Notatnik niespiesznego cyklisty czyli…

Mal Content

Z dziennika tetryka 10

Wirują, wirują, tysiące szprych w kole fortuny matuli…, a rower dzielnie niesie polem-lasem mnie samego i moje znienawidzone nadmiarowe kilogramy.

Jako się ostatnio rzekło (czy raczej „pisło”), dni są coraz krótsze. To rodzi pewne komplikacje, bo emigracja wewnętrzna wewnętrzną emigracją, ale w pocie oblicza mego muszę pożywać chleb, aż wrócę do ziemi, z której jestem wzięty, a ona, jak wiadomo, ciernie i osty rodzi mi jeno. Coś wspominałem ostatnio o konieczności powściągnięcia gadulstwa? To prościej: muszę chodzić do pracy. I spędzam tam sporą część dnia. Coraz, przypominam, krótszego. Żeby przeto wygospodarować czas na jazdę rowerem, wykorzystuję poranki. Ciemność jeszcze wokół panuje, a ja już zakładam kamizelkę odblaskową, włączam lampki rowerowe i… nie ma problemu.

Taki wyjazd wymaga jednak pewnego wysiłku i samozaparcia, a nawet – nie bójmy się tego słowa – bohaterstwa. Zdarzają się wszak ranki, gdy moje poświęcenie wynagrodzone bywa stokrotnie. Jak dziś: widowiskiem zatytułowanym Ta chwila mistyczna przed wschodem słońca.

Rewia kolorów dech w piersi zapierająca. Taka, że nawet najpotężniejsi czarnoksiężnicy wyczarowujący na swych obrazach barwy nieba – nawet Ajwazowski, Monet czy Van Gogh – tutaj wymiękają. Sorry Wienntou, ale trzeba to lojalnie przyznać: wymiękają.

A cały spektakl tylko dla mnie! Bo nikogo innego wśród porannych pól zamglonych nie widać.

I żeby człowiek mógł się chociaż zanurzyć niepodzielnie w kontemplacji! Gdzie tam, jedną z dolegliwości nadchodzącej starości jest to, że natychmiast coś się przypomina, coś kojarzy. Na przykład piosenka, którą oto zaczynam nucić zmarzniętymi wargami. Z tą właśnie melodią (bo są też inne). Z tym konkretnym wykonaniem tłukącym się w głowie. Stachura był świetnym poetą, ale gitarzystą słabym, zaś wokalistą… cóż, użyjmy litościwego eufemizmu: nieszczególnym. Kiedyś mnie to nie raziło, dziś oczywiście przeszkadza. Jeżeli więc mimo wszystko jego wykonanie, nie żadne inne, brzmi w zakamarkach mózgu, to dlatego, iż melodia powoduje dreszczyk metafizyczny. Ze względu na sentyment dla odległych czasów. Niezwykłych czasów.

Budził się człowiek nad ranem gdzieś w pociągu mknącym przez ciemność. Wyłaził ze śpiwora rozłożonego na korytarzu kolejowego wagonu. Obok wstawali przyjaciele. Patrzyliśmy wspólnie w świt rozlewający się za oknami, bez słowa chwytaliśmy gitary i śpiewaliśmy. Wolność, przyjaźń, podniecone czekanie na nowy dzień niosący nadzieję. Na przyszłość kryjącą tyle obietnic. Na rozpoczynającą się dorosłość. Sny podlotków pełne marzeń…

Teraz łatwo szydzić. Ale wtedy tak to wyglądało.

Wolność? Żarty!

Przyjaźń? He he…

Świetlana przyszłość? Nie mogę się powstrzymać, muszę przytoczyć ten żarcik. Z długą brodą (czyli mnie, jako młodemu staruszkowi, pasujący jak ulał), lecz nieodmiennie bawi: Czym różni się optymista od pesymisty? Optymista uważa, iż świat stoi przed nim otworem. Pesymista zasadniczo zgadza się z tym stwierdzeniem. Tyle tylko, że wie dokładnie, o jaki otwór chodzi.

Pesymista? Czemu zaraz pesymista! Realista. Zamiast ulewać goryczy i żółci, po prostu cieszy się z porannej zorzy, nie oczekując niczego ponadto.

I mknę dalej polem-lasem, po raz kolejny niezwyczajnie, jak na malkontenta, spokojny i odprężony. Czy to już powód do obaw? Coś chyba nie gra.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Mal Content i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Notatnik niespiesznego cyklisty czyli…

  1. Teresa Rudolf pisze:

    A moze wszystko gra, a moze tez „cos nie gra”, jak Pan to zauwazyl u Stachury?
    Nie musi wszystko idealnie chyba grac zeby i tak „jakos” ok. bylo…
    A zdjecia i opis poranku sa super…
    I to gra na 100%.
    A wiec gra, czy nie gra..?
    Pozdrawiam
    T.Ru.

    • Mal Content pisze:

      Może i faktycznie wszystko gra. Ostatecznie po to udałem się na emigrację wewnętrzną, aby uzyskać spokój wewnętrzny. No, może przynajmniej równowagę emocjonalną. Zaczynam ją oto osiągać, więc właściwie w rzeczy samej nie ma powodów do obaw. Pozdrawiam!

  2. Lucy pisze:

    Ja tez cały czas emigruję do wewnątrz i ciągle to nienasycenie. Tekst przeczytałam z zapartym tchem, może nie na jednym wydechu ( skłamałabym, ale pochłonęłam na jeden kęs. Ciekawy materiał.Osobiście widzę taki film -głęboki do dna duszy, bo to co w środku ważniejsze niżeli to, co na zewnątrz. Pozdrawiam aurora i życzę Mu weny i samym sukcesów .Ja tez walczę o sponsorów, to wiem, co to znaczy.

    • Mal Content pisze:

      Ja tam wolę głębin duszy nie tykać, bo już powierzchnia jest dostatecznie przerażająca😎.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.