400 godzin

Ewa Maria Slaska

Stoję za drzwiami…

Pisałam już, acz przyznaję – po niemiecku – że wielkie wrażenie zrobiło na mnie motto filmu Marka Koterskiego „7 uczuć”: Dzieciństwo to 5000 dni, a pamiętamy z nich około 400 godzin. To zdanie Andrzeja Samsona, nieżyjącego już, kontrowersyjnego psychoanalityka i psychoterapeuty, człowieka uważanego za coś w rodzaju boga polskiej psychoanalizy, który z powodu pedofilii spadł z wyżyn na samo dno, choć sąd nigdy nie zdołał do końca ustalić, ile w tym, co zarzucano Samsonowi, było prawdą (do niektórych działań sam się zresztą przyznał), ile przypuszczeniem, a ile wierutnym kłamstwem. Piszę tu o Samsonie, tylko dlatego że to on powiedział to zdanie i gdybym nie napisała, co się zwykłemu odbiorcy wiadomości kojarzy z tym imieniem i nazwiskiem, to któryś z czytelników mógłby mi zarzucić, że cytuję go, a to wstrętny pedofil (to teraz, nareszcie, bardzo wrażliwy i drażliwy temat), albo przeciwnie – piszę, że pedofil, a przecież wcale… Nie, pedofilia nie jest mi obojętna, nie, nie usprawiedliwiam i nie oskarżam bezpodstawnie, ale w tym co dziś piszę w ogóle nie chodzi mi o to, nie chodzi mi o Samsona, nie chodzi mi o 7 uczuć, chodzi mi tylko o te 400 godzin, które pamiętamy z 14 lat życia. 24000 minut. Każdy epizod, który pamiętamy to na pewno nie więcej niż 3 minuty czyli 8 tysięcy epizodów. A to już wielka powieść, na 8 tysięcy epizodów. Komedia. Boska, nieboska, ludzka… Sprawdzam jakość mojej pamięci na okresie przedszkolnym. Szkołę pamiętam już zupełnie dobrze, ale przedszkole niemal nie istnieje.

Dom

Urodziła się moja siostra. W pokoju w blaszanej wanience odbywa się pierwsza kąpiel. Ja stoję za drzwiami.

Przedszkole

Umarł Stalin. Stoimy w przedszkolu na baczność.

Siedzimy w kółko, każde dziecko na swoim nocniku. Naprzeciwko mnie chłopak, w którym się kocham, Andrzej Jagodziński (ale nie TEN).

Siedzę przy stole i żuję mięso. Wszystkie inne dzieci się bawią, tylko ja tak siedzę. Nie wolno mi wstać, dopóki nie zjem. Ale  nie zjem.

Za murem willi, gdzie mieści się biblioteka pani Kowalskiej rośnie miłorząb japoński. Karusia, moja cioteczna babka, pokazuje mi liść i mówi, że to niby liść, ale tak naprawdę sklejone szpilki. Teraz każdy wie, ale wtedy raczej nie.

Rozdzieram sobie skórę na dłoni, gdy próbuję podskoczyć i ułamać gałązkę rokitnika. Oczywiście mi się nie udaje i spadam.

Karusia uprawia ogród za domem. Kwitną piękne kwiaty, lilie smolinosy, irysy (do dziś bardzo lubię irysy); chowam się w krzakach koło płotu do konsulatu szwedzkiego, próbuję tam posadzić zawilce, które przyniosłam z wycieczki do lasu.

Panie przedszkolanki zawiązały mi prawe oko, żeby sprawdzić, czy to prawda, że nic nie widzę na lewe. Nic nie widzę, uderzam głową o framugę.

W Akademii Medycznej badają mi wzrok. Na czarnym tle migają świetlne zajączki.

Wyłączono prąd. Babcia mówi nam z pamięci wiersz Konopnickiej o rzece. Oj ty rzeko, oj ty sina, lody tobie nie nowina…

Idziemy do fotoplastikonu. Za szybkami pokazują się kolejne bladoniebieskie pocztówki. Byłam dorosła, jak dowiedziałam się, że inni widzą w fotoplastikone trójwymiarowe obrazki.

Panie zaprowadziły mnie do kuchni i pokazały kucharkom mój pierwszy siwy włos.

Mamy przynieść do szkoły wianki. Wszystkie dziewczynki mają wianki z kwiatów, ja – z liści dębu.

Zdechł Merdek, nasz czarno-biały kot; sąsiadka znalazła go w klatce na króliki. Króliki były jej, nasz był kot. Klatki stały też koło płotu, przed wejściem do ogrodu, który uprawia Karusia.

Pomiędzy dwoma drzewami czerwonego głogu na stalowej rurze wisi huśtawka. Latem wszyscy możemy się po kolei huśtać, ale są dzieci, które umieją wzlatywać bardzo wysoko i prawie stanąć na głowie. Ja nie potrafię.

W przedszkolu jest remont, przenoszą nas do innego przedszkola, pod lasem, nad stawem. Moja siostra też już chodzi do przedszkola. Bawimy się we dwie nad stawem. Przy brzegu kołysze się w wodzie drewniana skrzynka. To mogłaby być tratwa. Niestety siostra potyka się i wpada do wody, a ja ją wyciągam. Coś w rodzaju czynu bohaterskiego, ale wstydzę się i do dziś jest mi głupio, gdy o tym myślę. Może było w tym zdarzeniu coś więcej?

Na choince wiszą szóstki. Kiedyś, ale znacznie później, dowiedziałam się, że to z okazji zakończenia planu sześcioletniego.

Ojciec gra w tenisa. Ja siedzę za płotem, czekam na niego i patrzę. Ojciec umie grać w tenisa, ja nie potrafię.

Koniec przedszkola, mam siedem lat, jadę na pierwsze kolonie letnie (mam granatową bluzę-fartuch z satyny, z przypiętą czerwoną kokardką), a po powrocie idę do szkoły.

I to by było na tyle. 18 wspomnień. Wydaje mi się, że nic więcej nie pamiętam. Każdy inny epizod, gdy go wyciągnę i otrząsnę z kurzu, okaże się jednak wspomnieniem z czasów szkolnych. Przedszkola niemal nie ma.

Dotychczas zawsze myślałam, że  moim najdawniejszym wspomnieniem jest śmierć Stalina. Ale to nieprawda. Stalin umarł w marcu 1953 roku, a moja siostra urodziła się dwa miesiące wcześniej, w styczniu. To jej pierwsza kąpiel w domu jest moim najdawniejszym wspomnieniem z dzieciństwa.

Stoję za drzwiami. Nikt mnie tam nie odesłał. Sama się tam ustawiłam. I tak stoję…*

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „400 godzin

  1. tibor pisze:

    hitem mojego dziecinstwa byl „bajeczny” z mieszanki wedlowskiej, ale na codzien krolowaly landrynki;

  2. tibor pisze:

    poszlismy, jako pokolenie, z ogniem piecow hutniczych;

  3. Pharlap pisze:

    Zastrzegam, że jestem bardzo nieufny w stosunku do psychoanalityków a więc…
    Jak pan A.S. liczy te 400 godzin?
    Autorka pamięta śmierć Stalina. Jak to przeliczyć na jednostki czasu?
    Ja pamiętam, że w południe miało być 5 minut ciszy. Uczęszczałem do szkoły prowadzonej przez zakonnice w związku z czym nauczycielka postawiła całą klasę na baczność o 15 minut za wcześnie, na wszelki wypadek, …bo wydział oświaty przeprowadzi kontrolę szukając pretekstu do likwidacji szkoły.
    Staliśmy tak nudząc się okropnie aż ktoś zawołał – o, kot na dachu!
    Rzeczywiście, po dachu pobliskiej kamienicy spacerował kot. Komentarzom nie było końca, wreszcie zrezygnowana nauczycielka kazała nam usiąść.
    I wtedy zabrzmiały syreny żałobne.
    Wstaliśmy ponownie, kota już nie było.
    No więc, ile zapamiętanego czasu zalicza mi pan psychoanalityk? 15 minut? 5 minut? 5 sekund?
    Na marginesie dodam, że mój szkolny kolega nie pamięta tego kota.
    To może moje wspomnienie w ogóle się nie liczy, znaczy nie zalicza mi się ani sekundy pamięci.

    • ewamaria2013 pisze:

      Jasne. Pełna zgoda. Kot świetny. Ja myślę, że ten Stalin to w moich wspomnieniach niespełna minuta. Bo pamiętam, że stoimy. Policzyłam po 3 minuty na zdarzenie, bo jak policzyć np. po minucie, to robi się już niewyobrażalnie wiele momentów pamięci, a po mniej, po 20, 30 czy 40 sekund to już groza.

  4. tibor pisze:

    a co ze snami? jak to policzyc?

  5. tibor pisze:

    jeden dzień dzieciństwa

    kwiat lipy
    strącany z drzew
    wciskany do płóciennych worków
    i zanoszony do skupu

    jutro
    na winniczki!

    15/7/6

  6. EWA pisze:

    Gabinet dentystyczny miałam lat 5.POROSZE OTWORZYC USTA TO Z ROGU POKOJU WYLECI PTASZEK.Otworzyłam usta Pani dr włozyła okrag po czym wyrwała mi mleczaka.Oszukana , bo zaden ptaszek nie wyleciał,popłakałam sie i powiedziałam głupia baba,.Przy okazji oplułam fartuch Pani Dr Nigdy tego nie zapomne

  7. Teresa Rudolf pisze:

    Wiele lat po smierci Stalina, nie bardzo wiedzialam jako dziecko, kim byl ten Stalin, ale ;jego nazwisko wbilo mi sie w glowe.
    Do tego stopnia, ze spiewajac w kosciele kolede ( a lubilam glosno spiewac) wrzeszczalam: „…i Jozef Stalin i Jozef Stalin ono pielegnuje…”.
    W domu moj ojciec poprosil bym zaspiewala ten tekst i skwitowal:
    ” a wiec nie przeslyszalem sie”…
    Zrobil mi poprawke tekstu i zabronil na wszelki wypadek darcia sie w kosciele:
    ” mozesz sobie cichutko szeptem pospiewac, tak do ucha, ale nie trzeba az tak glosno sie wydzierac..”.
    No i skonczyla sie moja kariera spiewacza..
    Oczywiscie, wiadomo, przez Stalina.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.