Dom (apel o wsparcie)

Publikowałam już na blogu apel o wsparcie dla projektu wydania książki młodo zmarłego poety, Juliusza Gabryela, i o pomoc dla filmu Andrzeja Titkowa o żydowskich mieszkańcach Lublina, dziś następna prośba, tym razem w sprawie książki o opiekunkach. Temat jest bardzo ważny i może ktoś wpadnie na pomysł, jak pomóc autorce. Bo jedyny sposób, jaki ona może tu zastosować, to oczywiście po prostu znowu pojechać do pracy jako opiekunka!

Uwaga: tłumaczenie na niemiecki jest gotowe, potrzebne są pieniądze na druk i rozpowszechnianie.

Łucja Fice

Z zawodu jestem chemiczką. Obecnie na emeryturze. Moją pasją całe życie była literatura. Wiersze pisałam już jako dziewczynka w szkole podstawowej, a w Technikum miałam na koncie dojrzałe teksty. Od roku 1996 należę do literackiego Stowarzyszenia RSTK i w tym samym roku debiutuję na łamach czasopisma literackiego Własnym Głosem. Od tamtej pory „zainfekowana” literackim bakcylem już na poważnie, puszczam się w wir pisania. Co roku uczestniczę w warsztatach literackich, czego efektem są tomiki poezji, nagrody na ogólnopolskich konkursach literackich. W pewnym momencie życia zmuszona zostałam do wyemigrowania z kraju na Wyspy Brytyjskie, gdzie podjęłam pracę jako opiekunka w Care Home w Walii. Po kilkuletnim pobycie na Wyspach podejmuję ryzyko pracy jako opiekunka seniorów w Niemczech. Emigracja i saksy zaowocowały powieściami PRZEZNACZENIE, WYSPA STARCÓW, OPIEKUNKA, DRUGA STRONA GRZECHU, ale najważniejsza jest dla mnie powieść ZA KRYSZTAŁOWYM LUSTREM – wspomnienia opiekunki. Po drodze były promocje, wywiady, publikacje, recenzje w wielu czasopismach (Polityka, Gazeta Wyborcza, Wysokie Obcasy, czasopisma lokalne). Redaktor naczelny czasopisma Akant, prof. Pastuszewski napisał pracę naukową Portret psychiczny emigrantki zarobkowej po roku 2004 na podstawie moich powieści. W 2016 roku zostałam przez MKiDZN nagrodzona odznaką Zasłużony dla Kultury Polskiej.
W powieściach mówię wprost, chcę zachować szczerość. Przedstawiam świat opiekunki jako rzeczywistość i dostrzegam wynikające z tego dramaty. Starałam się przedstawić ten wybrakowany świat trochę inaczej, więc połączyłam go ze snami, ze wszystkim, co dobre w tej pracy, a więc duchowy rozwój, przystanek i zastanowienie się nad sobą samą.
Świat wewnętrzny Gabrysi, głównej bohaterki powieści Za kryształowym lustrem, jest bardzo bogaty, jest w nim poza realistycznym opisem ciąńkiej pracy, również drugi wątek, metafizyczny, filozoficzny,. Rozmyślania Gabrysi dotyczą sensu egzystencji, co chyba czyni książkę ciekawszą.
Jestem pewna, że powieść warta jest wydania w Niemczech, o co zabiegam. Otrzymałam już zgodę wraz z umową od Redakcji FRANKFURTER VERLAGSGRUPPE GmbH na jej niemieckie wydanie. Jednak koszty edycji książki (7000 lub 12000 euro) nie pozwolą mi na jej wydanie bez finansowego wsparcia. Jestem przekonana, że powieść zdobyłaby uznanie czytelników na księgarskim rynku w Niemczech i krajach niemieckojęzycznych, pozwoliłaby na przybliżenie tematu niemieckim czytelnikom. Powieść ma zwrócić uwagę niemieckiego czytelnika na to, co ważne jest w życiu, na aspekty moralne jego decyzji, gdy decyduje się wynająć opiekunkę z Polski do opieki nas  niepełnosprawnym członkiem rodziny.
W takiej sytuacji zmuszona jestem do szukania innych źródeł finansowania. Proszę tych, którzy zechcieli by mnie wesprzeć w tym projekcie i pomóc, by ta empatyczna powieść mogła się w Niemczech ukazać. Sponsorów na pewno zareklamuję nie tylko w książce, ale również we wszelkich wywiadach czy spotkaniach.
Wierzę w ludzi i ich pomoc w pokonaniu barier, jakimi są pieniądze, bo przecież Unia Europejska jest naszym wspólny DOMEM.

Fragment powieści:

Miedziane słońce wpadało do pokoju przez wszystkie okna. Stałam chwilę przy otwartym oknie, jak zamurowana, sztywna, z uczuciem jakiejś bolesnej rozkoszy. Miło było położyć się do wygodnego łóżka. Nagle zerwałam się. Wydawało mi się, że podopieczny mnie wołał przez aparat babyfon. Włożyłam szlafrok i zeszłam do pacjenta.

Otworzyłam kluczem główne drzwi, weszłam do pokoju chorego, ale nic nie słyszałam oprócz ciszy. Heinz smacznie spał. Chciałam wracać, ale moją uwagę przyciągnęło światło z kuchni. Strugi perłowego światła, które wyglądało jak koraliki zawieszone na niewidocznych sznurkach. Przesunęłam ręką po oczach, czy aby nie śpię. Nie! Byłam zupełnie świadoma. Po przetarciu oczu zauważyłam, że kuchnia tętni życiem.

– Gdzie jest Helga?
– Helga śpi.

Nie wiedziałam, od której osoby pochodził głos. To była odpowiedź, którą najprawdopodobniej słyszałam tylko w mojej głowie, kiedy zaczęłam tę sytuację analizować. I wtedy, właśnie wtedy zauważyłam na dwóch stołach rozciągających się na całej długości kuchni zielony, żywy dywan sadzonek. W tym momencie mnogość obcych mi ludzi w kuchni zafascynowała mnie po raz drugi.

– Kim oni są, co tu robią?

Nagle ze świecą w ręku podeszła Irena. Wtedy pomyślałam, że śpię, ale wcale nie mam zamiaru się obudzić.

– Nie śpisz! – Irena uśmiechała się i podała mi dużą świecę, która płonęła jakoś inaczej. To światło nie przypominało blasku świecy czy refl eksu lampy. Nie miało złocistych odcieni. Było przezroczyste, ale migotało i błyszczało.
– Co ja tu robię? Irciu! Ty nie żyjesz! Irciu! To tylko sen!
– „Mój świat jest tak blisko ciebie, jak twoja koszula przy ciele”. Nagle obraz znikł, a ja znalazłam się w kuchni, którą opuściłam wieczorem.

Znowu sen na jawie – pomyślałam i zamknęłam drzwi na klucz.
Mignęło jeszcze wspomnienie snu i wyszłam na zewnątrz. W pełnym milczeniu nocy posuwałam się w wilgotnej ciemni schodów. Spojrzałam na niebo, na którym (tak mi się zdawało) zabłysła i zaraz zgasła gwiazda.
Chociaż żadnej gwiazdy nie było, to zapamiętałam ją sobie i jakbym ścisnęła ją w dłoni, żeby zrobić miejsce w umyśle dla czegoś, co mogłoby się wydarzyć. Doszłam do metalowych schodów, które prowadziły do mieszkania Klaudii i Martina, gdzie na drugim piętrze był mój pokój. Przeszłam przez duże oszklone drzwi i byłam w pierwszym pomieszczeniu. Spojrzałam jeszcze na szklaną, oświetloną szkatułę, w której znajdowała się rzeźba rumaka i… nagle coś mi się przestało zgadzać.

– Przecież jestem na jawie, jestem tego świadoma.
Wtedy dźgnął mnie strach. Wytężyłam słuch i próbowałam oswoić się z myślą, że słyszę czyjeś głosy. Kiedy próbowałam okiełznać lęk i już myślałam, że jestem nadzwyczaj spokojna, strach powrócił rykoszetem.

Na sofie siedziały dwie młode kobiety, których nigdy nie widziałam. Obie na dużych tamborkach wyszywały kolorowe makaty i rozmawiały.
Na podłodze leżały trzy dywaniki. Były magicznie kolorowe.
Wiedziałam, że są już gotowe. Kobiety nie zwróciły na mnie uwagi, jakbym była przeźroczysta.

– Boże! Co tu się dzieje? To sen! To sen! To tylko sen! Chcę się obudzić! Chcę się obudzić! Chcę się obudzić!
Stałam przy oknie z przyklejonym do szyby nosem, w niemym osłupieniu.
Dotarło do mojej świadomości, że nie obudziłam się w łóżku.
Od kiedy tak stałam? A może jeszcze się nie obudziłam? Moje ruchy zdawały się być osowiałe jak po męczącym dniu. Spoglądałam milcząco na poranny ogród, na te rozlewające się słoneczne plamy. Zdawałam sobie sprawę z własnej obecności TU I TERAZ, choć już nie miałam stuprocentowej pewności. Ten sen był tak fascynujący, że chciałabym jeszcze raz do niego powrócić. Czułam w nim „coś” nie z tego świata, a teraz to „coś” odchodziło, jakbym straciła świadomość własnych myśli, choć moja percepcja była trzeźwa. Trudno mi było wrócić do rzeczywistości, bo w dalszym ciągu czułam, się tak, jakbym znalazła się na przecięciu światów, jak przed zaśnięciem, kiedy wchodzę w stan marzeń. Te wszystkie obrazy, które przepływały przez mój umysł, myśli i głos Ireny podczas tego snu, odbierałam przecież bardzo realnie. Zawsze uwielbiałam spokojną tonację jej głosu, który działał na mnie jak dźwiękowe valium.
A może wcale mnie tu nie ma, może to tylko odbicie mnie samej w szybie, w KRYSZTAŁOWYM LUSTRZE, odbicie mnie w sobie? – pomyślałam. Może potrzebowałam tego snu, by móc zrozumieć coś innego? Muszę go zinterpretować z innej strony. Może jestem w stanie sama zmieniać swoje życie? Może coś wyłapuje moje myśli, które są z tym„czymś” w rezonansie?! Może te sny to jakaś siła przyciągania, o której nie mam pojęcia i mogłabym wszystko do siebie przyciągnąć, o czym tylko pomarzę? Może są połączeniem pomiędzy moimi marzeniami, lękami, a fi zyczną rzeczywistością? Chyba tak! To moje myśli sprowadzają mnie na saksy. Miałam wówczas zbyt dużo mentalnego chaosu w głowie, bym mogła dostrzec spokój.

Ile razy już tak bywało? Czy inni też mają takie stany ducha, jakby byli pogrążeni w półśnie, we mgle? Co u diaska się ze mną dzieje?
Poczułam, jakby granica między snem a jawą zupełnie się zacierała, zaczęłam wątpić, czy w ogóle żyję. Tak bywało w dzieciństwie, a teraz znów wszystko powraca. Z kim mogę o tym porozmawiać? Z kim się tym podzielić? Nie chcę więcej śnić!
To co? Mam się nie kłaść spać? – prowadziłam w myślach dialog ze sobą, jakby były mnie dwie. Przecież te sny to nie sploty luźno poukładanych zdarzeń, to logiczne, sensowne obrazy. Jeszcze raz zdałam sobie sprawę, że byłam z czymś w rezonansie. No właśnie, z czym? Może to był jakiś bank Wszechświata i stamtąd, jak z komputera dostałam tę wiadomość. Przecież prośby o sen z Ireną się spełniły, a w moim mózgu jest rodzaj kryształowego lustra, przez które przepływa jakaś nieznana energia zawierająca informacje. Może miałam w tym śnie dostęp do jakiejś hiperkomunikacji?

Po przeanalizowaniu snu, centymetr po centymetrze, odkryłam:
Zielone sadzonki – wzrastanie we mnie mądrości o mnie samej.
Światło zapalonych świec – wewnętrzny blask, o którym mówił nie tylko Jezus, ale inni prorocy. To przekaz, który ma mnie wprowadzić na następny etap rozwoju, żebym przestała pytać, KIM JESTEM, a zaczęła pytać, KIM lub CZYM mogę się stać. Nastąpiło skojarzenie ze słowami matki ze starego snu: „Dostrzeżesz kim jesteś. Rezultaty już istnieją”. Czyżby życie przynosiło to, co zostało zamówione? Może to przekaz, że muszę zaakceptować, iż jestem procesem, a nie tylko osobą, istotą. Haft owane ręcznie artystyczne dywaniki – to ten fundament pod zrozumienie, to tkanie mądrości, przecież widziałam wzory, które mój umysł rozpoznawał, które oparte na wiedzy i doświadczeniu mogą mi się przydać, tylko muszę z nich skorzystać.

A może ten sen był odpowiedzią na moje wielkie współczucie, na moją pozytywną emocję, jaką obdarzyłam Heinza, uczucie, z którego zdałam sobie sprawę, że płynęło głęboko z mojego serca. Boże! Teraz rozumiem, dlaczego tak rzadko miewam tak piękne sny. No tak! Następna PRAWDA – bo tak rzadko jestem prawdziwie dobra. Nie jestem doskonała. To we mnie tkwi DOBRO I ZŁO. BIAŁE I CZARNE.

Jestem dualna. Choć o tym wiedziałam, jakby od zawsze, dając innym rady, to dopiero TERAZ sama to poczułam. To Irena, moja przyjaciółka, pomogła mi uświadomić sobie, KIM JESTEM. Odeszła, bo bała się, a świat zrobił za nią resztę, zarażając nieuleczalną bakterią.
Zrozumiałam i urodziły się nowe pytania: jak być tylko dobrą?
Czy jest taki świat, nad którym sprawuję władzę? Jak pozbyć się złych myśli, emocji? To są najważniejsze dla mnie, jako dla człowieka w dzisiejszych czasach, pytania.

Przy śniadaniu opowiedziłam sen.
– Gabi! To są wspaniale symbole, spróbuj je rozszyfrować. Może w tych snach widzisz przyszłość?
Nie powiedziałam, że już to zrobiłam.
Zawsze widziałam przyszłość, od dziecka, ale problem w tym, że widziałam ją we fragmentach, jak w okruchu rozbitego lustra. Ilona nie miała racji, mówiąc, że przyszłość jest już zapisana.

***

Dni mijały w spokoju, umilane relaksującą muzyką sączącą się od samego rana z radia lub z płyt CD. Dom pachniał miłością, dobrą kuchnią i kwiatami. Po pięciu latach na saksach zostałam obdarzona szacunkiem i szczerą miłością obcych mi ludzi. Już nie czułam się jak wierny pies, który nie może opuszczać swojego pana, lub pokutująca dusza, która czeka na powrót do DOMU. Wracam do DOMU, w którym czas ma inne znaczenie, jest bardziej realny, nieodbarwiony. Mój DOM w Polsce to świat, z którego pochodzę, ale jestem szczęśliwa, że byłam w domu, w którym zrozumiałam swoje sny. Tam, w cieniu drzew w ogrodzie znalazłam spokój, jakbym urodziła się na nowo. Po szczegółowym rozważeniu planu naprawy siebie samej, zrozumiałam, że droga, którą podążałam, była nie tylko celem dla zdobycia pieniędzy, bo pracując z chorymi i umierającymi, stawiałam siebie na ich miejscu i zrozumiałam, czym jest życie. Wszystko, co mi się przydarzyło, widzę teraz jako doświadczenie. Wszystko, co musiało się wydarzyć, abym mogła uregulować rachunek sumienia. Kocham cię życie ponad życie.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Lucja (Łucja) Fice i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Dom (apel o wsparcie)

  1. ewamaria2013 pisze:

    Pierwsza propozycja, nadesłana przez moją przyjaciółkę z USA: opublikować jako własną książkę, elektroniczną i drukowaną, na amazonie:
    https://kdp.amazon.com/en_US/help/topic/G200635650

  2. tibor pisze:

    wiem niewiele, ale doswiadczenia autorki, potwierdzam;

  3. tibor pisze:

    p.s.
    troche potrafie,jak wielu innych, ale to nie uratuje skazanego na zaglade swiata;

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.