Notatnik niespiesznego cyklisty czyli…

Mal Content

Z dziennika tetryka 13

Wirują, wirują, tysiące szprych w kole fortuny matuli…, a rower dzielnie niesie przez otwartą przestrzeń mnie samego i moje znienawidzone nadmiarowe kilogramy.

Przestrzeń otwarta, wiatr wieje, a ponadto chwycił mróz. Od kilku dni chwyta coraz częściej. Ale ostatecznie Jak jest zima, to musi być zimno. Pani kierowniczko, takie jest odwieczne prawo natury! Czapka i rękawiczki załatwią sprawę. Czapka „bandytka”: piękna nie jest, ale doskonale chroni uszy. Rękawiczki: nie rowerowe, podgumowane, bez palców, tylko włóczkowe pełnopalczaste. Inaczej się nie da, bo mróz naprawdę siarczysty.

Chyba instynktownie kieruję się ku nieodległej wiosce. Kiedyś, zanim – nie bez przyczyny – znielubiłem ludzi i całkowicie straciłem do nich zaufanie, zdarzało mi się prowadzić po tej okolicy wycieczki, bo wieś ma nieszablonową historię. W zamierzchłych czasach nazywała się Płonice (dziś nosi zupełnie inne miano). Płonice, bo wówczas wokół aż gęsto było od wychodni węgla brunatnego, czyli miejsc, w których złoża kopaliny podchodzą do poziomu gruntu. Takie wychodnie od czasu do czasu doznawały samozapłonu. Ogień dniem i nocą, zapach siarki. Bramy piekieł, utrwalone w licznych miejscowych legendach. Potem mieszkańcy osady zaczęli rzecz traktować bardziej prozaicznie. Utylitarnie. Liczne małe kopalnie. I fabryczki ceramiki budowlanej oraz stołowej, wykorzystujące węgiel jako paliwo w piecach do wypału cegieł, kafli, butelek, talerzy, kubków… i na co tam jeszcze był zbyt.

Pokłady węgla są wyczerpane od pięćdziesięciu lat. Ostatni zakład upadł, w wyniku, jak to mówią, transformacji ustrojowej, nieco ponad dwie dwie dekady temu. Wychodnie się nie żarzą. Piece nie płoną. Mróz. Mróz siarczysty.

Nie ogrzeję się w Płonicach, ale przynajmniej trochę nacieszę oczy. Większość domów jest bowiem tutaj ozdobiona różnorodnymi ceramicznymi detalami, zaprawdę wartymi spojrzenia. Na murze starego, gotyckiego kościółka z polnego kamienia pyszni się wypalony z gliny orzeł. Bynajmniej nie piastowski, bo dziewiętnastowieczny.

Przed ruinami zakładu, po obu stronach drogi dojazdowej, stoją bliźniacze budynki, obłożone pięknymi, artystyczno-modernistycznymi kaflami. Domy fabrykantów? Wyższego personelu technicznego? Na każdym z nich ceramiczna, a jakże, rzeźba przedstawiająca… no właśnie. Kogo? Właścicieli? Fundatorów (ta kobieta z modelem domku w rękach, jakby żywcem wyjęta ze średniowiecznej ikonografii!)? Czy to ważne? Wystarczy, że są ładne.

Ale w Płonicach nie tylko kapitalista i pastor zdobił swą siedzibę figurami. Można takowe znaleźć i na zwykłych domach. Choćby ta płaskorzeźba z trzema uroczymi pacholętami: jedno gwiżdże na fleciku, drugie dmucha w rożek, trzecie z zapałem gra na gęśliczkach. Zapytałem kręcącego się na podwórku właściciela, czy mogę uwiecznić dziecięcy tercet ceramiczny. „A kto pan jest? A po co? Z gazety?” Nie okazał się zbyt miły. Właściwie był opryskliwy. Ale rozumiem go, to bratnia dusza: zapewne i on nie bez przyczyny stracił zaufanie do ludzi. Stanęło na tym, że fotkę wolno mi zrobić, ale na użytek prywatny. A że u mnie słowo droższe pieniędzy, musisz Czytelniku niestety obejść się smakiem.

I mknę dalej przez mroźne pustkowia, grzejąc się samozadowoleniem, iż mimo utraconej bezpowrotnie ufności, przynajmniej honor udało mi się ocalić.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Mal Content i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.