Stuart 51

I don’t wanna be someone who walks away so easily
I’m here to stay and make the difference that I can make
Our differences they do a lot to teach us how to use
The tools and gifts we got yeah, we got a lot at stake
And in the end, you’re still my friend at least we did intend

Nie chcę być kimś kto łatwo odchodzi
Jestem tu by zmienić to co mogę zmienić,
Różnice pomiędzy nami uczą nas jak się posługiwać
Wszystkim co otrzymaliśmy a mamy tak dużo
A gdyby nam nie wyszło to wiem jesteśmy przyjaciółmi
I próbowaliśmy.
Jazon Mraz I won’t give up

Joanna Trümner

Ślub

Następnym etapem ich podróży po Europie była Bruksela. „Po raz pierwszy w życiu będę w miejscu, w którym ludzie mówią obcym językiem”, przyznała się Carlie. „Szczerze mówiąc dzięki tobie w ogóle po raz pierwszy wyjechałam z Australii”, dodała z wdzięcznością. Miasto zaskoczyło ich elegancją i graniczącym ze sterylnością porządkiem. Stuartowi przypomniał się miesięczny pobyt w Berlinie, miejscu, w którym od pierwszego dnia czuł się jak w domu. W Brukseli czuł się obco, po kilku godzinach zwiedzania miasta zastanawiał się, co go tu bardziej drażniło – język, którego nie rozumiał, czy też bogactwo i nienaturalna wręcz czystość ulic i parków. Wieczorny koncert był kompletnym niewypałem. Eleganckie, wielkie pomieszczenie z nowoczesnym, zbyt jaskrawym oświetleniem nie było miejscem odpowiednim dla jego muzyki.

Co ja tu robię?”, zastanawiał się i obserwował widzów, którzy ani na chwilę nie przerwali rozmów i cały czas zamawiali drinki. Był rozczarowany. „Nie jestem im do niczego potrzebny, taniej byłoby włączyć muzykę ze sprzętu audio”. „Nie wiedzałam, że tak się wpakujemy”, przepraszała Carlie podczas przerwy. „Zbyt pochopnie podpisałam tę umowę, trzeba było najpierw zorientować się, co to za miejsce. Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy.” Stuart próbował dodać sobie odwagi przed ponownym wejściem na scenę „Po latach koncertów to pierwsza wpadka, to się kiedyś musiało zdarzyć. Mogę się cieszyć, że nie zostałem wygwizdany. Zresztą nie wiem, może to by było lepsze niż ta cholerna obojętność, zachowują się tak, jakby mnie tutaj w ogóle nie było. Muszę jakoś wytrzymać do końca.”

Czuł się tak upokorzony, że po powrocie do hotelu nie mógł zasnąć. Postanowił przejść się po mieście. „Nie gniewaj się, chciałbym teraz być sam, wrócę jak się trochę uspokoję”, przeprosił Carlie i wyszedł z hotelu. Przez kilka godzin chodził ulicami starówki, które mimo późnej pory były pełne ludzi, wracających z wieczornych wizyt w restauracjach i klubach. Czuł, że powoli przechodzi mu złość, a kiedy w witrynie jednego ze sklepów jubilerskich zobaczył piękny pierścionek z drobnym brylantem pomyślał „Na coś ten dzień był jednak potrzebny, znalazłem pierścionek zaręczynowy”.

Kolejne dwa koncerty przebiegły podobnie. W ostatnią noc w Brukseli cieszył się na myśl o tym, że niedługo opuści to miasto, które jednoznacznie dało mu do zrozumienia, że nie potrzebuje jego muzyki.

Pierwszy dzień w Paryżu był dniem wolnym od koncertów. „Miasto zakochanych” było w połowie lutego miejscem deszczowym i szarym, mimo to udało im się znaleźć kilka pięknych zaułków. Podczas wieczornego rejsu statkiem po Sekwanie Stuart oświadczył się Carlie. „Kocham cię i chcę, żebyśmy byli razem. Mam nadzieję, że mi wybaczysz ten kompletny brak wyobraźni. Zdaję sobie sprawę, że te oświadczyny są w kiczowatym stylu z nienajlepszego amerykańskiego filmu”, powiedział, czekając na jej odpowiedź. „Jasne, że za ciebie wyjdę. Zaskoczyłeś mnie, bardzo się cieszę”, Carlie poprawiła pierścionek na palcu.

Na weselu mojej siostry było sto osób”, dodała po chwili „Nie chcę takiego teatru”. „Nie wiedziałem, że masz siostrę”, Stuart zdał sobie sprawę, że po kilku latach znajomości narzeczona potrafi go jeszcze zaskoczyć. Do tej pory niewiele opowiadała o rodzinie. Wiedział tylko, że rodzice nie żyją od kilku lat, sposób w jaki wspominała, a raczej milczała o swojej rodzinie sugerował, że nie miała szczęśliwego dzieciństwa. Mimo to fakt, że miała siostrę zaskoczył go, do tej pory był przekonany, że jest jedynaczką. Po chwili namysłu Carlie powiedziała: „Od lat nie mam z nią kontaktu, nie rozumiemy się. Nie chciałam dłużej patrzeć na to, jak bardzo uzależnia się od męża i jego religinego fanatyzmu. Obydwoje są świadkami Jehowy, razem chodzą po domach i nawracają ludzi. Są tak zajęci tym nawracaniem, że nie mają czasu dla własnego dziecka. Strasznie mi szkoda dzieciaka i kilkakrotnie próbowałam ich przekonać, że muszą poświęcać jej więcej czasu. Zagroziłam nawet, że sama się zajmę małą, bo każdy sąd przyzna mi rację, oni po prostu zaniedbują Susi. To była nasza ostatnia rozmowa, po tym jak ‘próbowałam im odebrać dziecko, bo nie mam własnych’, święty szwagier zabronił mi dalszych kontaktów. Czasami myślę, że trzeba było pójść do sądu albo przynajmniej zaalarmować odpowiedni urząd i jestem zła na siebie, że tego nie zrobiłam. Stchórzyłam. Zresztą to wszystko działo się w czasie, kiedy sama miałam masę problemów. Szczerze mówiąc nie ma dnia, żebym się nie zastanawiała, co teraz może robić Susi”.

Po koszmarze jakim były koncerty w Brukseli, Stuart z niepokojem czekał na pierwszy koncert w Paryżu. „Czy kiedykolwiek uda mi się zapomnieć to upokorzenie?”, zastanawiał się, widząc przed oczami zajętych rozmową i znudzonych muzyką słuczaczy. Po występie w małym klubie w Quartier Latin poczuł ulgę.

W dwa tygodnie później przylecieli do Berlina. „Nie mogliśmy się doczekać waszego przyjazdu”, przywitała ich Kate na lotnisku. „Pewnie jesteś ciekaw, co się zmieniło po zjednoczeniu. Zrobiło się tutaj jeszcze bardziej kolorowo, ciągle coś się dzieje, zaczęli masowo przyjeżdżać turyści z całego świata. Sami zresztą zobaczycie.” Stuart od chwili przylotu poczuł tą samą fascynację miastem, jaka towarzyszyła mu podczas pierwszej wizyty. Mimo zimna i opatulonych w ciepłe płaszcze ludzi Berlin tętnił życiem. Nieznany język, który tak bardzo drażnił go w Paryżu i Brukseli, tutaj brzmiał jak znana melodia.

Kate była pierwszą osobą, której powiedzieli o zaręczynach. „Bardzo się cieszę, chętnie przyjedziemy na ślub”. „Jeszcze nie wiem, czy w ogóle będzie jakaś wielka impreza, to nie w naszym stylu. A kiedy wy?”, zapytał Stuart i w tej samej chwili pożałował, że zadał siostrze tak intymne, osobiste pytanie. „Nie wiem, ja ciągle nie jestem pewna, że to jest to, czego szukałam”, odpowiedziała Kate. Stuart przyglądał się siostrze z niedowierzaniem. „Jak mogła zdecydować się na dwójkę dzieci z kimś, kogo nie kocha?”

Stuart przysłuchiwał się rozmowom Kate z Walterem, wyłapywał z nieznanego języka poszczególne słówka i dziwił się, że można rozmawiać o tak przyziemnych sprawach. Jego mądra siostra, która kiedyś nie rozstawała się z książką, znała każdy film i godzinami słuchała muzyki, wycinała teraz kupony z gazety i jechała na drugi koniec miasta, tylko dlatego, że benzyna była tam o kilka groszy tańsza. Zgubiła gdzieś swą zwariowaną, nieobliczalną spontaniczność. Po kilku dniach nabrał przekonania, że nigdy nie będzie w stanie przekonać się do sztywnego i pozbawionego humoru Waltera, i otyłych, przemądrzałych dzieci. Z wyrzutami sumienia myślał o George‘u w Londynie, jedynym dziecku w rodzinie, z którym udało mu się nawiązać więź. „Może to się kiedyś zmieni?”, myślał patrząc na Petera i Lizę.

Carlie była zaskoczona Berlinem, „Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie Niemcy”, powiedziała. „Myślałam, że znajdę bardzo czyste i świetnie zorganizowane miasto, w którym po zapadnięciu zmroku pustoszeją ulice. A tu jest jak w Londynie, kolorowo i nie niemiecko”.

Ostatni wieczór przed odlotem do domu rodzeństwo spędziło wspólnie. Carlie wybrała się z Walterem i dziećmi do kina. „Co zrobimy z pamiętnikiem mamy?”, zapytała Kate. „Długo o tym myślałem, chyba jednak nie powinniśmy go czytać”, odpowiedział Stuart. „Ja też się długo zastanawiałam. Nie mamy prawa do grzebania w jej myślach. Wszystko, czego o niej nie wiedzieliśmy, przestało być ważne. Liczy się tylko to, że nas kochała. Przy najbliższej okazji pozbędę się tego pamiętnika”, powiedziała Kate. Obydwoje poczuli, że kamień spadł im z serca.

Po powrocie do Sydney Carlie ze Stuartem wprowadzili się do domu Stuarta, którego wieloletni lokatorzy wrócili wreszcie do Brazylii. W czwartek, 09.09.1999 roku Stuart z Carlie byli jedną z wielu par, które wzięły ślub w pięknym, starym budynku urzędu stanu cywilnego na Queens Square. Świadkami byli Tom i cała jego rodzina – Rita, Emily i kilkumiesięczny John.

Koniec części pierwszej

Ciąg dalszy kiedyś

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Joanna Trümner i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.