Orient powszedni X

Agnieszka Fetzka i Tomasz Fetzki

Viator

Kolejny poranek powitał Wędrowców. W zupełnie nowych okolicznościach przyrody… i niepowtarzalnej. Jak wspominał Pielgrzym tydzień temu, po całodziennej podróży dość przypadkowo i w ostatniej chwili (tego rodzaju taktyka bywa męcząca, ale ma swój urok) znalazło Viatorostwo nocleg na kwaterze w Studzienicznej – wiosce będącej, administracyjnie rzecz ujmując, dzielnicą Augustowa. Zauważył też, że ten wybór był znakomity, a lokalizacja taka, że lepszej nie mogli sobie wymarzyć.

Kolejny poranek powitał Wędrowców. Suwalszczyzna to co prawda część województwa podlaskiego, ale historycznie niewiele ma z Podlasiem wspólnego. Inne ukształtowanie terenu, czyli jeziora, świerkowe lasy i morenowe wzgórza, których na Podlasiu nie uświadczysz. Inna kompozycja etniczna: tam Polacy wymieszani z Białorusinami, tu mieszkają obok Litwinów. Byliby i Jaćwingowie, wszak to ich ziemia gniazdowa, gdyby mniej w broni, a więcej w dyplomacji pokładali zaufanie; a tak to wspólnie przez Rusinów, Litwinów, Polaków i Krzyżaków po trosze wyrżnięci, po trosze wchłonięci zostali. Honor zachowali, ale ich samych już nie ma, hélas!

W każdym razie tutaj cerkwi, powszechnie na Podlasiu występujących, niemal nie uświadczysz, bo tak Polacy jak Litwini to en masse katolicy obrządku łacińskiego. Niemal, powiada Viator. Zdarzają się bowiem świątynie obrządku wschodniego, ale niepomiernie rzadziej i, zazwyczaj, w specyficznej odmianie, jako molenny starowierców. I niestety znów trzeba się przyznać do błędu, przełknąć gorzką pigułkę. Już po raz trzeci na trasie tej Podróży Mistycznej skrewił Wędrowiec. Zawiódł jego profesjonalizm, co zresztą wyszło na jaw dopiero po powrocie do domu. Planując itinerarium nie uwzględnił Pielgrzym dziedzictwa staroobrzędowców. Z jakiegoś względu umiejscowił ich sobie na Mazurach, a że Mazur, ze względów czasowych, nie brało Viatorostwo pod uwagę jako etapu tej wyprawy, to i wizyt w świątyniach starowierców Pielgrzym też nie przewidział. Skądinąd ta mazurska lokalizacja nie jest całkowicie błędna, jako że uciekinierzy spod opresji reform patriarchy Nikona osiedlali się zarówno tam, po pruskiej stronie granicy, jak i tu, na Suwalszczyźnie. Ale nie uwzględnić Gabowych Grądów na trasie podróży? Wstyd Viatorze! Hańba. To trzeba będzie nadrobić. Tym bardziej, że Suwalszczyzna warta jest następnej wizyty. Niejednej.

Kolejny poranek powitał Wędrowców. Nad brzegiem Jeziora Studzienicznego. Z okien kwatery widać półwysep (dawniej wyspę, połączoną później z lądem solidną groblą) a na nim kapliczkę.

Sanktuarium Matki Bożej Studzienicznej. Sięga swymi początkami drugiej dekady XVIII wieku, gdy wysepkę obrał na swą siedzibę pustelnik, przybyły z klasztoru kamedułów w pobliskich Wigrach. Przykładem świątobliwego życia i mądrymi radami zaczął z czasem ściągać do siebie tłumy pielgrzymów. Odszedł stąd w roku 1728, ale pątnicy przybywali dalej masowo, uznając samo miejsce ze święte. A około roku 1770 osiedlił się tutaj kolejny eremita, były major czy nawet, jak prawiono, pułkownik wojska polskiego, Wincenty Morawski. Ten został aż do śmierci, ale wcześniej zbudował drewnianą kaplicę, w której umieszczono kopię ikony Czarnej Madonny. Obraz szybko cudami zasłynął, pielgrzymki coraz tłumniej i z coraz dalszych stron na wysepkę ściągały. Z czasem trzeba było na miejscu starego sanktuarium, jeszcze przez pustelnika Morawskiego wzniesionego, zbudować w roku 1872 kaplicę murowaną, zaś pięćdziesiąt lat później drewniany mostek zastąpiono ziemną groblą, Neoklasycystyczna kaplica stoi do dziś, a pątnicy wciąż do niej ciągną z daleka.

Poza kaplicą na półwyspie jest też cudowna studzienka (od której wioska wzięła nazwę), pomnik Jana Pawła II, który odwiedził, już jako papież, studzieniczne sanktuarium oraz łódź – Piotrowa, jak można przypuszczać, tym bardziej, gdy się przeczyta napis, umieszczony na rei.

Wypłyń na głębię! Wszak tak właśnie rzekł Jezus do Szymona Piotra. Jak przepastna może być ta głębia? Pustelnik Morawski, który w samotności żywot przed obliczem Najwyższego przepędził, może to wie. Viator nie ma pojęcia.

Obiecywał sobie Pielgrzym przed rozpoczęciem pisania dochowanie wiary zwięzłości wypowiedzi, ale na jedną dygresję musi i może sobie pozwolić: po Drohiczynie i Pannach z Wilka oraz Bielsku Podlaskim i Znachorze trzecia to już bowiem sytuacja, tym razem niezamierzona i nieplanowana, gdy Wędrowcy napotkali na swym szlaku plener kinematograficzny. Inne co prawda czasy, inny gatunek filmowy, ale dzieło też warte pamięci. Tak jak i jego reżyser, zmarły zaledwie pół roku temu Wojciech Wójcik. W przaśnych latach osiemdziesiątych jego filmy, zazwyczaj o tematyce kryminalnej i sensacyjnej, wyróżniały się, można by to nazwać, zachodnim sznytem – miały precyzyjnie skonstruowane scenariusze i były świetnie zrealizowane. Viator pamięta choćby doskonałe Prywatne śledztwo czy mroczny Trójkąt bermudzki, dzieła które, na dobrą sprawę, nie zestarzały się do dziś. Ale tutaj, w Studzienicznej, Wójcik znalazł plenery dla innego ze swych filmów, nakręconego w 1981 roku Karate po polsku. To właśnie w kaplicy, którą ze swych okien widzi Viatorostwo, wykonywali freski artyści plastycy zagrani przez Edwarda Żentarę i Michała Anioła. Tutaj (11 minuta 22 sekunda) mogą sobie Czytelnicy przypomnieć te sceny.

Kolejny poranek powitał Wędrowców. Nad brzegiem Jeziora Studzienicznego. Gdy dotarło do nich, że jezioro to jest częścią szlaku wodnego, znanego powszechnie jako Kanał Augustowski, Wędrowiec raz tylko spojrzał na swą Towarzyszkę i już wiedział, od czego rozpocznie się dzisiejszy dzień.

Viatorka

Jeśli woda, to czas na kajaki i zupełnie nowe doznania. Pływało już bowiem Viatorostwo wieloma rzekami i jeziorami, a także naturalnymi i sztucznymi odnogami Szprewy w Spreewaldzie, ale długimi, wielokilometrowymi kanałami łączącymi jeziora, jeszcze nie. Poza tym, taki spływ to spotkanie z historią, przecież Kanał Augustowski wraz z całym zespołem budowli i urządzeń uznany został za pomnik historii oraz znalazł się w rejestrze zabytków. I słusznie! Pomysł na utworzenie kanału wodnego łączącego zlewisko Wisły i Niemna z Bałtykiem, z pominięciem dolnego biegu Wisły, powstał podobno już w 1823. Po prostu – Królestwo Polskie, kadłubowe państwo polskie połączone unią personalną z Rosją, potrzebowało otwartego i wolnego dostępu do morza. Spławianie towarów Wisłą do Gdańska było bowiem nieopłacalne: Prusacy nałożyli zaporowe cła.

Pierwotnie projektem zajął się Ignacy Prądzyński, późniejszy generał i wódz naczelny Powstania Listopadowego. Zadbał o patriotyczną symbolikę śluz – miały być wykładane czerwoną cegłą i białym piaskowcem, a więc nawiązywać do polskich barw narodowych. Po wielu perypetiach, przerwie związanej z walkami wyzwoleńczymi w 1931 r., następującej po nich utracie autonomii Królestwa Polskiego oraz wielu zmianach wprowadzonych do pierwotnego projektu, kanał otwarto w 1839 r. Jak się okazało, Prusacy w międzyczasie cła obniżyli, wiec nie było już potrzeby wozić kanałem towarów do Bałtyku, wykorzystywany był natomiast lokalnie, głównie do spławu drewna. Potem został też modernizowany, żeby przystosować go chociażby do przepływu łodzi motorowych.

Program podróży Viatorstwa po Podlasiu był bardzo napięty, nie istniała więc możliwość, aby przepłynąć cały Kanał. Ma on długość ponad 100 km, po drodze trzeba pokonać 18 śluz – na jeden dzień to stanowczo zbyt dużo. Po konsultacji z właścicielem wypożyczalni kajaków nad jeziorem Studzienicznym (skądinąd bardzo sympatycznym panem) wybrało więc Viatorstwo odcinek około 13 km, od śluzy Paniewo do śluzy Swoboda. Trasa bardzo ciekawa i o dużej a zmiennej urodzie.

Żałuje teraz Viatorka, że nie było czasu, żeby przepływać przez śluzę Paniewo, że obejrzeliśmy ją jedynie „od tyłu”.

Z tego ujęcia śluza nie robi wielkiego wrażenia, a to przecież jedyna śluza dwukomorowa, bo różnica poziomów między jeziorem Paniewo a jeziorem Krzywym, które łączy, wynosi ponad 6 metrów. A na przeprawę trzeba poświęcić podobno aż 40 minut. Następnym razem z pewnością Viatorostwo nie ominie tej atrakcji.

Za śluzą Paniewo jezioro o tej samej nazwie, którego długość i szerokość nie przekracza kilometra, a po nim sztuczny kanał i jezioro wytopiskowe Orle, nieco większe, ale znacznie płytsze od Paniewa. A na nim łabędzie, widać, że zaprzyjaźnione z ludźmi, bo kiedy tylko zobaczyły Viatorostwo, szybko pan łabędź, a za nim pani łabędziowa, podpłynęły do kajaka. No i rozczarowanie – ich tym razem, nie nasze – bo niczego do jedzenia niestety ze sobą nie mieliśmy. Nasze trochę też…



W końcu dopłynęło Viatorostwo do śluzy Gorczyca, a tam konsternacja. Czekamy, wołamy, a śluza zamknięta na głucho i żywego ducha nie widać. Co robić? Zdecydował się Viator wysiąść z kajaka i poszukać gospodarza, Viatorka zaś w tym czasie wbiła paznokcie w betonowy brzeg, żeby kajak nie uciekł jej na środek kanału, albo, co gorsza, się nie przewrócił. Po prawdzie kanał głęboki nie jest, ale zanurzenie się w zimnej i mętnej wodzie do przyjemnych by nie należało. Nie było Viatora kilkanaście minut, w końcu powrócił. Znalazł pana obsługującego śluzę w domu, oglądającego telewizję. Pan ze stoickim spokojem poinformował nas, że od kiedy remontują śluzę Swoboda, ruch jest tak mały (faktycznie, tego dnia Wędrowcy byli pierwszymi przepływającymi), że nie opłaca mu się tam cały czas siedzieć. Jak Swoboda jest otwarta, to pływają tędy często motorówki, ale teraz to nie. MOTORÓWKI! Faktycznie, zdało sobie Viatorostwo sprawę, że po drodze nie spotkało ani łodzi motorowych, ani żadnych kajaków. Nikogo. I dobrze, bo nie mieliśmy ochoty mijać się z motorówkami na wąskim kanale i do tego słuchać znowu huku silników. Za to samo przepłynięcie przez śluzę Gorczyca dostarczyło sympatycznych przeżyć. Wpływa się do szerokiej na 5 metrów i długiej na 43 metry komory, do której wpuszcza się  wodę. Mechanizm, jak niegdyś, jest ręczny. Woda gwałtownie rzuca kajakiem, aby na koniec podnieść poziom o niemal 3 metry.

Dalej, za śluzą, już tylko małe, szerokie na 400 metrów a długie na dwa kilometry jezioro Gorczyckie i w końcu najdłuższy i najwyżej położony sztuczny odcinek Kanału Augustowskiego – 7 kilometrów płytkiego, raczej wąskiego traktu wodnego, bez nurtu, z nieprzejrzystą wodą. Płynie się i płynie, a dystansu jakby wcale nie ubywało. Czas też niby płynie, a czujemy się, jakbyśmy stali w miejscu. Znużony Viator w końcu nadał mu nazwę: psychiczna prosta. Trzeba mieć cierpliwość, żeby ją pokonać.

Jednak ostatecznie dotarliśmy do końca spływu, czyli do śluzy Swoboda – tej remontowanej, a właściwie zdemontowanej jedynie, na której nic się nie dzieje. Podobno rok temu zaczęto coś tam grzebać, na zimę ekipa remontowa się zwinęła, aby w tym roku jeszcze się nie pokazać. Gdyby nie to, szybciutko dopłynęlibyśmy pod samą kwaterę w Studziennej. Ale za to pewnie po drodze udręczyłby nas hałas motorówek. Więc chyba nie ma czego żałować.

Marzy się Wędrowcom wrócić kiedyś na Kanał Augustowski, szczególnie, aby zobaczyć jego koniec, połączenie z Niemnem. Tylko, że te ostanie 20 kilometrów jest już na w Białorusi. Nie da się tak po prostu wynająć kajaka. Wycieczka musi być zorganizowana przez odpowiednie biuro, trzeba mieć wizy. Odwykło Viatorostwo od takich obostrzeń, za to przyzwyczaiło się przez kilkanaście lat do swobodnych podróży po Europie. Kto jednak wie, co będzie w przyszłości, może nawet nieodległej – czy nasi Rządzący nie doprowadzą znowu do zamknięcia granic, nie tylko na wschodzie.

Viator

Jak się wiosłuje, to nie można robić zdjęć. Zajęła się tym Viatorka. Ale stado rzadkich i pięknych czapli białych, które przez pewien czas towarzyszyły nam, tłumnie przelatując i obsiadając kolejne drzewa, musiał Wędrowiec uwiecznić, bo czegoś takiego jeszcze nie widział. Słaby aparat, to i fotki nieszczególne. Są raczej pretekstem, mającym pobudzić wyobraźnię Czytelników

 

Bacząc na dotychczasowe doświadczenia z podróży po Oriencie powszechnym, Viator nie miał wątpliwości, iż w to stado wcieliła się gromada tajemniczych duszyczek. Nie wiedział tylko, czyich. To się jednak miało okazać już tego samego dnia po południu – czyli za tydzień na blogu.

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Agnieszka Fetzka, Tomasz Fetzki i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.