Nudne spotkanie

Rozmawiamy sobie ostatnio z moim nowym przyjacielem Arkiem o naszych ulubionych pisarzach. On jest bezwzględnym zwolennikiem Joyce’a, ja – Prousta i wiadomo, że jest to nieprzyjaźń jak między wężem i Panną – przez Boga położona, jak opisana u Prousta nieprzyjaźń pomiędzy zacofanym wielbicielami Chopina a nowoczesnymi wyznawcami Wagnera.

Podczas jednej z tych rozmów przypomniało mi się, że obaj pisarze spotkać się raz w życiu mieli – zaproszono ich na obiad i… nie mieli sobie nic do powiedzenia. Czyli jak w tytule – nudne spotkanie.

Postanowiłam więc poszukać w sieci czegoś na temat tego spotkania. I oczywiście znalazłam.

Jednym z najsłynniejszych spotkań dwóch znanych pisarzy było spotkanie Orsona Wellesa i H.G. Wella. Jeden z nich kojarzy się nam natychmiast z filmem Citizen Kane i, oczywiście, War of the Worlds, drugi z The Time Machine i, no tak,… War of the Words. Artyści spotkali się po raz pierwszy w roku 1940, mimo że znali się już od lat z audycji radiowej, która ich na wieki połączyła, i okazało się, że mają sobie masę do powiedzenia, mogą rozmawiać bez końca, a ich konwersacja iskrzy się od historii, anegdot i wzajemnego podziwu. Zachowały się też informacje o interesującym spotkaniu Dickensa i Dostojewskiego. Choć z kolei spotkanie Sartre’a i Simone de Beauvoire z Foucaultem nie zapisało się dla potomności jako szczególnie udane.

Tak też było ze spotkaniem Jamesa Joyce’a (autora Ulissesa) i Marcela Prousta (autora W poszukiwaniu straconego czasu), na przyjęciu wydanym przez Sydneya i Violet Schiffów 18 maja 1922 roku. Było to przyjęcie na cześć Igora Strawińskiego i Siergieja Diagileva w Majestic Hotel. Nie przyniosło nic wspaniałego i było, dokładnie tak, jak to zapamiętałam – po prostu nudne. Irlandzki krytyk, Arthur Power, zauważył: “i oto proszę, dwie wielkie postaci literatury współczesnej, a najważniejszym tematem ich potkania było pytanie, czy lubią trufle.”

Był maj 1922 roku, życie Prousta dobiegało końca, ale oczywiście nie można było tego wiedzieć. Jak pisze autor znalezionego przeze mnie wpisu: obaj pisarze w swych największych dziełach opuścili zainteresowanie sobą samym na rzecz ekstrapolacji ja pisarskiego w ogromne przestrzenie obejmująca całe miasta, narody i strefy społeczne. obaj byli niestrudzonymi czytelnikami i, tyle przynajmniej wiemy na temat Prousta, mieli znakomitą pamięć i zdolność zobaczenia w pojedynczym zdarzeniu kulturalnych mechanizmów współczesności. Można więc było oczekiwać…

Niestety było raczej śmiesznie.

Joyce przybył pijany i źle ubrany, Proust, jak zawsze zmarznięty, objawił się wspaniale owinięty w futra. Siedzieli naprzeciwko siebie i czekali, czy między nimi nie zaiskrzy. Nie zaiskrzyło, oddali się więc small talkom na temat pogody i sportu.  Joyce’a bolała głowa, Proustowi jak zwykle dokuczała niedyspocja żołądka, o czym ponoć panowie nie omieszkali się ponformować. Ale może to tylko złe języki sprowadzaję tę konwersację aż na tak beznadziejny poziom. Są bowiem inni świadkowie, którzy pamiętają, że Joyce zapytał Prousta, czy podobał mu się Ulisses. (Odpowiedź brzmiała: Nie!).

I podobno, ale czyż może to być?, Joyceowi było gorąco i otworzył okno (otworzenie okna w obecności Prousta to co najmniej bluźnierstwo), na co Proust kazał zawołać taksówkę i wyprawił Joyce’a po prostu do domu? Naprawdę?

A może to wszystko, i trufle, i sport, i pogoda, i niedyspozycje są konfabulacją, bo tak naprawdę obaj Wielcy nie mieli sobie nic do powiedzenia, a zatem nic też sobie nie powiedzieli, co można by było zapamiętać.

Spotkanie Joyce-Proust widziane oczyma Davida Lasky’ego.


Taka to historia, ale co my wiemy o spotkaniach Wielkich? Ba, co zostanie w pamięci innych o naszych spotkaniach? Co powiedzieli sobie Tokarczuk i Witkowski? Albo Twardoch i Tulli?  Może Dehnel by się obronił, bo on akurat jest i pisarzem, i eseistą i krytykiem literackim, zakładam więc, że jego rozmowa z Nikiem Hornby lub Danielem Kehlmannem (obaj też piszą o książkach) miałaby sens. Ale, czy nie jest tak, że zgodziliby się na temat książek innych pisarzy, swoje taktownie pozostawiając na uboczu?

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.