Reblog: W pociągu

Julitta Bielak

We śnie podróżuję. Zawsze pociągiem, zawsze nocą. Nie znam miasta ani nie wiem, dokąd jadę. Stoję. Wreszcie jest, na peron wtacza się wielka, czarna lokomotywa, wsiadam do najbliższego wagonu. Przez całą podróż szukam miejsca. Z półmroku przedziałów patrzą na mnie twarze bez wyrazu. Przechodzę dalej.
Budzę się bez tchu.
Czasami pociąg odjeżdża beze mnie. Ciągnę walizkę po ogromnej hali dworca, coś załatwiam, kupuję bilet. Biegnę na peron, odjechał, nie zdążyłam.
Budzę się bez tchu.
Jechałyśmy z mamą nad morze, opowiadała mi o nim przez długie tygodnie: „Zobaczysz morze, jest piękne, modre, pienią go fale, rozbijają się o złoty od słońca brzeg. Szumi wtedy tajemnicą, coś opowiada”. Była noc. Pociąg przyjechał z Wrocławia, zatłoczony do granic, stanęłyśmy w korytarzu. Mama trzymała dłońmi moją głowę, zasypiałam i budziłam się w gmatwaninie jawy z zamroczeniem. W Międzyzdrojach znalazłyśmy lokum, rozpakowałyśmy się. Wieczorem poszłyśmy w stronę plaży. Zaraz zobaczysz morze – powtarzała przez całą drogę mama. Zatrzymałam się na piasku. To? To jest morze? Ciche, płaskie, popielato-zielnonkawe, gubiące się w chmurach, zimne. Ustawiłam twarz na zachwyt.
Bo może nie zdarzyć się nic. Oby nie rozczarowanie.

Pociąg zatrzymał się nagle. Umilkło trzeszczenie, stukotanie i podzwanianie. Słychać było za to syk pary i szum wody, jakby strumyka. Konduktor krzyknął: „Koluszki”. Ktoś biegł tupocąc głucho po betonowych płytach peronu, głośna rozmowa przemknęła pod oknem i rozpłynęła się w smudze dudniących dźwięków nadawanego przez megafon komunikatu. Rozległ się daleki gwizd lokomotywy. *)

Pociąg był bardzo stary. Z niskiego sufitu na korytarzu ich wagonu zwisał rząd lamp naftowych, które kołysały się gwałtownie w przód i w tył, w takt podrygów sędziwego taboru. Tuż przed odjazdem ze stacji Kit w strasznych nerwach – jak przed każdą podróżą pociągiem – wyskoczyła z wagonu, pobiegła do kiosku i kupiła kilka francuskich czasopism. Teraz w mdłym połączeniu gasnącego światła dziennego i żółtego blasku lamp położyła je sobie na kolanach, przewracała kartki i usiłowała coś przeczytać. Widać było jednak tylko zdjęcia w magazynie ilustrowanym „Cine Pour Tous”. **)
Zdjęcie? Też ze snu. Z podróży w przeszłość.


*) Stanisław Dygat, Podróż, PIW, Warszawa 1979.
**) Paul Bowles, Pod osłoną nieba, tłum. Tomasz Bieroń, Świat Książki, Warszawa 2015.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Julita Bielak i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Reblog: W pociągu

  1. Anonim pisze:

    Swietny tekst.
    Pociagi zawsze mnie fascynowaly i zawsze cos symbolizuja.
    Jedne przenosza nas z miejsca na miejsce jak bagaz, (lepiej lub mnie komfortowo)
    ale taki dosc dziwny, bo z sercem i glowa..
    Inne zabieraja nam kogos i to czasem bardzo, bardzo boli, a jeszcze inne z kolei nam kogos przywoza i jest roznie…
    Fajnie sie czytalo, dziekuje.

  2. Anonim pisze:

    Dodam chetnie jeszcze cos dodatkowo
    o podrozach,
    troszke inne klimaty..
    Pozdrawiam 😆
    Teresa Ru.

  3. Jola pisze:

    Taka podróż pociagiem to fajna sprawa. W sunie dawno nie jechałam

  4. Julita Bielak pisze:

    Osamu Dazai “Morze”
    15 lipca 2019 – Opublikowane w: Japonia, Proza

    Gdy mieszkaliśmy w Mitace w Tokio w naszym sąsiedztwie codziennie spadały bomby. Pogodziłem się z tym, że w każdej chwili mogę umrzeć, ale na myśl, że to na głowę mojego dziecka może spaść bomba i odejdzie ono z tego świata ani razu nie widząc morza, było mi ciężko. Urodziłem się w samym środku równiny Tsugaru, więc sam dosyć późno pierwszy raz ujrzałem morze. Miałem dziesięć lat. Podekscytowanie, jakie wtedy czułem, jest jednym z moich najcenniejszych wspomnień. Chciałbym choć raz pokazać dziecku morze.

    Moja córka ma pięć lat. Nasz dom w Mitace został zniszczony w nalotach, ale na szczęście nikomu nic się nie stało. Wyjechaliśmy do rodziny żony do Kōfu. Niedługo potem Kōfu również stało się celem wroga i dom spłonął. A wojna trwała dalej. Nie pozostało mi nic innego, jak zabrać żonę i dziecko w rodzinne strony. Jeśli mieliśmy gdzieś dokonać żywota, to tam. Wyruszyliśmy więc z Kōfu do domu moich rodziców w Tsugaru. Po trzech dniach dotarliśmy do Higashi Noshiro w Akicie, tam przesiedliśmy się na pociąg linii Gonō i wreszcie trochę odetchnęliśmy.

    ─ Z której strony będzie widać morze? – zapytałem konduktora. Trasa wiodła wzdłuż linii brzegu. Usiedliśmy przy oknie po stronie morza.

    ─ Zobaczysz morze. Jeszcze trochę i będzie je widać. Morze, jak w bajce o Tarō Urashimie! – Zdawało się, że to tylko mnie udzielało się podekscytowanie. ─ Spójrz! Morze! Widzisz, to morze! Ach, morze… Jakie ogromne! Zobacz, morze!

    Nareszcie! Pokazałem je mojemu dziecku.

    ─ Mamo, patrz, rzeka – powiedziała nieporuszona moja córka.

    ─ Rzeka? ─ zamurowało mnie.

    ─ Tak, rzeka ─ przytaknęła przez sen moja żona.

    ─ To nie rzeka! To morze! Przecież to dwie zupełnie różne rzeczy! Jak możesz mówić, że to rzeka?

    Wpatrywałem się w zachodzące za morze słońce, samotny i smutny.
    Źródło: https://tajfuny.pl/blog/

  5. Julita Bielak pisze:

    Ewo Mario, dziękuję. Dopiero dzisiaj zauważyłam, jak Fb mógł przeoczyć? Nie umiem dać na to rzeczowej odpowiedzi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.