11 godzin

Ela Kargol

…czyli wszystko dobre, co się dobrze kończy

Zaczęło się bólami podbrzusza, kłującymi, przychodzącymi falami. Myślała, że jak weźmie coś przeciwbólowego, to przejdzie. Poszła na zajęcia, ale po kolejnym bolesnym skurczu wybiegła z sali wykładowej. Był piątek, trudny dzień dla pacjentów, nieliczne przychodnie są jeszcze czynne, szpitalne oddziały ratunkowe przepełnione.

Znalazłam ją skuloną z bólu, siedzącą na ławce przy Bayerischer Platz w Berlinie. Miałyśmy do wyboru kilka szpitali, wybrałyśmy właśnie ten.

Taksówka przywiozła nas na miejsce, ale pod złe wejście. Dość długo szukałyśmy budynku nr 8, klucząc ścieżkami, choć są zasadniczo dobrze oznakowane. W końcu znalazłyśmy Szpitalny Oddział Ratunkowy, w skrócie SOR, po niemiecku Rettungsstelle lub Notfallaufnahme. Budynek, do którego jak do Mekki ciągną pacjenci, najtłumniej odwiedzany jest wieczorami, w piątki, soboty i niedziele.

Zaczęła się procedura przyjęcia. Po naciśnięciu przycisku, maszynka wydrukowała numer 69.

Usiadłyśmy w rzędzie krzeseł połączonych. A ponieważ jedna osoba wprawiła krzesła w ruch huśtany, zaczęliśmy bujać się wszyscy. Był huśt i jęk mojej córki Heleny, która w końcu nie wytrzymała i przysiadła obok. Pomiędzy jednym a drugim bolesnym skurczem rozmawiałyśmy między sobą w ojczystym języku, snując przypuszczenia skąd te bóle i jak długo jeszcze przyjdzie nam czekać. W najśmielszych przypuszczeniach nie sądziłyśmy, że potrwa to 11 godzin.

Naszej pogawędce przysłuchiwała się rodaczka, dzierżąc w dłoni numer 70. Ponieważ bardzo jej się spieszyło, poprosiła o zamianę numerków, mrucząc coś pod nosem, że musi odebrać jakieś dokumenty, że to nie potrwa długo, że się spieszy… Na moje stanowcze NIE od Helci usłyszała jednoznaczne TAK. Zamieniłyśmy się numerkami. Potem okazało się, że Helcia nie mogła już słuchać jej próśb i zbyt szczegółowych wyjaśnień.

Helcia wzdycha, jęczy, ciężko oddycha, klientów przybywa. Pierwsze pół godziny wydaje się nieskończonością. Wreszcie gong, wyświetlił się nasz numer, którego już nie mamy. Mój wzrok skierowany na rodaczkę powoduje, że natychmiast oddaje nam nasz pierwotny bilet wstępu, my robimy bez słowa to samo.

Zostałyśmy przyjęte. Helcia za dużo opowiada, że wstała i bolało, wzięła prysznic i bolało, poszła na wykłady i bolało, teraz tu jest i boli.

Pani o znudzonym i obojętnym spojrzeniu coś tam notuje i kieruje nas do budynku 35. Szkicuje nam w pośpiechu drogę na wydrukowanej mapie szpitala. Ja domagam się transportu, Helcia skręca się z bólu. Owszem, transport jak najbardziej, ale trzeba poczekać. Nie czekamy, idziemy, błądzimy, w końcu dochodzimy. Wypełniamy kilka formularzy. Ja piszę, Helcia dyktuje. Wszyscy mili, współczujący i z ubolewaniem oznajmiają, że lekarza nie ma, że trzeba się uzbroić w cierpliwość, że czas oczekiwania do czterech godzin.

Biorę wdech i mówię, że córka musi się położyć, że nie da rady usiedzieć. Za chwilę wjeżdża do poczekalni łóżko. Ustawione zostaje z braku innego miejsca na środku pomiędzy innymi cierpiącymi, czekającymi, udręczonymi pacjentami. Helcia wdrapuje się na nie, chwyta mnie za rękę, skula w kłębek i tak trwamy. Za chwilę ma przyjśc mój zmiennik, José, chłopak Helci, odważam się więc opuścić na krótko szpital, aby udać się na umówione spotkanie. W tym czasie Helci pobiorą krew, dwa razy odda mocz do analizy, dwa razy będzie wymiotowała. Zmiennik się spóźnia. Helcia jest u kresu wytrzymałości, dzwoni z płaczem do mnie. Wracam taksówką. Siedzi skulona w kącie, z łóżka zrezygnowała. Po czterech godzinach zjawia się pani ginekolog, która niczego wyjątkowego nie stwierdza, krew w normie, mocz w normie, boli mocno, ale w normie. Wracamy do punktu wyjścia, właściwie wejścia, bo do budynku nr 8, czyli do punktu przyjęć. Budynek długi ze szklanym dachem przypomina palmiarnię, albo świątynię, z główną nawą i dwiema bocznymi oddzielonymi kolumnami.

W nawie głównej ustawione są krzesła, w trzech kolorach, czwórkami, połączone prętem. Kwadrygi? Teraz rozumiem to bujanie na krzesłach, jak na koniach. Ołtarz? A jakże, jest i ołtarz. Na dużym ledowym ekranie przemykają małpy, pływają koniki morskie i delfiny. Są też inne zwierzęta, których nie pamiętam, a potem pojawia się napis: „WIR WÜNSCHEN DIR GUTE BESSERUNG!”, no i chyba specjalnie dla nas i rodaków: „WRACAJ SZYBKO DO ZDROWIA!”

Znowu pobieramy numerek, tym razem 153. Po pół godzinie wchodzimy. Helcia się już prawie wczołguje. Będziemy teraz czekać na chirurga. Pacjentów-klientów przybywa, jest już piątek po południu. Zaczynamy żartować, opowiadać kawały o lekarzach: „Przychodzi baba do lekarza, a lekarza ….nie ma”. Po mojej interwencji w końcu pojawia się pani chirurg, osoba bardzo zajęta, na 24-godzinnym dyżurze, kompetentna, miła, zapracowana. Typuje na wyrostek, choć badanie krwi tego nie potwierdza. Odsyła nas do USG. Nie błądzimy, idziemy szlakiem niebieskich kropek, są jeszcze zielone, ale nie wiem, dokąd prowadzą. Znowu miła osoba zapewnia nas, że trochę poczekamy, bo są pilniejsze przypadki, a wyrostek od razu nie pęka, dopiero po kilku dniach. No więc czekamy, na krzesłach już nie ustawionych w kwadrygi.

W pewnym momencie Helcia zaczyna konwulsyjnie kaszleć. Wiem, zaraz zaczną się wymioty. Zauważa to inna czekająca na łóżku pacjentka, chyba już przyjęta na oddział, bo ubrana w tę paskudną koszulę z rozcięciem z tyłu. Zrywa się z łożka, przynosi nam dwa kubki wody, pouczając, że po wodzie lepiej się wymiotuje. Załatwia też torebkę do wymiotów. Pierwszy raz taką widzę. W tej dziedzinie nastąpił duży postęp. Torebka przypominająca prezerwatywę dla konia (znowu te konie!) spełnia doskonale swoje zadanie. Pacjentka-opiekunka pomaga dalej. Przynosi mokre ręczniki papierowe i kładzie Helci na kark. W odróżnieniu do rodaczki niewiele mówi. Nagle nas opuszcza, wywołana do pana Rentgena. W końcu i Helcię zaprasza do siebie pani USG, by po pewnym czasie kazać nam wrócić do punktu wyjścia – wejścia. Nie biorę numerka. Wchodzę tak, jak nie powinnam wejść. Pytam: „co tetraz?” Odpowiedź: „czekać!”. Stanowczo odpowiadam, że córka nie da rady, że boli, że nie wytrzyma. I staje się cud. Nie musimy już siedzieć w poczekalni pełnej rozhuśtanych kolorowych krzeseł. Udajemy się do jednego z pomieszczń w nawie bocznej. Helcia kładzie się na łóżko i czekamy na anioła, który wkłuje wenflon i podłączy kroplówkę ze środkiem przeciwbólowym. Przychodzi anioł w niebieskim fartuchu i fachowo czyni swoją powinność, czego nie można było powiedzieć o aniele pobierającym krew. Na lewym zgięciu łokciowym Helci powiększa się fioletowy krwiak.

Lek przeciwbólowy kropla po kropli sączy się do krwioobiegu Helci.

Jestem glodna, zmęczona, zła. Kupuję w automacie orzeszki ziemne. Źle rozrywam torebkę i wszystkie lądują na podłodze. Nawet nie próbuję zbierać.

Wracam do mojej Heleny Bolesnej, jej chłopak Hiszpan w lot rozumie parafrazę i nazywa ją Helena de los Dolores. Już prawie cała dawka novalginy wkapała do krwi. Jest lepiej, ból uśmierzony, gdzieś jest, ale jakby stłamszony. Szukam anielicy, która odłączyłaby kroplówkę. Już wiem, że muszę swoje odczekać. Helcia siada, jest bardziej obecna, w jej dłoniach pojawia się komórka. Musi przecież oznajmić światu swój ból i niedolę. Czekamy na chirurga. Z pewnością są już wyniki badań ultrasonograficznych. W końcu przychodzi pani chirurg, ta miła, zapracowana, kompetentna. Ze znawstwem objaśnia zdjęcie USG, na którym nie widać wyrostka, bo schował się za jelito grube. Ale zapalenie wyrostka ma często nietypowe objawy. Pani chirurg proponuje, żebyśmy poczekały na panią ordynator, bo ona jest jeszcze bardziej kompetentna i bardziej zapracowana. Właśnie operuje, znowu więc przyda się cierpliwość. Przygotowujemy się i organizujemy w myślach ewentualne pozostanie w szpitalu. Za wszelką cenę Helcia chce uniknąć wkładania tej paskudnej szpitalnej koszuli z rozcięciem z tyłu.

Na dworze robi się ciemno. Pani ordynator przychodzi i zmusza nas do podjęcia decyzji. Objawy: wyrostek, badania: niewyrostek. Czucie i wiara, czy mędrca szkiełko i oko? Wybieramy to drugie. Pani ordynator z ulgą przyjmuje naszą decyzję i idziemy do domu zaopatrzeni w novalginę i termin na następny dzień o ósmej rano. Noc przebiega spokojnie, zażyte środki przeciwbólowe usypiają i wygaszają ból. Następnego dnia wyrostek pozuje już do zdjęcia, cały i zdrowy. A inna już pani chirurg, miła zapracowana i kompetentna typuje na cystę, która pękła i dlatego bolało.

Trzy liczby, które nam się w tym dniu przytrafiły, towarzyszyły i brały udział w przebiegu dnia nie dają mi spokoju.

Pierwszą była 69, jeśli spojrz na nią do góry nogami, zobaczyć można dokładnie tę samą, wikipedia podaje jeszcze wiele innych interesujących znaczeń. Następną liczbą była 153, nic dla mnie nieznacząca, dopóki nie wysłuchałam w ostatnią niedzielę ewangelii według św. Jana, w którym uczniowie Jezusa wyławiają z Jeziora Tyberiadzkiego 153 ryby. Najciekawszą liczbą jest 11. Jest liczbą pierwszą, palindromiczną („liczbą palindromiczną nazywamy liczbę naturalną, która czytana z prawej do lewej lub z lewej do prawej strony daje tą samą liczbę”), co ciekawe, podniesiona do potęgi drugiej lub trzeciej albo pomnożona przez pierwsze dziewięc cyfr też jest palindromem.

Jest jeszcze park i ogród przyszpitalny, pełen starodrzewia.

Kilka lat temu w ramach „Dnia natury miejskiej” (Tag der StadtNatur) pewien biolog ciekawie o nich opowiadał. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam o bożodrzewie, gatunku inwazyjnym, którego ojczyzną są Chiny. Rośnie tu też kilka okazałych czerwonych buków, starych kasztanowców i dębów. Próbowano wtedy wydzielić z części areału ogród dla pracowników szpitala, dzieląc go na mniejsze zagony. Niewiele z tego zostało, są jeszcze ule, domki dla owadów, trochę ziół. W roku 1999 otwarto tzw. Ogród rzeźb (Der Skulpturengarten AVK), dostępny dla wszystkich. Zachęcam i polecam. Moją ulubioną rzeźbą jest „Ludzie i bagaż” Geralda Matznera.

Bzy pachną, kasztany kwitną, ptaki świergocą, czuć wiosnę.

Cytuję za wikipedią:

Wszystko dobre, co się dobrze kończy (ang. All`s Well That Ends Well) – komedia Williama Szekspira, napisana pomiędzy 1601 a 1608 rokiem. Trudno ją jednoznacznie zaklasyfikować do kategorii komedii lub tragedii… Pięć aktów opowiada historię Heleny… Do dnia dzisiejszego sztuka ta nie cieszy się wielkim powodzeniem, jest rzadko wystawiana.”

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Elżbieta Kargol i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „11 godzin

  1. Pharlap pisze:

    „…typuje na cystę, która pękła i dlatego bolało.”
    No i co? Ktoś potwierdził to „typowanie”? Samo przeszło?
    Jako bywalec szpitali nieco zaangażowałem się w doświadczenie pacjentki , a tu gra w numerki.

  2. Ela Kargol pisze:

    nie wiemy do końca co to było, prawdopodobnie cysta, są tez różne stopnie odczuwania bólu. Ból minął, dlatego pozwoliłam sobie na te numerki, drzewa i pszczoły, pozdrawiam

  3. Teresa pisze:

    W Polsce wszyscy z przyzwyczajenia narzekaja na sluzbe zdrowia, opowiadajac mi w szczegolach, ile musza czekac w poczekalni na lekarza, siedziec na pogotowiu, lub w szpitalu czekac na na izbie przyjec, a takze, ile miesiecy wczesniej musza sie rejestrowac do specjalistow.
    Kiedy mowie, ze Austria tak za bardzo nie odbiega od tego obrazu, malo kto mi wierzy.
    Prawie obrazam ich, burzac te iluzje, ze wszedzie gdzieindziej jest lepiej:
    „a Ty nawet nie masz pojecia jak…”
    Wszyscy powinni w Polsce powinni ten wpis Pani Elzbiety przeczytac, by widzieli ze to tak juz po prostu, ogolnie ji prawie wszedzie…

  4. Ela Kargol pisze:

    ma pani rację, nikt w Polsce mi nie wierzył, a jak uwierzył, to stwierdził, że w Niemczech są lepsi lekarze. Kuzyn stwierdził, ze z chorym ojcem czekał dłużej, bo 12 godzin, tylko, że potem dodał, że bylo to dwa razy po 6.
    Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.