Anna Dobrzyńska

„…lecz duszy zabić nie mogą”

Szczęściem pijani, winem upojeni,
Witają wśród siebie Wielkiego Rodaka,
Cztery tysiące lat wyglądany,
W dalekim kraju, jarzmo Polaka.
Przybywa do miasta, niewolą skutego,
W godności królewskiej, nadzieją witany,
Orzeł z Gór, Wyżyn i Szczytów w zenicie,
Najwierniejszym sługą, do końca oddany.
Orzeł po świecie Słowo roznosi,
Wlewa wśród róże światło zbawienia,
A Jego wiara czysta i dumna,
Ziemi, – tej ziemi, oblicze odmienia,
Kwiaty mu sypią, palemki pod nogi,
Jego imieniem zwą swoje dzieci,
Twarz Jego słońcem rozpromieniona,
Lampą dla sług, co w ciemności świeci.
Choć duchy beztroskie i serca otwarte,
A radość sens myślom, głębie odbiera,
Zegar na murze, co wieczność wspomina,
Ostatnie godziny pogody wydziela.
Ostatnie spotkanie, ostatnie spojrzenia,
Ostatnie chwile wspólnego pacierza,
Ostatnia śpiewana wspólnie piosenka,
Ostatnie rozmowy, Ostatnia Wieczerza.
Pośród ciemności, ogrodu, drzew mroku,
Na Skale Bawarskiej Człowiek się modli,
Samotność mu stróżem, lęk głębią, przepaścią,
Najmniejszy szmer trwoży, czas skraca i nagli,
Bracia w purpurze – daleko, posnęli,
Z krwi, ducha, narodu – rąk nie podają,
Chciał z każdym się witać, rękę wyciągał,
Oni mijają, odchodzą, nie znają,
W godzinie szarej się wilki gromadzą,
Demony duszne złem osaczają,
Jeszcze na łańcuchach, jeszcze na uwięzi,
Żelazem dzwonią, zębami szczękają,
Kroki złowrogie brzmią echem marmuru,
Bezwzględna gwałtowność przerywa ciemnicę,
Srebrzysty miecz srogi burzliwie uderza,
Nie ścina ucha, trafia w iglicę.
Niechybnie pojmany, na sąd wystawiony,
I bez przyczyny napastowany
Wie, że wypełnia się to, co spisane,
Sam, osaczony kłamstw, jadu słowami,
I mówią za Nim językiem kłamliwym,
Dawni przyjaciele są teraz wrogami,
Podstępne usta niecne w twarz plują,
Biały Włoch stoi za Jego plecami,
Gniewni niesprawiedliwie winę rzucają,
Obelgi, zniewagi, szydercze uśmiechy,
Niewinni dźwigają grzech winowajców,
I niosą na sobie oskarżeń oddechy.
Szaleństwem, żądzą, pogardą, cynizmem,
Serca ludzkości są tak przelane,
Że sędzia wbrew sobie ręce umywa,
I śmierci hańbiącej wyrok wydaje.
Zasłona rozdarta, ziemia poruszona,
Bohater miliona milionów obrazów,
Życie oddaje, ostatnie westchnienie,
W ofierze się składa na każdym ołtarzu.
Płoną kościoły ogniem paryskim,
Łańcuchy zerwane, świątynia zburzona,
Judasza srebrniki z ręki do ręki,
Sypią na pole, gdzie ziemia krwią chrzczona.
Ciało Chrystusa zmierza ku górze,
Odarte z godności, oblane trwogą,
Nie bójcie się tych, którzy zabijają
ciało,
lecz duszy zabić nie mogą.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Anna Dobrzyńska i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Anna Dobrzyńska

  1. tibor pisze:

    duszyczki bezdomne fruwaja na ziemia
    do nieba za daleko, a do piekla nie chca,
    fruwaja wiec, fruwaja, polatuja sobie
    a czasami nawet usiada na poezji glowie
    zdziwi sie poezja, potrzasnie lokami
    co to za pomysly? aby nie do bani?
    – skiper – krzyczy greta – kurs na atlandyte!
    a duszyczki fruwaja, fruwaja i fruwaja,
    bo do nieba za daleko, a do piekla nie chca
    bezdomne duszyczki
    bez domu, bez grosza przy duszyczce
    musza, szlag by to trafil – FRUWACZ!
    a co poezja na to?
    nic

    • T.Ru pisze:

      Panie Tiborze,
      alez wspaniale sa te Pana duszyczki,
      fantastyczny, pofruwajacy fantazja wierszyk…
      Dziekuje…
      T.Ru

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.