Reblog: Wiatr

Być może Autor ma dziś imieniny. Jeśli tak, to składam mu tą drogą nie tylko podziękowanie za mądre teksty, ale również najserdeczniejsze życzenia
zdrowia, szczęścia i optymizmu
mimo wszystko

Jacek Pałasiński

Kilka dni temu, kiedy tak mocno wiało, niespodziewanie wrócił mi na myśl ów dzień, kiedy zostałem wysłany do magla. Nie przepadałem za domowymi robótkami, ale do magla lubiłem chodzić: była wzbudzająca respekt maszyneria i na dodatek tak przyjemnie pachniało krochmalem! Zawsze było tam kilka kobiet, nie przypominam sobie żadnego mężczyzny. Zostawiłem pakunek wielki prawie, jak ja, malutki i ruszyłem z powrotem do domu. Był wiatr, jakiego jeszcze nie zaznałem w moim krótkim życiu. Ciepły i huczący. Otworzyłem usta, a on wdarł się do środka i wydymał mi policzki, aż usta furgotały! To było tak śmieszne, że wiatr poniósł gdzieś daleko mój głośny rechot.

Och, tego magla nie ma już od dziesięcioleci; nie ma drewnianego domku, w którym mieszkał MB, mój kolega z klasy ze smykałką do szemranych interesów, nie ma już stojącej naprzeciw piekarni pana Wawra, który robił najlepsze rogaliki na świecie; nigdy później już nie jadłem równie pysznych… Nie ma błota po deszczu, leży równiutki asfalt, wysokie krawężniki, chodnik z kostki z kolorowa ścieżką rowerową… Tuż obok, tam, gdzie kiedyś wywaliłem się na rowerze i paskudnie rozwaliłem kolano, stoi całe osiedle niezbyt pięknych domów; w ogóle, dokoła nabudowano dużo domów i willi. Miejsce byłoby nie do poznania, gdyby nie wielkie gmaszysko, przedszkole, do którego kiedyś, krótko mnie posyłano, a przedszkolanki były złe, że nie chciałem zasnąć…

Rzewność? Żadnej: to podwarszawskie miasteczko (włączono je do „Wielkiej Warszawy” dopiero bodaj w 1966 r.) było jednym, wielkim ante literam pisem, więc było mi głęboko nienawistne. Gromnice w oknach, kiedy szła burza, księżulo, który, nam, dzieciom, na lekcjach religii opowiadał, że tam, na obrzeżach miasteczka, wyobraźcie sobie, mieszka rodzina niewierzących, a my aż zawyliśmy ze zgrozy, oburzenia i chęci natychmiastowego ukarania zbrodniarzy. Łajdactwo, złodziejstwo i wszechobecne pijaństwo wszędzie dokoła, ale na niedzielną mszę, odstawieni, wszyscy zjawiali się, by karnie wyśpiewywać zawodzące hymny. Komuniści? Tak, ale nie było pewności: kierowniczka szkoły podstawowej, pani G. od polskiego, pani M., też od polskiego, kazała nam wyśpiewywać przed każdą lekcją „miotnie stal czerwona iskry w dal”. Kiedy jej mówiliśmy, że powinno być „czerwone iskry w dal”, stawiała nam dwóję… I kto jeszcze? Nie, więcej chyba nie było.

Byłem już znacznie starszy, gdy dowiedziałem się, że miasteczko to nazywało się przed wojną „Kaczy dół”, a zupełnie dorosły, kiedy dotarło do mnie, że było w dużej mierze osiedlem żydowskim. Na skraju naszego placu był jeszcze obszerny dół, o którym mówiło się „bagienko”, choć był już całkowicie suchy. Krótko przed śmiercią moja Matka, gadająca już całkiem bez sensu, nagle opowiedziała, że raz w tygodniu nad ten stawik przychodzili tłumnie okoliczni Żydzi i „się tam kiwali, mrucząc coś pod nosem”. Ale nikt, nigdy nie pokazał mi, które domy były pożydowskie, z których Żydów wyprowadzono na zabicie i nikt nigdy nie opowiedział, czy gorliwie pomagali w tym moi późniejsi sąsiedzi.
Co tam, dziś tych domów już nie ma, więc wszystko to, jakby nigdy się nie wydarzyło…

Marzyłem, by się z tego pisu wyrwać i robić to, co wydawało mi się jedyną dobrą drogą życia. Uczyć się, rozwijać zdolności intelektualne, pracować nad sobą, stłumić pisowskie instynkty i stawać się lepszym człowiekiem, inwestować w siebie, by któregoś dnia stać się przydatnym i służyć społeczeństwu, jak najlepiej umiem, by to moje rodzinne miasteczko któregoś dnia przestało być pisowskie, by stało się mądre, dobre i zamożne.

Proszę, jakie refleksje może przywiać człowiekowi wiatr… Starość to czas bilansów, a mnie wiatr przyniósł gorzkie i bolesne poczucie zupełnego bankructwa.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Jacek Pałasiński i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Reblog: Wiatr

  1. Teresa.Ru pisze:

    Niesamowite wrazenie zrobil na mnie ten wpis. I wzruszyl mnie glebia, do ktorej mozna dojsc tylko tak jak i do glebi cebuli:
    obierajac skorke po skorce (oczywiscie to tylko takie moje skojarzenie).
    Czytalam z zapartym tchem, bedac rownoczesnie w tamtym pisowskim miejscu i klimacie, jak i tez w dziesiejszym znanym mi klimacie….
    Lek odczulam znow, kiedy czytalam “tamto”, i nie mniejszy wiedzac “o tym”….
    I rownoczesnie przyszlo mi skojarzenie dodatkowe, kompletnie inne na pierwszy rzut oka.
    Bardzo czesto sie slyszy, jak bardzo dzieci, raz odkrywszy i znajac pozniej wady swych rodzicow, chca sie od nich odbic,nie powtarzac ich wad, koncentrujac sie bardzo na tym, kontrolujac siebie samych, sa oni czesto najsurowszymi, bo najwrazliwszymi sedziami , gdy nieopatrznie znajda cos
    ”podobnego” u siebie.
    Ale my przeciez jestesmy tez dziecmi nie tylko naszych rodzicow, ale tez dziecmi konkretnych miejsc, bedacych naszym swiatem od dziecinstwa.
    I albo wtopimy sie w jakies ”miejsce” przejmujac bezkrytycznie wszystko, czym przesiakamy od pokolen, przekazujac to z ogromna sila dalej, albo zaczniemy sie juz jako dziecko, odgraniczac od miejsc bagnistych, blotnych, wstretnych, na zasadzie:
    ” byle tylko nie to!!!!)….
    Znam jednak tez ludzi, ktorzy w wieku dojrzalym dopiero, zewryfikowali ze zdumieniem swa wiedze i uczucia wyniesione z dziecinstwa. Ci maja duzo trudniej, gdyz poprzez to wrosniecie kiedys, uruchomiaja mechanizm twz.” lojalnosci do rodzicow”,bo w koncu rodzic to rodzic….
    Wiedza to swoje, ale sznur wiazacy z “ macieza, to tez swoje, powodujac czesto wiele smutku, niepokoju, konfliktu wew. nawet we wspomnieniach, bo przeciez przychodza tez te cieple, fajne, wspaniale przezycia z dziecinstwa.
    I zaczyna sie zmudne “ oddzielanie ziarna od plew”, by zostac dalej soba, i nie byc tez niesprawiedliwym, “wylewajac dzieco wraz z kapiela!”

    I tak oto teraz , przepraszam z gory autora, ze pozwolilam, sobie w zwiazku z jego wlasnymi refleksjami w tym wpisie, na moje, ktore byc moze w jego pojeciu sa tylko chodzeniem bez kompasu po jego, wlasnym “ lesie “ (wiec jakim prawem????),
    a ktory mnie niestety tak wlasnie wciagnal, czyli to panska wina!
    Dziekuje bardzo.T.Ru
    🙂 🙂 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.