki by można ocenić sprawiedliwie. A w ogóle SPRAWIEDLIWOŚĆ nie jest sprawiedliwa dla każdego.Dużo wiedzy w tym artykule i to jest piękne

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s