Zmora w Berlinie

Lech Milewski

Den kleinen, kleinen Tod, den stürb ich gerne,
Am Abend tot, beim Licht der ersten Sterne,….
Irene Forbes-Mosse

Trzy lata temu opublikowałem tu na blogu wpis o roboczym tytule Samotna śmierć Hansa FalladyKLIK.
Wydawało mi się, że temat zakończony, ale nie – stare przyjaźnie nie umierają.
Na półce w bibliotece zauważyłem książkę tego autora – Nightmare in Berlin, niemiecki tytuł – Alpdruck, polski – Zmora.

We wspomnianym na początku wpisie pisałem, że ostatnia książka Fallady – Każdy umiera w samotności – czekała 60 lat na angielskie wydanie, które okazało się ogromnym sukcesem. Myślę, że na fali tego sukcesu wydano również Nightmare in Berlin, która według mnie znacznie ustępuje innym dziełom tego autora. Tym też tłumaczę brak tej książki w Polsce w czasach mojej młodości.

Przypomnę los Fallady podczas wojny – wojna pogorszyła sytuację pisarza. Powrócił do pisania dla dzieci. Sąsiedzi donieśli kilkakrotnie do władz o jego problemach z narkotykami, grozili również donosem o jego zaburzeniach psychicznych, co w III Rzeszy groziło dużym niebezpieczeństwem.
W rezultacie pogrążył się w pijaństwie, jego małżeństwo rozpadło się. Już po rozwodzie próbował zastrzelić byłą żonę, ale z łatwością go rozbroiła.
Policja skierowała Falladę do szpitala psychiatrycznego. Tutaj przypomniał mu się pomysł napisania powieści o wątku antysemickim i pod tym pozorem poprosił o dostarczenie mu racjonowanego wówczas papieru. Wynikiem była autobiograficzna powieść Pijak. Administracja szpitala nie zorientowała się i pod koniec 1944 roku pisarz opuścił szpital.

ulla_losh

Kilka miesięcy później ożenił się z dużo od siebie młodszą, zamożną wdową – Ullą Losch.

Oddaję głos autorowi: …siedziała przy stole otoczona męskim towarzystwem. Wstrząsnęła blond-truskawkowymi włosami i patrzyła uważnie na mówiącego. Wysmukła twarz i urocze krwiste usta. Wydawało ci się, że te usta na ciebie patrzą. A gdy przechyliła głowę do tyłu, jej śnieżnobiała szyja zdawała się tańczyć ze śmiechu. 
Boże jak ona potrafiła się śmiać. Boże, jak młoda ona była!

F. Fallada – Nightmare in Berlin

Akcja książki Nightmare in Berlin rozpoczyna się 26 kwietnia 1945 roku. Główni bohaterowie to dr Doll i jego młoda, zamożna żona – Alma.
Armia Czerwona jest u bram małego miasteczka, w którym mieszkają. Najbliżsi sąsiedzi dziwią się, że doktor jeszcze nie opuścił miasteczka, lada godzina wkroczą tu Rosjanie, młoda żona….
Alma odpowiada za męża: nigdzie się nie wyprowadzimy, przeciwnie, powitamy wyzwolicieli w drzwiach naszego domu!
Póki co, wsiada na rower i jedzie do apteki kupić lekarstwo dla męża. Za rogiem napotyka duży wojskowy samochód, SS-mani pomagają wsiadać młodym kobietom i dziewczynkom.
– Pospiesz się młoda damo – wołają do Almy – to już ostatni samochód wojskowy w mieście.
– To podobne do was łobuzy, zmykacie jak Rosjanie u bram. Objadaliście nas tutaj przez lata, a teraz jak robi się trudno, zadzieracie ogony i uciekacie.
Sytuacja rzeczywiście musi być poważna, bo starszy SS-man nie traci spokoju lecz ponagla: Nie pleć panno głupstw. Wsiadaj bo rosyjskie czołgi są już w mieście.
– Tym lepiej – odparowuje Alma – zaraz je spotkam i pozdrowię.

Przyznam, że gdy czytałem te słowa zrobiło mi się przykro.
To małe miasteczko to Carwitz koło Feldenburga w Meklemburgii. Mieszkała tam wtedy również pierwsza żona Hansa Fallady – Anna Ditzen.
Ona też nie wyjechała. Przezornie ukryła dobrze swoją i Hansa Fallady 12-letnią córkę Lore. Sama jednak padła ofiarą brutalnego gwałtu, po którym spędziła miesiąc w szpitalu.

Wracam do książki.
Wreszcie dochodzi do spotkania z wyzwolicielami. Dr Doll otwiera drzwi, podnosi lewą rekę na znak podrowienia, uśmiecha się, mówi tovaritch, wyciąga prawą dłoń na powitanie.
Po chwili wzniesiona w pozdrowieniu ręka opada, prawą dłoń wkłada do kieszeni, opuszcza wzrok. Trzej Rosjanie wymijają go i wchodzą do mieszkania, sprawdzają, a po chwili, bez słowa, wychodzą.

Dopiero po pewnym czasie dr Doll potrafi ocenić co się stało.
Zdaje sobie sprawę, że trzej Rosjanie mogli uważać go za złośliwe, godne pogardy stworzenie. Zdaje sobie sprawę, że słowo Niemiec brzmi obecnie jak obraza, że nikogo, ale to nikogo na świecie, nie interesuje, że przecież byli i może jeszcze są jacyś „dobrzy Niemcy”.

Zaglądam do biografii autora: …pod koniec kwietnia 1945 roku dowództwo Armii Czerwonej mianowało H. Falladę burmistrzem Feldenburgu.

Tymczasem książkowy dr Doll.
Radzieckie władze przydzielają go do grupy mężczyzn, którzy mają pilnować dużego stada krów. Mężczyzn jest chyba sześciu, miejscowi, dobrze się znają i traktują dr Dolla podejrzliwie. W rezultacie spędzają całe dni na pogawędkach, a dr Doll ugania się za krowami, które zawsze wejdą w szkodę, gdy zbliża się czas zagonienia ich do obór.
Alma Doll ma dużo więcej szczęścia. Jej praca to przenoszenie towarów ze składów SS do magazynów Armii Czerwonej. Istne bogactwo, radzieccy nadzorcy przymykają oczy na drobne kradzieże.
Przełomowy moment to dzień, w którym radzieccy żołnierze znajdują w ogrodzie domu państwa Doll mundur SS. Bardzo łatwo wychodzi na jaw, że to mundur męża sąsiadki. Przy tej okazji dr Doll chętnie współpracuje z władzami i otrzymuje propozycję wygłoszenia przemówienia z okazji święta zwycięstwa – zapewne 9 maja 1945.
Oczywistym następstwem jest przyznanie mu stanowiska burmistrza.

Bardzo trudna to funkcja.
Dr Doll wpada natychmiast w konflikt z praktycznie wszystkimi mieszkańcami miasteczka. Bardzo szybko stwierdza, że wszyscy, absolutnie wszyscy, w jakiś sposób współpracowali z nazistami, a teraz dołożą wszelkich starań, żeby oszukać radzieckich wyzwolicieli.
Ogarnia go złość, nie waha się demaskować krętaczy i oszustów. W rezultacie wszyscy mieszkańcy go nienawidzą, a wymierne skutki jego wysiłków są niewielkie.
Po dwóch miesiącach następuje załamanie nerwowe i ląduje w szpitalu.

To ostatnie zgadza się z biografią pisarza.

1 września 1945 roku państwo Doll opuszczają szpital i jadą do Berlina, gdzie dr Doll ma spore, dobrze wyposażone, mieszkanie.
Tutaj jednak spotyka ich zaskoczenie. Dwa tygodnie wcześniej wszystkie lokale mieszkalne znalazły się pod nadzorem miejscowych władz, a te zakwaterowały tam dodatkowych lokatorów.
Dr Doll musi sobie załatwić kwaterunek we własnym mieszkaniu. Przy okazji stwierdza, że kilku jego byłych sąsiadów wprowadziło się do jego mieszkania i zawłaszczyło sobie wiele użytecznych przedmiotów. Nic dziwnego, że traktują go bardzo nieżyczliwie.

Alma bardzo źle się czuje, wzywają lekarza. Ten zaleca leczenie w szpitalu, a póki co daje zastrzyk morfiny.
…w chwili wyjęcia igły dr Doll zobaczył jak jej twarz przybrała zrelaksowany, nieomal szczęśliwy, wyraz. Uśmiechnęła się, wyciągnęła na kanapie – Boże, jak dobrze – szepnęła i zamknęła oczy.
W pięć sekund zapomniała męża, ból, niewygody, głód. Zpomniała, że jest mężątką, że ma dziecko. Była absolutnie sama ze sobą w swoim własnym świecie. Lekki uśmiech błądził po jej twarzy i pozostał tam. Dr Doll obserwował jak lekko oddychała i zrozumiał, że sam akt oddychania sprawia jej przyjemność.

Po kilku godzinach Alma się budzi i czuje głód, nie chodzi o żywność.
Głód na tyle silny, że w środku nocy, nie zważając na godzinę policyjną, idzie do lekarza. Po niecałej godzinie wraca radosna – znalazła lekarza, dostała zastrzyk. Mało tego, od napotkanego patrolu dostała kilka papierosów. Nie, nie zapomniała o mężu – o, tu są pastylki, bardzo mocne, równie dobre jak morfina, ma je wziąć natychmiast.
– To nie jest w porządku, Doll chciał zaprotestować. To wszystko idzie w złym kierunku. Nie powinniśmy tego robić…

Ale nie powiedział nic. Nagle poczuł, że przygniata go ołowiany ciężar. Nie ma sensu…
Oczywiście wziął tabletki. Wtedy przypomniał sobie wierszyk wydrukowany na okładce opowiadań Ireny Forbes-Mosse: Mała śmierć, taką przyjąłbym chętnie, wieczorem umrzeć, przy świetle pierwszych gwiazd…
Autorka miała na pewno na myśli coś innego, ale Doll właśnie tak nazywał zwalenie z nóg przez narkotyki – mała śmierć. Kochał ją. Ostatnio rozmyślał wiele o jej wielkim bracie – Wielkiej Śmierci. Żył z nią, można powiedzieć za pan brat, przyzwyczaił się widzieć w niej ostatnią nadzieję, która na pewno go nie zawiedzie. Potrzebował tylko odrobiny determinacji. 
Odrobina determinacji, a dopóki jej nie zbierze, ma Małą Śmierć, sześć gramów. A gdy je połknie jest wolny od wszelkich refleksji i analiz – wolny, bo po prostu go nie ma.

Tu następuje kilkadziesiąt stron opisu niepowodzeń w każdym praktycznym działaniu i wiele małych śmierci przeplatanych pobytami w klinikach odwykowych.

Wreszcie dr Doll przypomina sobie swojego przedwojennego wydawcę i składa mu wizytę. Zostaje bardzo dobrze przyjęty. Wydawca wspomina, że ich wspólny dobry znajomy – Granzow – zajmuje obecnie wysokie stanowisko. I że pamięta Falladę, przepraszam – dr Dolla, że o niego pytał.

Po kilku dniach wahania dr Doll wraz z żoną odwiedzają Granzowa. Przyjęcie przechodzi wszelkie wyobrażenie. Granzow absolutnie każe mu wrócić do pisania.
Trudności bytowe – Granzow wręcza mu plik pieniędzy. Za kilka dni załatwi mu mieszkanie w rządowej willi, Tylko ma zacząć pisać. Pisać!

Służbowy samochód odwozi państwa Doll do domu…
Kochany, jestem tak szczęśliwa, że zaraz umrę! Pomyśleć, że ktoś chce nam pomóc! Chcę krzyczeć – krzyczeć z radości!
Paplała jak mała dziewczynka: a teraz musisz być dobry dla swojej małej Almy! Musisz ją ładnie pocałować. Długi, cudowny pocałunek. Teraz! Bo zacznę krzyczeć!
Ale szofer – oponował dr Doll.
– Szofer, staruszek – paplała – staruszek, nic nie widzi, tylko kieruje. Ty jesteś młody, ty pocałujesz zaraz małą Almę. Inaczej zacznę krzyczeć!
I tak Dollowie wymienili pocałunek, długi pocałunek, który zdawał się nie mieć końca.

(…)
Wie pan co, panie Granzow – powiedział szofer gdy wieczorem odwoził swojego szefa do domu. – Ten gość, wie pan, on już ma swoje lata. Ale panie Granzow, jeśli on pisze tak jak całuje, to ja chyba zacznę czytać książki.

Na ostatnich kartach książki dr Doll spaceruje ulicami Berlina i zauważa jak piękny jest świat. Zauważa, że w czasie, który on spędzał w niebycie, ludzie dookoła żyli, pracowali, odbudowywali. Że życie może jeszcze być piękne, że będzie piękne. Nawet dla Niemców.

Biografia H. Fallady podaje, że po wojnie zapiekował się nim Johannes Becher, późniejszy minister kultury NRD.

Czytając ostatnie, promieniejące optymizmem, strony Nightmare in Berlin, nie mogłem oprzeć się gorzkiej refleksji – czyż Fallada nie zauważa, że bohater jego książki jest beneficjentem korupcji, że jego postępowanie nie różni się wiele od postępowania jego rodaków w okresie władzy nazistów?

Wolę pozostać przy jego powieściach.

P.S. Wspominałem o książce pisanej w szpitalu psychiatrycznym – spróbowałem i tego wątku.
Poniżej fragment kopii rękopisu…

Dla czytelników znających język niemiecki odcyfrowanie powyższego będzie niewątpliwie miłą rozrywką 🙂

Dla ułatwienia wspomnę, że Fallada sporą część książki napisał pismem Sütterlina. Był to krój pisma wprowadzony w Cesarstwie Niemieckim w 1911 roku – KLIK – a 30 lat później, w 1941 roku, zakazany.
Na dodatek Hans Fallada miał do dyspozycji tylko 92 kartki papieru, 184 strony. Pisał bardzo drobnym pismem, najpierw opowiadania dla dzieci. Gdy zapisał ostatnią stronę, przewrócił rękopis „do góry nogami” i pisał między wierszami.
Administracja szpitala nie zadała sobie wysiłku aby sprawdzać co tam napisano.
Nie dziwię się.

A co napisano? Oprócz fragmentów książki Pijak, również wydanej dopiero w 2009 roku, książkę – Im meinem Fremden Land. Angielski tytuł – A Stranger in my own Country.
Ze wstydem wyznam, że nie przeczytałem do końca tej książki. Za dużo rozpisywania się o wszelakich krzywdach doznanych ze strony postronnych osób. Krzywd, które w normalnych warunkach mogłyby być błache, ale gdy te osoby miały za sobą poparcie okrutnej i potężnej władzy, każda sprawa mogła skończyć się tragicznie.

Żeby jakoś wynagrodzić zadany czytelnikom trud, mam następującą propozycję: proszę odwiedzić Muzeum Hansa Fallady w Carwitz – KLIK.
Pojezierze Meklemburskie – spojrzałem na mapę, jakież to piękne okolice, a jakie nazwy miejscowości: Strelitz, Neustrelitz, Krakow am See – odwiedźcie i napiszcie!

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Lech Milewski i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Zmora w Berlinie

  1. Pharlap pisze:

    Spojrzałem przez chwila na stronę internetową GW, a tam – propozycja wycieczki rowerowej po Meklemburgii 🙂
    http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,24929474,latem-w-polnocnych-niemczech-trwa-nieustajacy-festiwal-rowerowy.html
    No nie, tego nie można przegapić.
    Wy jesteście młodzi i macie tam zaraz pojechać! Bo inaczej zacznę krzyczeć!

  2. tibor pisze:

    godny polecenia jest film na podstawie powiesci fallady der trinker ;
    https://de.wikipedia.org/wiki/Der_Trinker_(1995)
    scenariusz napisal ulrich plenzdorf, a role tytulowa odegral kongenialnie, nieodzalowany przeze mnie, harald juhnke;
    do carwitz mozna tez przez fürstenberg, a stamtad, lekki skok w bok, o pol godziny rowerem, lezy ravensbrück;

Odpowiedz na Pharlap Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.