Orient powszedni XIII

Agnieszka Fetzka i Tomasz Fetzki

Viatorka

Przedostatni dzień Wielkiej Podróży był tak samo bogaty i napięty, jak wszystkie poprzednie. Chcieli jeszcze Wędrowcy choć na chwilę wpaść na Litwę, na własne oczy zobaczyć urodę i poczuć atmosferę tej krainy, o której nie tylko uczyli się na lekcjach historii i o której czytali poematy, ale przede wszystkim, o której słyszeli wiele melancholijnych opowieści od swoich sąsiadów, przesiedlonych stamtąd po wojnie na Ziemie Zachodnie. Viatorka odczuwa szczególną nostalgię, myśląc o tych niegdyś polskich ziemiach, również dlatego że jej przodkowie też pochodzą z Kresów, choć nie z Litwy, ale Podola. Urodził się tam jej Ojciec. Nigdy tam Viatorka jeszcze nie była, nie ma już też od dawna nikogo z bliskich, kto mógłby pokazać ojcowiznę i opowiedzieć, jak tam się żyło.

Nie było czasu odwiedzić Wilna, choć z Augustowa jest niedaleko, jakieś 200 kilometrów. Może następnym razem, przy okazji kolejnej podróży. Za to trzeba było zobaczyć chociaż Niemen, no i w końcu skosztować kartaczy. W tym celu pojechali Wędrowcy do Druskienik, słynnego, znanego od setek lat, uzdrowiska. Sam Józef Piłsudski wielokrotnie tu wypoczywał, mieszkając w skromnej, nieistniejącej już willi Na Pogance. Wcześniej bywali też chętnie w Druskienikach Józef Ignacy Kraszewski czy Stanisław Moniuszko. Nie zostało wiele śladów po polskich czasach, nawet dom Piłsudskiego wyburzono w latach 60 ubiegłego wieku. Pozostało jednak kilka starych, drewnianych willi. Niektóre z nich zaadaptowano do potrzeb nowoczesności. Straszą też opustoszałe molochy z czasów sowieckich – tych pokazywać jednak czytelnikom Viatorka nie zamierza.

Czasy radzieckie przetrwała cerkiew Ikony Matki Bożej „Wszystkich Strapionych Radość” z połowy XIX wieku. Ładnie ją nazwano.

Wyjątkowo efektownie uwiecznił Viator na fotografii pomnik łucznika. No, normalnie jakby dopiero co rozproszył obłoki przy pomocy swej strzały.

Dziś reklamują się Druskieniki jako jedyny w Europie kurort, oferujący czynną przez cały rok trasę narciarską, aquapark z licznymi zjeżdżalniami i ponad 20 łaźniami oraz park linowy, rozciągnięty na trzech hektarach, SPA, a także kolejkę linową.

Obawiał się Viator, jak się na tej Litwie dogadamy, bo niby mówi się, że nie lubią tam Polaków i jak słyszą nasz język, to robią problemy. Coraz częściej zresztą marudzi Viator, że ciężko zwiedzać zagranicę bez znajomości języka. Dziwne. Przecież posiada Viator (czego Viatorka zawsze mu zazdrościła) niewątpliwy talent językowy: świetnie porozumiewa się w języku francuskim, a poza tym doskonale potrafi dogadać się w językach, których nigdy się nie uczył. Viatorka niejednokrotnie była takich sytuacji świadkiem. No, ale takie to jego usposobienie.

Tymczasem spotykani przez Viatorostwo ludzie rozmawiali głównie po polsku, niektórzy zaś po rosyjsku. Trudno było tam usłyszeć język litewski. Pewnie taka jest specyfika miejscowości wypoczynkowej, Polaków zaś niewątpliwe przygnał tam długi weekend.

W końcu ujrzało Viatorostwo Niemen. Jest piękny.

Jeśli myśląc o Niemnie wyobrażają sobie czytelnicy widoki znane wszystkim chyba Polakom z filmu (i serialu) Nad Niemnem wg Elizy Orzeszkowej, to czynią niesłusznie. Okazuje się bowiem, że rolę tytułową w tym filmie zagrała inna rzeka – Bug. W okolicach Wasilewa Szlacheckiego i Gnojna. Samo Gnojno zagrało zaś wieś Bohatyrowicze.

Zmęczyło się Viatorostwo szukaniem restauracji serwującej kartacze, nie znaleźli takiej ani w Druskienikach, ani w kilku litewskich miasteczkach mijanych po drodze. Czyżby słabo szukali? Może trzeba było przejechać się kolejką gondolową i zobaczyć miasto z lotu ptaka?

Czem prędzej wrócili więc Wędrowcy do Polski, a tam, przy samej granicy, znaleźli nawet kilka restauracji serwujących dania regionalne. Dobrze przyrządzone, smaczne i, jak zwykle w tych okolicach, bardzo syte, okraszone na bogato. Lepiej późno niż wcale! Nabrawszy sił ruszyło Viatorostwo w dalsza drogę.

Viator

Sejny po raz drugi. Pierwszy przejazd przez to miasto nastąpił, gdy Viatorostwo zmierzało ku litewskiej granicy. Teraz przemierza jego ulice powtórnie, ale jeszcze nie pora, by się zatrzymać. Zakręt w prawo, kolejnych kilkanaście kilometrów i… Wędrowców otacza inny świat. Wszystkie tablice drogowe są dwujęzyczne, bo też i całą okolicę zamieszkuje, by tak rzec – w większości mniejszość – litewska, konkretnie.

Niemal 75% mieszkańców tej gminy to Litwini: świadomi swej narodowości i silnie do niej przywiązani, a przy tym świetnie zorganizowani, kultywujący język i obyczaje. Ich stolicą jest Puńsk, czyli Punskas: niegdyś miasto, obecnie duża wieś. Napisy wszędzie litewskie lub dwujęzyczne. Nic dziwnego, bo i tutaj Litwini zdecydowanie dominują liczebnie.

Lecz, szczerze mówiąc, wszyscy przechodnie, których minął Viator, mówili (broń boże nie podsłuchiwał Wędrowiec! po prostu – słyszał) po polsku. Tak się jakoś złożyło.

Szkoła, a właściwie zespół szkół, z litewskim i polskim językiem nauczania, dziś zamknięta. Ośrodek kulturalny. Napisy – dwujęzyczne. Ale chorągiew biało-czerwona, nie żółto-zielono-czerwona, co dziwić nie powinno, wszak dziś akurat 2 maja – Święto Flagi, a znajdujemy się w Polsce.

Przed budynkiem stoi szereg tablic z fotografiami i tekstami, wyłącznie litewskimi. Wystawa czasowa, której tematyka, co można wywnioskować właśnie z tych fotografii oraz mapek, obraca się wokół wydarzeń związanych ze stuleciem litewskiej niepodległości. Nasi sąsiedzi też bowiem obchodzą w tym roku taki jubileusz. Szkoda, że każdy świętuje go osobno. Szkoda, że przez większość wieku XIX i XX kilkusetletnie więzy łączące oba narody w jedną Rzeczpospolitą rozluźniły się, rozplątały, wygasły. Że braterstwo zastąpiła obojętność, a czasem wrogość. Że pogranicze zapłonęło, zamiast zakwitnąć. Nie czas i nie miejsce, by analizować, dlaczego tak się stało, kto temu winien (a wina leży niestety po obu stronach), czy mogło się to wszystko potoczyć inaczej. Po prostu – ogromnie, strasznie szkoda! I tyle.

Przed kościołem, w którym większość mszy jest odprawianych, rzecz jasna, po litewsku, stoi figura Matki Boskiej. Na niej wyryty litewski tekst modlitwy, a na postumencie napis w tymże języku. Pielgrzym go nie rozumie, ale zakłada, że oddaje on hołd Leśnym Braciom, skoro zawiera datę 1944-55. Zresztą, może chodzi o coś zupełnie innego?

Wracamy, tymi samymi drogami, mijając te same dwujęzyczne tablice, na południe. Sejny po raz trzeci! Tym razem skutecznie, wszak do trzech razy sztuka.

My, Polacy (bo Viator jest i czuje się Polakiem; żaden oenerowiec nie będzie mu wystawiał cenzurki polskości, nawet mimo tego, że dla Wędrowca miłość do ojczyzny zawiera w sobie, w sposób konieczny, sporą dozę krytycyzmu) lubimy czcić klęski, tym bardziej, że historia nam ich nie skąpiła. Większość narodowych powstań obracała się w katastrofę. No i się przyzwyczailiśmy. Jasne: Gloria Victis. Ale na tym nie można poprzestać, na litość boską! Były i zwycięstwa. Niedouczki głoszą, że jedyna udana insurekcja to Powstanie Wielkopolskie z 1918 roku. No a to Wielkopolskie z 1806? A II i III Śląskie? Trudno uznać je za klęski. A Sejneńskie? Właśnie. Tylko trzeba coś na ten temat wiedzieć. O Powstaniu Sejneńskim Viator dowiedział się, jak na swój wiek, zawstydzająco późno, ale już nadrobił braki. Dlatego, między innymi, chciał odwiedzić Sejny. Tutaj w sierpniu 1919 roku, gdy Ober-Ost wycofał się do Niemiec, Polacy z Litwinami starli się o miasto. Przechodziło ono kilkakrotnie z rąk do rąk, by ostatecznie pozostać w rękach polskich. Sukces był pełen. Inna sprawa, że przyczynił się do pogłębienia wrogości między obu narodami, wrogości, o której niedawno dumał Wędrowiec w Puńsku. Nie Sejny były tu najistotniejsze, znacznie bardziej poróżniło nas Wilno. Ale i Sejny wniosły swój wkład.

Miasto jest małe, ciche i nieco zaniedbane, ale bardzo ładne. Zwłaszcza zanurzone w kolorach zachodzącego słońca.

Na pierwszym planie widoczna pseudobarokowa, bo zbudowana w drugiej połowie XIX wieku, bożnica. Biała Synagoga, wzniesiona na miejscu starszej, XVIII-wiecznej, powstałej dzięki protektoratowi ojca Wawrzyńca Bortkiewicza, przeora sejneńskich dominikanów, których klasztor wznosi się na planie drugim. Synowie Izraela z wdzięczności długo wznosili modły za swego Dobroczyńcę w starym, a później nowym gmachu synagogi. Wznosiliby zapewne do dziś, gdyby nie…

Jeden z nielicznych tutejszych ocalałych Żydów, rabin i kantor Maks Furmański, po sześćdziesięciu latach nieobecności odwiedził Sejny. Wszedł do Białej Synagogi i trafił na próbę młodzieżowej grupy teatralnej, która przygotowywała akurat inscenizację Dybuka. Orient powszedni.

Dominikanów też już nie ma w Sejnach. Podobnie jak wigierskich kamedułów, wygnali ich stąd Prusacy, którzy, od III Zaboru do powstania Księstwa Warszawskiego, zajmowali Suwalszczyznę. Po zakonnikach pozostała Bazylika Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, piękna świątynia w stylu baroku wileńskiego.

Oraz klasztor: renesansowy i obronny, choć w latach Potopu się nie obronił.

Warto było odwiedzić Druskieniki, Puńsk i Sejny. Trzeba było zamyślić się nad bolesnymi dziejami pogranicza braci. Ale to wyczerpuje i męczy. Już chyba czas wracać. Nie tylko nad Jezioro Studzieniczne, na kwaterę. Czas wracać do domu. O powrocie opowiedzą Wędrowcy za tydzień, na pożegnanie.

Tymczasem jadą do Augustowa. Przez okno auta widać bociana, który kroczy po łące. Czyjaż dusza wcieliła się w tego pięknego ptaka? Może po prostu tego Wojtka, co świat ma czyścić. Oj, dużo mu zostało do roboty. I chyba nigdy jej nie skończy.

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Agnieszka Fetzka, Tomasz Fetzki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.