Hillsong… wejdźmy na wzgórze i śpiewajmy na chwałę Pana

Hillsong to kościół, tzw. „mega kościół”, który powstał w Australii, ale w międzyczasie rozprzestrzenił się po świecie. Kościół nie jest właściwie nowy – jeśli wierzyć danym, które znalazłam w sieci, to jest to „chrześcijański zespół muzyczny duszpasterstwa młodzieży” i jest przez niektórych traktowany jako „wolny kościół” (bez liturgii i komunii), przez innych jako część kościoła zielonoświątkowców, który w Polsce uważany jest, jak sądzę, za sektę. „Ludzie z Hillsong United zajmują się duszpasterstwem młodzieży i robią to bardzo interesująco”, pisze Gość Niedzielny, gazeta bezwzględnie katolicka, która uważa, że warto się zapoznać z ich działalnością, „bo teksty ich piosenek są mądre i przepełnione miłością do Boga”. Np piosenka I surrenderPoddaj się woli Bożej.

Na platformie jezuici.pl ktoś, zatroskany, pisze, że „ich piosenki są proste, a zarazem bardzo mocne, ale gdy oglądam klipy, mam nieodparte wrażenie, że ktoś na tym nieźle zarabia, a Jezus jest raczej traktowany jako gwiazda popkultury. Ludzie przychodzą tam pośpiewać, potańczyć, na zewnątrz może wydawać się to takie płytkie”, na co ktoś z platformy odpowiada: „Hilsong to tradycja protestancka i o tym należy pamiętać, słuchając i śpiewając piosenki promowane przez tę wspólnotę. Żadnych zakazów i nakazów. Warto jednak być ostrożnym i czujnym, pamiętając, że wyrastające jak grzyby po deszczu wolne Kościoły orientacji ‚ponaddominacyjnej’, stanowią swoistą formę Kościoła zredukowanego (np. brak sakramentów, sukcesji apostolskiej, magisterium nauczania)”. Spotkałam się też ze zdaniem, że Hillsong promuje „ewangelię sukcesu”, ale z kolei pozytywne wydaje mi się, że ich przywódca („uwielbieniowy” – czyli co? taki, którego mamy uwielbiać?) jest gejem i zawarł (lub zamierza zawrzeć) małżeństwo homoseksualne.

Hillsong jest częścią ekumenicznego ruchu odnowy kościoła, któremu patronuje m.in. papież Franciszek. W nagraniu poniżej występuje m.in. uwielbiany w Polsce Andrea Bocelli.

Spotkałam ten kościół w Ameryce. Byłam na niedzielnym nabożeństwie. Było miło i wzruszająco, choć po prawdzie – wszędzie w Ameryce jest miło, bo (już to pisałam), Amerykanie są na ogół – choć może tylko na pozór – znacznie milsi niż Europejczycy; widomy efekt stosowanej od kilku pokoleń polityki „keep smiling”; to co się kiedyś wydawało sztuczne i wymuszone, stało się drugą naturą i to jak najbardziej autentyczną.

Postanowiłam zobaczyć, jaki jest kościół Hillsong w Berlinie. Nabożeństwa odbywają się o 11:00, 13:00 & 17:00 w kinie nr 3 w Kulturbrauerei na Schönhauser Allee. Nie zdziwiło mnie to zbytnio. W Ameryce spotkaliśmy się w teatrze, a kiedyś, dawno temu, byłam na afrykańskiej mszy ewangelickiej w nieużywanych magazynach sklepu Lidl w Berlinie. Kościoły bez własnych kościołów wszędzie korzystają z innych, często przypadkowych pomieszczeń.

Jak było?

Powiedziałabym, że tak jak w Ameryce – wspólnie i przyjemnie, ale była też wielka różnica. W Ameryce spotykają się na pewno ludzie dobrze sytuowani. W Berlinie – Hillsong jest schronieniem dla samotnych i najwyraźniej niezamożnych people of colors. Czyli – niby wszystko tak samo, a przecież zupełnie inaczej. Samotni. Smutni.

O tak, wejdźmy na wzgórze i śpiewajmy na chwałę Pana, niech nam da pracę, pieniądze i przyjaciół…

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Hillsong… wejdźmy na wzgórze i śpiewajmy na chwałę Pana

  1. Teresa pisze:

    Bardzo interesujacy jak zawsze wpis, coraz bardziej potwierdza fakt, ze ludzie ciagle szukaja roznych form przezycia np.jak w tym wypadku religijnego.
    Nie chca kosciola odrzucac, bo dla niektorych to ich spirytualna ojczyzna, .ale chca inaczej…
    I czasem znajduja takie uniesienia, ze czuja sie dopiero tutaj w domu.
    A dom to dom.

    • ewamaria2013 pisze:

      Tak, dom to dom. I nie nam decydować, gdzie, jak i dlaczego ludzie znajdują dom. Ale akurat w tym berlińskim domu było mi bardzo smutno. Miałam wrażenie, że tym ludziom tak strasznie brakuje prawdziwego domu i że to my, społeczeństwo przyjmujące, zawiedliśmy i nie daliśmy im szansy na prawdziwy dom.

      • Anonim pisze:

        Tak, my jako spoleczenstwo nawalamy w tym wzgledzie na wszystkich frontach..
        Gdzie tylko spojrzec..
        A wielu ( w tym politycy) wola nie patrzec, by nie zobaczyc tego co my.
        Dlatego kazdy musi cos robic we wlasnym zakresie, co i tak bedzie za malo, by komus dac dom, ale wystarczy, zeby czul sie nieodrzucony w tym tymczasowym domu.
        To jest najtrudniejszy problem do rozwiazania w dzisiejszym swiecie…
        I tworzy ludzi psychicznie, czesto tez realnie bez-domnymi… .

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.