(Anty)Barataria 78

Lech Milewski

Trzy tygodnie temu, w pierwszym odcinku tej serii – KLIK – rozstaliśmy się z Irlandią w krytycznym momencie. Wnuczka Noego, Cesaire, która zamierzała tu zamieszkać, umarła ze zgryzoty. Jej mąż przeżył potop, ale jako łosoś.
Co dalej?

Kolejni ludzie dotarli do Irlandii po zakończeniu ery lodowcowej. Historia Irlandii rozpoczyna się jednak od Celtów, którzy przybyli tu z Galii – Francja i północna Hiszpania.
Na marginesie wspomnę, że za kolebkę Celtów uważa się tereny między obecnymi Czechami a Renem. Było to bardzo wojownicze plemię, które w III wieku p.n.e. wdarło się do Macedonii i Grecji (pokonali Greków pod Termopilami – to nie pomyłka) i ostatecznie osiedlili się w Azji Mniejszej, na terenach obecnej Turcji, gdzie nadano im nazwę Galatów (to u ich potomków przebywał w niewoli pan Zagłoba).

Koniczyna

Społeczeństwo celtyckie składało się z trzech warstw – rolników, wojowników i kapłanów.
Kapłani byli warstwą najwyższą, wyróżniano wśród nich trzy grupy – Bardów (poetów i śpiewaków), wieszczów (badaczy przyrody) i najwyższą grupę – druidów (uczonych posiadających wiedzę o gwiazdach, świecie, ziemi i bogach).
To druidowie uznali koniczynę za świętą roślinę, która odpędza złe duchy. Stała się ona godłem Irlandii.

Z nielicznych źródeł wynika, że kobiety miały prawa zbliżone do męskich. Tacyt wspomina, że celtyckie kobiety uczestniczyły w bitwach i zajmowały dowódcze stanowiska w armii.

Do tego momentu mogłem sobie marzyć, że właśnie tutaj znajdowała się Barataria, ale zbyt mało danych, aby to potwierdzić i zbyt wiele przeciwieństw losu, aby to trwało wystarczająco długo.

W XII wieku Irlandię najechali Normanowie i od tego czasu zaczęły się bliskie kontakty z Anglią. Krytycznym momentem była kolonizacja Irlandii przez Anglików, która rozpoczęła się w XVI wieku. Nazywało to się – Plantations of Ireland – a polegało na zabieraniu siłą ziemi Irlandczykom i przydzielaniu jej przybyszom z Anglii.

Jednym z takich przybyszów był Jonathan Swift, ojciec interesującego mnie Jonathana.
Jonathan Swift junior urodził się w listopadzie 1667 roku w Dublinie. Ojciec zmarł 7 miesięcy przed urodzinami jedynego syna. Przyczyną śmierci był syfilis, którym się zaraził od brudnej pościeli

Dygresja.
Syfilis od brudnej pościeli.

Diagilew

Zastanowiło mnie, że 150 lat później, w XIX-wiecznej Francji, choroba ta dotknęła wielu artystów – Gustave Flaubert, Charles Baudelaire, Guy de Maupassant, Eduoard Manet, Henri de Toulouse Lautrec, Paul Gaugin.
Jakaś zmowa w pralniach?
Przeczytana nie tak dawno obszerna biografia Siergieja Diagilewa skierowała mnie jednak na inny trop.
Gdy Siergiej ukończył 17 lat, jego ojciec – Paweł – miał do wykonania poważny ojcowski obowiązek – zapoznać młodzieńca z tajemnicami seksu.
Paweł Pawłowicz Diagilew ze zdumieniem stwierdził, że od czasu jego młodości nastąpiła istotna zmiana – w Rosji zniesiono feudalizm (1863 rok).
Co to ma do rzeczy?
Wiele, zamiast jak to kiedyś bywało, upatrzyć dla syna jakąś zdrową dziewoję i kazać jej ojcu lub mężowi, aby ją przysłał do dworu na specjalne usługi, ojciec musiał teraz zaprowadzić syna do burdelu.
Tak też zrobił ojciec Siergieja.
Rezultaty przeszły wszelkie oczekiwania. Po pierwsze Siergiej nabrał obrzydzenia do seksu z kobietami, po drugie zaraził się syfilisem.
Sprawdziłem daty – w Anglii feudalizm zlikwidowano w połowie XVII wieku, we Francji – w wyniku Rewolucji Francuskiej.
Jonathan Swift senior, Flaubert i inni dobrze wpisują się w ten scenariusz.

A Polska? Czy jakiś sławny Polak miał syfilis?
Zacznijmy od podstaw.
Zabór rosyjski. Rząd carski zlikwidował feudalizm w Królestwie Polskim w 1864 roku.
Zabór austriacki. Następca Marii Teresy, cesarz Józef II, był człowiekiem Oświecenia, reformatorem. Jedną z jego reform było zniesienie feudalizmu w cesarstwie austrackim. Było jednak kilka wyjątków – między nimi Galicja, gdzie opór był tak wielki, że sprawę odłożono na później.
Idąc tym tropem znalazłem – Stanisław Wyspiański.
Czy jego małżeństwo z chłopką i fascynacja weselem poety i chłopki nie były odbiciem tęsknoty za dawnymi czasami i obyczajami?

Koniec dygresji

Pierwsze trzy lata Jonathan spędził pod opieką mamki i w tym okresie nauczył się czytać Biblię. W międzyczasie jego matka wróciła do Anglii, a opiekę nad nim przejął wujek – Godwin Swift. Wysłał on bratanka do szkoły a następnie na uniwersytet w Dublinie.

Jeszcze przed ukończeniem studiów Jonathan przeniósł się do Anglii, gdzie matka załatwiła mu posadę sekretarza u Sir Williama Temple, emerytowanego dyplomaty. Jonathan zyskał zaufanie swojego pracodawcy, który wtajemniczył go w wiele spraw państwowej wagi, a następnie polecił go królowi Williamowi III (Wiliam Orański).

Swift tkwił w centrum spraw państwowej wagi. Zawiódł go jednak instynkt, w niewłaściwych momentach zmieniał orientację – Wigowie kontra Torysi – i w rezultacie usunął się w cień, do swojej rodzinnej Irlandii.

Dopiero tu i teraz zauważył, co stało się z tym krajem.

Jeśli jestem wolnym człowiekiem w Anglii czemuż staję się niewolnikiem po sześciu godzinach, które są potrzebne aby przepłynąć Kanał (Ulsterski, oddzielający Irlandię od Anglii)?

Ludność która w 1641 liczyła półtora miliona, została w ciągu 11 lat zredukowana do 850 tysięcy, w tym 150 tysięcy angielskich i szkockich osadników.

Wynikiem tych obserwacji był szereg paszkwilów i popularne do dzisiaj Podróże Guliwera.

Jonathan Swift nie ograniczył się jednak tylko do satyry. W 1729 roku opublikował praktyczne rozwiązanie.

Skromna Propozycja

Dla zapobieżenia dzieciom biednych w Irlandii, bycia obciążeniem dla rodziców i kraju, a także dla uczynienia ich korzystnymi dla społeczeństwa.

Przygnębiający to widok dla tych, którzy spacerując po naszym wspaniałym mieście (Dublin), lub podróżując po kraju, widzą ulice, drogi, drzwi domostw, zaludnione żebrakami płci żeńskiej, za którymi tłoczy się troje, czworo, sześcioro dzieci w łachmanach nagabujących każdego przechodnia o jałmużnę.

Te matki zamiast pracować na godziwe utrzymanie, zmuszone są spędzać cały czas krążąc w poszukiwaniu wyżywienia dla swoich bezradnych dzieci, które, gdy dorosną, albo z braku pracy przemienią się w złodziei, albo opuszczą rodzinny kraj walczyć za Samozwańca w Hiszpanii, lub sprzedadzą się w niewolę na Barbados.

Sądzę, że wszystkie zainteresowane strony zgodzą się, że ta niesamowita liczba dzieci w ramionach, na plecach lub na piętach ich matek, a często ich ojców, jest w obecnym, godnym pożałowania stanie królestwa (Irlandii), bardzo wielkim dodatkowym utrapieniem; i dlatego ktokolwiek mógłby znaleźć sprawiedliwy, tani i łatwy sposób na zrobienie z tych dzieci rozsądnych i pożytecznych członkowów wspólnego bogactwa, zasłużyłby na posąg jako zbawca narodu.

Moja intencja jest bardzo daleka od ograniczania się do świadczenia wyłącznie na rzecz dzieci zadufanych żebraków: sięga znacznie dalej i będzie w stanie objąć całkowitą liczbę niemowląt w pewnym wieku, które urodziły się rodzicom, którzy nie są w stanie ich utrzymać i muszą błagać o naszą łaskę na ulicach.

Jeśli chodzi o mnie, to od wielu lat skupiłem moje myśli na tym ważnym temacie i starannie rozpatrzyłem kilka planów naszych projektodawców, i w każdym przypadku stwierdziłem, że oparte są na bardzo błędnych obliczeniach.

To prawda, dziecko może przeżyć rok wspierane wyłącznie przez mleko matki, plus niewielkie dodatki pokarmowe nie przekraczające wartości dwóch szylingów, które matka jest w stanie zapewnić przez dorywczą pracę, wyprzedaż dobytku lub legalne żebranie.
Dlatego dokładnie po ukończeniu jednego roku proponuję zająć się nimi w taki sposób, że zamiast być obciążeniem dla swoich rodziców, lub parafii, lub być skazanymi na brak jedzenia i okrycia do końca życia, przyczynią się do wyżywienia, a częściowo również ubrania wielu tysięcy.

Dodatkową wielką zaletą w mojego projektu będzie zapobieżenie dobrowolnym aborcjom, tej okropnej praktyce, w której kobiety mordują swoje nieślubne dzieci.
Niestety! Zbyt często powodem poświęcenia życia tych biednych niewinnych niemowląt nie jest wstyd lecz bieda.

Liczba dusz w tym królestwie (Irlandii) jest zwykle liczona jako półtora miliona. Obliczam więc, że mamy około dwustu tysięcy par, w których kobiety są nadal płodne. Od tego odejmuję trzydzieści tysięc par, które są w stanie utrzymać własne dzieci (zgadam się, że w obecnej, trudnej sytuacji królestwa jest to liczba przesadzone). Pozostając jednak przy pierwotnym założeniu pozostaje nam sto siedemdziesiąt tysięcy hodowców.
Ponownie odejmuję od tego pięćdziesiąt tysięcy kobiet, które poroniły, lub których dzieci umierają przypadkowo lub w wyniku choroby.
Pozostało tylko sto dwadzieścia tysięcy dzieci ubogich rodziców rodzonych każdego roku.
Pytanie brzmi: Jak ta ilość ma być utrzymywana?

Wspomniałem już wyżej, że żadna z proponowanych metod nie daje odpowiedzi na to pytanie.
Nie możemy ich zatrudnić w rzemiośle ani na roli; nie budują domów, nie uprawiają ziemi.
Bardzo rzadko mogą zapewnić sobie środki do życia przez kradzież (do wieku sześciu lat).
Przyznaję, że uczą się podstaw od małego, jednak w tym czasie mogą być właściwie postrzegane tylko jako stażyści. Jak poinformował mnie pewien dżentelmen w hrabstwie Cavan, nigdy nie spotkał więcej niż jeden lub dwa przypadki biegłego opanowania sztuki kradzieży poniżej szóstego roku życia.
Z drugiej strony, jak zapewniali nas nasi kupcy, chłopak lub dziewczyna przed dwunastym rokiem życia nie jest poszukiwanym towarem, a nawet kiedy dochodzą do tego wieku, nikt nie da więcej niż trzy funty lub trzy funty i pół korony co ma się jak jeden do czterech w stosunku do środków, które muszą poświęcić rodzice lub królestwo na ich wyżywienie i odzianie.

Dlatego teraz pokornie zaproponuję swój własny pomysł, który, mam nadzieję, nie wzbudzi najmniejszych zastrzeżeń.
Bardzo dobrze zorientowany znajomy mi Amerykanin w Londynie zapewnił mnie, że młode, zdrowe i dobrze odżywione dziecko w wieku conajmniej roku, to najsmaczniejsze pożywne i zdrowe jedzenie, czy to duszone, pieczone lub gotowane; i nie wątpię, że będzie ono równie dobrze smakować w potrawce lub jako ragout.
(…)
Zakładam, że to jedzenie będzie dość drogie, a zatem bardzo stosowne dla właścicieli ziemskich, którzy, po pochłonięciu większości rodziców, wydają się być najbardziej uprawnieni do skonsumowania ich dzieci.
(…) W tym miejscu ośmielę się wspomnieć, że ilość katolickich dzieci w tym królestwie stanowi trzy czwarte ich populacji. A zatem moja propozycja przyniesie dodatkową korzyść – zmniejszenie ilości papistów.

Jak już wcześniej wyliczyłem, utrzymanie dziecka nędzarza, a do tych zaliczam wszystkich najemców, robotników i cztery piąte rolników, kosztuje około dwóch szylingów rocznie. Jestem przekonany, że żaden dżentelmen nie będzie sarkać na cenę 10 szylingów za ciałko smacznego, tłustego dziecka, z którego można wygospodarować 4 pożywne mięsne dania na posiłek dla rodziny lub przyjaciół.

— Tu następuje lista korzyści wynikająch z powyższej propozycji.
Są one tak oczywiste, że je pominę, za wyjątkiem ostatniego punktu,
który wnosi coś nowego —-

Po szóste, byłoby to wielką zachętą do małżeństwa, wzmocniłoby to troskę i czułość matek do ich dzieci, kiedy będą pewne, że ich biedne niemowlęta, będą źródłem zysku, nie wydatku.
W mężczyznach wzbudzi to troskę o żony w czasie ich ciąży, tak jak ma to obecnie miejsce w przypadku źrebnej klaczy lub cielnej krowy.
Z drugiej strony powstrzyma ich przed biciem żon (co obecnie jest zbyt częstą praktyką) ze strachu przed poronieniem.
(…)

Dr Jonathan Swift – rok 1729

 

Polak potrafi?

Z niewiadomych przyczyn powyższa propozycja nie została wprowadzona w życie, znalazłem jednak przypadek nieco innego podejścia do tego samego problemu.

Rok 1845, Irlandię nawiedziła Wielka Klęska Głodu (Great Irish Famine) – KLIK.

Klęska na tyle wielka, że Wielka Brytania zorganizowała Great Relief Association, która prowadziła akcję zbiórki pieniędzy a następnie rozdział zebranych środków wśród głodująch.
W 1846 roku do akcji włączył się Paweł Edmund Strzelecki, znany nam skądinąd jako badacz Australii. Wikipedia podaje, że jego sprawna działalność równoważyła marnotrawstwo środków przez utytułowanych filantropów. W maju 1847 roku został awansowany na dyrektora akcji – KLIK.
Nie wiem czy Strzelecki czytał wywód Jonathana Swifta, ale chciałbym zwrócić uwagę na jeden element – Swift wspomniał, że gromada głodnych i obdartych dzieci na karku uniemożliwia rodzicom jakąkolwiek działalność. Strzelecki też to zauważył i zapoczątkował akcję rozprowadzania pomocy dla dzieci przez szkoły. Dzięki temu dzieci otrzymywały przy okazji edukację. W szczytowym okresie ilość dzieci, które otrzymywały pomoc w szkołach przekroczyła 200,000 – KLIK.

Idąc polskim tropem przypomniałem sobie wpis, a nawet dwa, o Braciach Polskich – Arianach – KLIK + KLIK.

Dla mnie to czysta Barataria, że też musiałem odbyć tak długą podróż, aby to odkryć 🙂

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Lech Milewski i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.