Nasz człowiek w Australii (nawet kilku): Góra Kościuszki

Lech Milewski

Artur Rubinstein w swojej książce My many years wspomina, jak podczas pobytu w stolicy Australii, Canberze (rok 1937), zauważył plakat zachęcający do wycieczek w okolicach Góry Kościuszki. Wieczorem tego samego dnia był na przyjęciu u gubernatora Australii i opowiedział o swoim miłym zaskoczeniu.
Gubernator wybuchnął śmiechem – więc i pan dał się na to nabrać!
– No co nabrać?
– Na te mylące aborygeńskie nazwy.
– Ależ proszę pana, tutaj nie może być wątpliwości. Kościuszko, to może być tylko polskie nazwisko.
– Ha, ha, ha. Wszyscy tak mówią. Nie ma pan pojęcia, jakie podstępne są te aborygeńskie języki.

Trzeba oddać gubernatorowi sprawiedliwość, że następnego dnia, po koncercie, pospieszył do garderoby artysty.
– Miał pan rację. Tę górę nazwał tak jakiś polski podróżnik a ja znowu zrobiłem z siebie durnia.

Uwaga: powyższy tekst to nie jest cytat tylko moje wspomnienie czytanej dawno temu książki.

Jakiś polski podróżnik…

st

Paweł Edmund Strzelecki urodził się w 1797 roku w Głuszynie – zabór pruski – obecnie dzielnica Poznania. Uczęszczał prawdopodobnie do szkoły Pijarów, a następnie kształcił się w akademii rolniczej.
Przez dwa lata pracował jako nauczyciel w majątku Adama Turno, a gdy otrzymał swoją część spadku po rodzicach, wyruszył w podróż do Austrii i Włoch. Tam spotkał księcia Franciszka Sapiehę, na którym zrobił tak dobre wrażenie, że ten zatrudnił go jako zarzadcę swojego majątku na Ukrainie, w okolicach Mohylewa.

Franciszek Sapieha zmarł w 1829 roku i zapisał Strzeleckiemu bardzo duży spadek. Wkrótce potem Strzelecki opuścił Polskę.
Jakiś czas przebywał w Paryżu, gdzie studiował geologię, a następnie, w listopadzie 1831 roku, przybył do Anglii. Prawdopodobnie legitymował się paszportem pruskim jako Edmund von Strzelecki.
W Londynie nawiązał kontakty w wyższych sferach.

W 1834 roku wyruszył w podróż dookoła świata. Najpierw odwiedził Kanadę, gdzie prowadził badania geologiczne i odkrył pokłady żelaza i miedzi. Następnie powędrował na południe, do Brazylii, a stamtąd do Urugwaju, Argentyny, Chile i wreszcie, po odwiedzeniu wielu wysp Pacyfiku, w kwietniu 1839 roku dotarł do Sydney.
Został przyjęty przez George’a Gippsa, gubernatora kolonii Nowa Południowa Walia (Australia jako państwo jeszcze nie istniała), który zachęcał go prowadzenia badań geologicznych i obiecał uczestniczyć w kosztach wypraw badawczych.
Podczas pierwszej wyprawy, na zachód od Sydney, odkrył ślady złota. W listach do przyjaciół pisał, że na prośbę gubernatora nie podał tego faktu do wiadomości publicznej gdyż gubernator obawiał się napływu awanturników z całego świata.

Następna, dłuższa wyprawa, wiodła w kierunku południowo zachodnim. W marcu 1840 roku dotarł do masywu gór i zidentyfikował najwyższą z nich.

Mt Kosciuszko

Najwyższą z nich?

Może pomocny będzie wpis z dziennika podróży:

Szczyt… uderzył mnie swoim podobieństwem do kopca, który mieszkańcy Krakowa usypali na grobie patrioty Kościuszki, więc chociaż w obcym kraju, na obcej ziemi, ale wśród ludzi wolnych i miłujących wolność, nie mogłem się powstrzymać, aby jej nie nadać nazwy Mount Kosciuszko.

Góra podobna do kopca. No to chyba musi być ta najniższa…

Mt Kosciuszko

Może to zbliżenie rozwieje wątpliwości.

Mt Kosciuszko

Po zejściu z gór wyprawa kontynuowała wędrówkę dalej, na południowy wschód i dotarła do pagórkowatych i żyznych terenów, którym Strzelecki, na cześć gubernatora Gippsa, nadał nazwę Gippsland – KLIK.
Przeprawa przez Gippsland okazała się niespodziewanie trudna. Niezwykle gęsty busz i nieustanny deszcz utrudniały podróż i uniemożliwiały rozpalenie ognia. Z pomocą przyszli miejscowi Aborygeni, którzy nauczyli podróżników jeść surowe mięso koali.
W połowie maja Strzelecki dotarł do Melbourne, gdzie opublikował opis i mapę Gippslandu, co zachęciło wiele osób do przeniesienia się w tamte strony.

Następny etap to Tasmania. Strzelecki został bardzo dobrze przyjęty przez gubernatora – Johna Franklina – lepiej znanego jako badacz polarny – KLIK. Franklin zlecił mu badania geologiczne i analizę pracy istniejących kopalń węgla. Strzelecki spędził na Tasmanii ponad dwa lata.

Do Londynu wrócił w październiku 1843 roku. Ulokował swoje oszczędności w państwowej kasie, co mu zapewniło 400 funtów rocznego dochodu.
Następne dwa lata spędził na opracowywaniu i publikacji wyników swoich badań, za co otrzymał złoty medal Królewskiego Towarzystwa Geograficznego.
W listopadzie 1845 roku otrzymał obywatelstwo brytyjskie.

W latach 1845-51 Irlandię nawiedziła klęska głodu – KLIK. Paweł Edmund Strzelecki zgłosił się do pracy w Brytyjskim Towarzystwie Pomocy, które wysłało go do Irlandii. Wkrótce mianowano go kierownikiem generalnej agencji Towarzystwa w Dublinie.
Pracę w Dublinie zakończył w 1848 roku i został za nią odznaczony orderem Łaźni (Order of the Bath). Został również powołany przez izbę lordów jako rzeczoznawca w sprawach Irlandii.
Za swoją dwuletnią działalność w Irlandii nie przyjął żadnego wynagrodzenia.

Nie zerwał kontaktów z Australią. Współpracował z Australian Agricultural Company. Opracował dla niej plany irygacji. W marcu 1853 roku został wybrany prezesem filii tej kompanii (stanowisko płatne).
Również w roku 1853 otrzymał tytuł honorowego członka Royal Geographical Society.

W czerwcu 1856 roku, w końcowej fazie Wojny Krymskiej, Strzelecki został wysłany na statku na Morze Czarne, prawdopodobnie z tajną misją zleconą przez premiera Wielkiej Brytanii, lorda Palmerstona, który był z nim zaprzyjaźniony.

W czerwcu 1869 roku otrzymał z rąk królowej Wiktorii tytuł szlachecki (Sir) oraz order św Michała i św Jerzego – KLIK.
Zmarł 6 października 1873 roku. W testamencie zastrzegł, aby na jego grobie nie stawiać żadnego pomnika ani kamienia nagrobkowego. Ostatecznie postawiono tam płytę z napisem „Paul Edmund de Strzelecki died October 6th 1873„.
W 1997 roku metalową trumnę ze zwłokami Strzeleckiego ekshumowano i przeniesiono na Wzgórze św Wojciecha w Poznaniu – KLIK.

Dwa lata temu odsłonięto w Dublinie tablicę upamiętniającą działalność Pawła Edmunda Strzeleckiego w Irlandii.

P.E. Strzelecki

Góra Kościuszki.

Jaka jest, pokazują opublikowane zdjęcia. Wysokość 2,228 m. Bardzo łatwe dojście. Schody zaczynają się dopiero po zejściu.

Wikipedia – KLIK – wspomina, że podczas określania wysokości góry popełniono pomyłkę, wyższa okazała się sąsiednia góra o nazwie Mt Townsend. Chcąc uhonorować intencje Strzeleckiego – nazwanie najwyższej góry Australii Górą Kościuszki – w 1892 roku nazwy gór zamieniono.
Nie wspomina się tylko, kto popełnił tę pomyłkę.
Chyba nie Paweł Edmund Strzelecki, gdyż szczyt góry Mt Townsend nie przypomina Kopca Kościuszki. Pomyłkę popełnili chyba australiscy geodeci w 1870 roku.

Kolejna sprawa to nazwa góry. Paweł Edmund Strzelecki nazwał ją Mt Kosciuszko. Prawdopodobnie wspomniani powyżej geodeci, mając trudności z przeliterowaniem nazwy, zmienili ją na Mt Kosciusko. Organizacje polonijne w Australii doprowadziły w 1997 roku do przywrócenia poprzedniej nazwy.
Praktycznie nie ma to wielkiego znaczenia, gdyż Australijczycy wymawiają tę nazwę Koziasko. A nazwisko odkrywcy – Strezleki.
Ledwie poprawiono nazwę, a już zaczęła się kolejna afera.
Burmistrz położonej niedaleko Mt Kosciuszko miejscowości Tumbarumba – KLIK – zakwestionował europejską nazwę góry i zaproponował, aby nadać jej aborygeńską nazwę.
Inicjatywa zyskała poparcie politycznie poprawnych aktywistów. Lokalni Aborygeni niezbyt interesowali się tą sprawą, gdyż w ich tradycji góra ta nie miała żadnego znaczenia i nigdy nie została przez nich nazwana.
Po kilku latach i protestach organizacji polonijnych i ambasady polskiej sprawa ucichła.
Na marginesie muszę stwierdzić, że nazwa Tumbarumba wyjątkowo mi się podoba.

Górę Kościuszki odwiedziłem dwa razy.
W roku 1984, niecały rok po przybyciu do Australii, podczas pierwszego urlopu.
Dojechaliśmy samochodem do Charlotte Pass, a stamtąd czekało nas około sześciu kilometrów spaceru do podnóża „kopca”. Szeroka, kamienista droga, po której krążą samochody służb parku narodowego. Samo wejście na kopiec również szeroką drogą…

Kopiec Kosciuszki

… która dopiero pod samym wierzchołkiem zamienia się w ścieżkę.

Za drugim razem, w 2013 roku, wybrałem ciekawszą trasę. Wyciągiem narciarskim z Thredbo a następnie 6,5 kilometra ścieżką prowadzącą przez malowniczy płaskowyż.

Thredbo

Droga

Droga

To była połowa lutego, lato w pełni, ale pogoda na szczycie jak w Himalajach.

Kontrowersje na temat Strzeleckiego.

Są liczne.
Pierwsza z nich to zapis Franciszka Sapiehy i interwencja syna księcia.
Druga – romans z Adyną Turno, córką Adama Turno. Sprawę rozdmuchała w Polsce Narcyza Żmichowska – KLIK, zarzucając Strzeleckiemu niedobre intencje. Nieco łagodniej oceniał to ojciec Adyny: „…niewdzięcznik Strzelecki (…) dałem co mogłem, na koniec piękny zegarek, a ten łaydak mą córkę bałamucił, wyjechał przecież. Życzę mu wszystkiego dobrego tylko nie powrotu do nas„.
Strzelecki i Adyna Turno korespondowali regularnie przez dziesiątki lat. Tuż po odkyciu Mt Kosciuszko Strzelecki opisał jej to wydarzenie w liście i załączył stokrotkę zerwaną w okolicach szczytu. Spotkali się jeszcze dwa razy, ale doszli do wniosku, że ich drogi życiowe prowadzą w innych kierunkach (Źródła 4).
Trzecia – kiedyś spotkałem Australijkę, która spojrzała na mnie ze smutkiem – przykro mi, ale ja czytałam tyle złych rzeczy o Strzeleckim. Te złe rzeczy to: bezprawne używanie tytułu hrabiowskiego (Count), brak formalnych kwalifikacji geologicznych i geodezyjnych, tupet, przywłaszczanie osiągnięć innych osób. Źródłem informacji była książka Australijki, Helen Heney – In a dark glass. Okolicznościowy artykuł Helen Heney – źródła 5.
Czwarta – testament, w którym zapisał prawie cały majątek swemu zarządcy finansowemu. Żyjący w Polsce brat, Piotr, zakwestionował ten zapis i uzyskał pewien sukces – KLIK.

Trwałe ślady pobytu Pawła Edmunda Strzeleckiego w Australii.

Są nimi nazwy pasma gór w Gippsland – Strzelecki Ranges – i nazwa pustyni Strzelecki Desert. Widocznym śladem jest pomnik Strzeleckiego w miejscowości Jindabyne, u stóp Mt Kosciuszko.

Strzelecki

Dotykalnym, a raczej napijalnym, śladem jest piwo…

PiwoPiwo

Smacznego!

Źródła:
1. Wikipedia – hasła Strzelecki, Mt Kościuszko.
2. Strona działającej w Australii polskiej organizacji Kościuszko Inc – KLIK 
3. Strona Bumerang Polski – wpis okolicznościowy – KLIK
4. Strona Puls Polonii – who was Adyna Turno – KLIK
5. Helen Heney – Australian Dictionary of Biography – KLIK
6. Australian Geographic – artykuł okolicznościowy – KLIK

Reklamy
Opublikowano Lech Milewski | Otagowano , , | Dodaj komentarz

O dobroci z obowiązku

Anna Dobrzyńska

Jak łatwo być dobrym na niby,

W swych progach drugiego ugościć,

Pokazać mu swoje dobytki,

Pokazać mu swoje radości,

Jak łatwo być dobrym na niby,

Okazać współczucie i troskę,

Ciekawość dla czyichś problemów,

Ciekawość dla czyjejś słabości,

Jak łatwo być dobrym na niby,

Zrozumieć kogoś, wysłuchać,

Zaprosić na kawę, na obiad,

W radości się bawić, wygłupiać,

Jak łatwo być dobrym na niby,

Pokazać się komuś gorszemu,

Lepszym, mądrzejszym, szczęśliwszym,

Że więcej należy się jemu,

Jak łatwo być dobrym na niby,

I widzieć w oczach drugiego,

Tę radość, wdzięczność, nadzieję,

Że szczęście też przyszło do niego,

Jak łatwo być dobrym na niby,

Dla czasu zabicia, ot, tak w wolnej chwili,

Byle nie płacić nic a nic,

Byle się nic nie wysilić,

Tak łatwo być dobrym na niby,

Uważać jednakże należy,

Na podłość, niewdzięczność Darbiorcy,

Co jeszcze w coś więcej uwierzy,

Bo w końcu zaczyna traktować,

Darczyńcę swego i pana,

Jak lubianego człowieka,

Ufnego kolegę, kompana,

Bo w końcu, w ufności swej zwykłej,

Darczyńcę zaczyna traktować,

Normalnie, po prostu, po ludzku,

Zaczyna go chcieć, potrzebować,

I wtedy należy być czujnym,

Bo kiedy ta biedna istota,

Uwierzy w przyjaźń, broń Boże,

Darczyńca się nie wymota,

Więc kiedy nadejdzie kres w końcu,

I czas na dobro przeminie,

Co w planie dnia umieszczony,

Codziennie o jednej godzinie,

I kiedy Dobrodziej odhaczyć,

Już może dobroci spełnienie,

Ptaszkiem, krzyżykiem, czy kółkiem,

Ołówkiem, czy piórem skreślenie,

I kiedy ta biedna osoba,

ta biedna i smutna i nudna,

Doprawdy, zrozumieć nie może,

Że sprawa się robi paskudna,

I zamiast z wdzięczności w pokorze,

Odejść, po cichu, w półmroku,

Zniknąć jak Pan Bóg przykazał,

Wciąż jest i się kręci gdzieś z boku,

I gada coś o przyjaźni,

I … z Dobroczyńcą – rozmawia!!!

No skandal! jak może?!, doprawdy?

„Dobroć dostała – niech spada”!

A jeśli wciąż pojąć nie może,

Że wszystko to było na niby,

No…., z obowiązku, …dobroci,

…Z rozrywki Darczyńcy – ciiii,

… a nawet gdyby!

Jeśli tak durna jest, nic nie rozumie,

I wciąż się naprzykrza,

Wyłącz telefon, wykasuj maila, zapomnij,

I dalej – czyń dobro.

To wartość najwyższa.

Opublikowano Anna Dobrzyńska | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Awesome texts coming to you as a blogmaster

Ewa Maria Slaska

Scraps

I do not understand, what’s that. I do not know, why anybody sends me information like that. They are filtered by aksimet which is a system protecting blogs from spam by wordpress. Akismet tells me always how many of those spams I get from the beginning of my era by wordpress. Now, after almost five years here, they are about hundred thousands  Akismet works very good, so usually if the system says it is a spam, it is a spam. Mostly porn, muscle building or some other deals or adverts, some in Russian or Chinese… But then, sometimes there come some sentences, which make sense… Messages. Not for me, but anyway… Scraps but they seem to belong together. I am curios what they try to say us. So one day exactly on 28th of August 2017 I decide I gather them to see the sense being hidden behind… Do not ask me why? Just so!

There are some errors but I let them be. Maybe they have sense. Some doubled vocals, let say… Is a bbed more a bed than a bed?

Leroy Sane looks like he has the beating of Bryan Oviedo every time he takes him on.

You underѕtand wһat Pastor Johansson informed us on Sunday is that God reallу likes worship. Daddy added.

Evеryone laughed making an attempt to think about what sort if party Мarry and Joseph gavve for Jesus when He wwas ѕix. Larry wondered. I guess hhe appreciated the same type of toys we like.

WE WILL? Theyy each ѕhouted and they ran tto thе bedd room bickering about who will get to go first.

You impⅼy like once we sing rеward songs іn Church?? Larry aѕkeԁ and daddy nodded. Pгoperly I couⅼd make up a worship song. So Larry junped to his toes and started to makе up а song to a reawlly unhеalthy tune. Jesus is so cоol.
Its ffun beong with God. Hes the funnest Godd anybody might have! Larry sang very badly so Lee had put his hands over hіis ears.

Effectivеly boys, Mommy finally entioned after thеyd prdovide you with numerous silly concepts of what God did for enjoyable? What God really likes is when indioviduals love оne another and deal with each other like we ddo in ouг famiⅼy?
Tһat made sense to Lee аnd Larry so Lee hugged Mоmmy and Lartry huggged daddy tto
just make God happy.

ᒪIKE WHAT DADDY, TELL US, TELL US. Both boys jumped up and down wanting to know find out how tߋ make God happy.

Мy flip, my turn? Larry mdntioned eagerly wiggⅼing to get a chance too talk? Ӏ beⅼieve one of the best thing abbout God is that hee can beat up the satan aas a result of the satan is scary and mean and ugly and bad and Godd can beat hhim up so thе deviil can’t damage us like he did these demon crammed folks in Jesus day.

Effectively, I am stuned you all left tthe very additional bedt onne for me? Daddy stateⅾ with a teasing smile? It’s that hе sent Jesus to diie fߋor us and give us life ceaselessⅼy and ever and that due to that we are going to be a family in heavеn for millions of years. That’s fairly good isnt іt?

This is such a еnjoyable game and we had a pеrfect birthday Daddy?
Larry added. Can wwe play? What’s the best thing about God? tomorrow too? he begged hіs Ꮇommy.

The writing person uses tu use the name linux. Not every time, but still… Anyway it was funny as it was the birthday story, now it is slowly changing in an usual wordswordswords of all the sects in the world, pity!

Propeгly like Mommy mentioned, after we love each otһer and love the world that Jesus died for, that’s a kind of worship.
Once we take into consideration God and listen to thee sermon or in Sunday Schoߋl, thаt’s a approach of worshipping because we are learning how gгeat God is and He likes that. Or once we sit around and tell one another what the best things about God are.

It is 16th of October. After about six weeks the story started again:

You understand hoᴡ much you like hearing folks say how sensible or cute you boys are?
Effectively God likes after we talk together about how nice he is. Daddcy answered.

You undеrstand what Pastor Johansson instructed us on Sunday is that Good actually likes worship. Daddy added.

I doo know!? mentioned Larry?I guess hee likes angels as a result of he has them round alll of the time. Maybe he and the angeⅼs play family video games likе we do sometimes. Perhaps they plzy Мonopoly?

This made Мommy snigger really hard.

Daddy wins!? The twins declared.

І bet he is PERFECT at it!? Laughed Larry.

Everуbody laughed attempting to think about what kind of celebration Mary and Joseph gave for Jeѕus when He was ѕix. Larry wondered? I bett he favored the ѕame sort of toys we likе.

After some days this sentence comes again: I bett he is PERFЕCT at it!? lаughed Larry. But the error is different! It means somebody is putting it per hand, always new.

I have the feeling till now it was a story about one boy, Larry, becoming actually six. In December, like Jesus. Since now, they are two boys, Larry and Lane. In a curse of story they will become twins.

Prоperly boys? Mommy finally stated after that theyy had ⅽome up with a lot of foolish ideas of what God did for enjoyable? What God actually likes is when people love one another and carе for each othеr ⅼike we do in our family? That made sense
to Lee and Larry so Leee hugged Mommy and Larry hugged daddy to just make God happy.

Well lime Mommy mentioned, once we love each other and love the worl that Jesis died for, that?s a kind of woгship. After wee think about God and listfen tto the ѕermon or in Sunday Faculty, that?s ɑ means of worshiρping asѕ a result of we are learning how nice God is aand He likes that. Or once wе sitt around and tell each other what the best issues about God are. You know hоw much you want hearing folks say howw sensible or cute you boys are? Properly God likes once we discus together about how great һe is.?

Daddy answered.

Yes, after some days it comes the second time.

Well lime Mommy mentiⲟneԀ, once we love each other and love the world that Jesis died for, that?s a kind of woгship. After wee think about God and listfen tto the ѕermon or in Sunday Faculty, that?s ɑ means of worshiρping asѕ a result of we are learning how nice God is aand He likes that. Or once wе sitt around and tell each other what the best issues about God are. You know hоw much yoᥙ want hearing folks say howw sensible or cute you boys are? Properly God likes once we discus together about hoѡ great һe is.?

Daddy answered.

And then the third time. Even the errors are the same. Seemingly the story does not go further. But a few days later, it is going…

ᏔE WILL.? They both shouted they usually ran to the bedroom bickering aЬout whoo gets to ggo fiгst. (it came the second day some days later with other errors: WE WILL.? They each shouted they usually ran to the bedroom bickering about who will get to go first. It means, they do not copy&paste it, they write it again and agin.)

Lee and Larry loved their sizth birthday party.
Regardless hаt they were twins, Mоmmy and Ɗaddxy at all times made posіtive they each had a particular time. And with tһeir birthdays coming inn December, Mommy and Daddy
also always ade ppositive their birthdays һad been special though Christmas
was right around the corner. The party was so enjoүаble with a clown and cake and songs
and fantastic рresents from their pals ɑnd grandparents and uncle and ɑunts.
It glided bby soo fast however earlier than they knew it, everybody had ɡone hoᥙse
and it wass time too clean up and prepare for bed.

Yes! Now! I have a proof, they are writing it new again and again. You see? There is in a text upon „Regardless” and „friends” against „Despite” and „friends” beneath.

Lee and Larrʏ beloved their sixtһ birthday partʏ.
Despite thhe faсt that they had been twins, Mommү and Daddy always made sure theyy
every had ɑ particular time. And with tһеir birthdays coming
iіn December, Mommү and Daddy additionally always
made certain their birthdays һad Ƅeen special regardlеrss that Christmas
was riցht around the cοrner. The occasion was so enjoyable witһ
a cclown and cake and songs and fantastic presents fr᧐m their frikends and grаndparentѕ and unclе and aunts.

It went by so ԛuick but before they knew it, everyƄoԀy һad gone home and
it was time to ᴡash up and get ready for bed.

Daddy wins!? The twins declared.

І bet he is PERFECT at it!? Laughed Larry.

More or less it is a story about Mom, Dad and two boys. Primarily I thought one of them is getting 6 and has birthday. But they are twins. There was a birthday party with a lot of plays and gifts. A very happy family. And all the time this happy family speaks about God, trying to make him also your friend. Actually a nice story, the question is only: who is making it coming to us on such a complicated way? And what for? It means, what is a profit he makes with sending his messages to us? Doe’s he hope I start to belive God after reading it? Almost for sure – not! He can not be such an idiot. It means he is paid for what he is doing. A sort of troll? Yeah! But that is again: why this story? I do not ask those questions by adverts of any sort, but God as a friend and not trying to press me to buy anything, is no businnes at all. So it is for faith. 

You see what I mean? My questions are spinnig like a merry go round. But in a way it is a Nativity, a history of God being born six years erlier and now making his birthday party?

Lee and Larrʏ beloved their sixtһ birthday partʏ.
Despite thhe faсt that they had been twins, Mommү and Daddy always made sure theyy
every had ɑ particular time. And with tһеir birthdays coming
iіn December, Mommү and Daddy additionally always
made certain their birthdays һad Ƅeen special regardlеrss that Christmas
was riցht around the cοrner. The occasion was so enjoyable witһ
a cclown and cake and songs and fantastic presents fr᧐m their frikends and grаndparentѕ and unclе and aunts.

It went by so ԛuick but before they knew it, everyƄoԀy һad gone home and
it was time to ᴡash up and get ready for bed.

So, many happy returns, boys. And Jesus! For you and for all of us!

Opublikowano Redakcja | Otagowano | Dodaj komentarz

Barataria 43 Atlas der abgelegenen Inseln

Judith Schalansky, die Autorin des Buches, ist, ob sie es weiß und will oder nicht, eine Barataristin erster Klasse. Für die, die es (noch) nich wissen, zur Erklärung: Barataria ist eine imaginäre Insel, die im 2. Teil des Romans Don Quijote durch einen grausamen Witz dem guten Sancho Pansa als sein Gouvernement gegeben wurde. Ich bin die erste Barataristin der Welt, da ich diese Wissenschaftssparte entdeckt, genannt und entwickelt habe. Ihr Hauptziel und -sinn ist, in der Kultur, Sprache, Geschichte und – ja auch – Geographie die Ursprünge und Nachfolgen des literarischen Urmusters zu suchen. Als Gründerin dieses Wissensbereiches bin ich mächtig, manche von mir gefundene (und erfundene) Wissenschaftler zu Barataristen zu ernennen. Natürlich bin ICH die wichtigste Barataristin der Welt :-). Ich schreibe meistens auf Polnisch, aber es kamen schon ab und zu die baratarischen Aufsätze auf Deutsch, wie z.B. HIER oder HIER, aber auch HIER oder Englisch wie HIER. Sowieso ist Polnisch, besonders unter der jetzigen Obrigkeiten, eine Sprache, die schlechthin dafür vorbestimmt wurde, über fantastische, nicht existente Insel zu berichten – bedenken wir nur die letztens so berühmte Nichtinsel (das Nichtland) San Escobar – siehe z.B. HIER oder HIER.

Und noch eine letzte Erklärung. Man könnte meinen, die berühmteste Nichtinsel der Welt ist Atlantis und nicht Barataria. Wohl schon, aber weil sie von vielen doch für eine echte Insel gehalten wird, eignet sie sich nicht besonders gut als Stoff für Wissenschaftler. Man verwickelt sich sofort in die Debatte, gab es sie, oder gab es sie nicht? Dafür ist Barataria als Gründungsmythos ganz klar eine Nichtinsel, eine fiktive Erfindung, die man als Projektionsfläche für viele Theorien und Abenteuern nutzen kann. Man geht nur auf den verflochtenen Wegen der Kultur und muss sich nicht für so was Flüchtiges wie Wahrheit kümmern. Die Barataria als Erfindung wird immer wider benutzt und damit gewinnt die Metapher immer wieder ihre neue Aktualität. Das letzte Mal, dass jemand Gubernator von Barataria genannt wurde, notierten die Barataristen im September dieses Jahres, als die Katalonen versuchten, ihre Unabhängigkeit zu erzwinge. Es ist ihnen nicht gelungen und die spanische Zeitung El Pais schrieb:

La Ínsula de Barataria

Soñé que Don Quijote anda convencido de que Sancho se irá pronto a gobernar la nueva República Catalana. / Ich habe geträumt, dass Don Quixote glaubt, Sancho Pansa sei bald Gubernator der neuen katalanischen Republik. (…) Aber es war nur ein grausamer Witz.

                                        Puigdemont umarmt Artur Mas. LLUIS GENE AFP

Lieber Leser / liebe Leserin, sorge dich nich um den roten Faden dieses Essays. Er geht nicht verloren. Ein Essay ist ein Versuch und es scheint charakteristisch für die Barataristik, dass man in den Text schlangenschaft wandert, um nicht zu behaupten: irrt. Aber irgendwann kommt man zurück.

Also: Judith Schalansky und ihr Taschen-Atlas der abgelegenen Insel. Herausgegeben 2009.

Eine junge Autorin, geboren 1980, schrieb schon im Titel, dass es in ihrem Buch um Träume geht. Fünfzig Inseln, auf denen ich nie war und niemals sein werde. Wie wahr. Lesen wir die Liste: St. Helena, Diego Garcia, Amsterdam, Tristan da Cunha, Socorro… Wieviele von uns waren auf einer von diesen 50 Inseln? Jeder, schreibt Wikipedia, ist eine Doppelseite im Buch gewidmet, die geographische, demographische und historische Angaben, anekdotenhafte Bruchstücke aus der Geschichte der Insel sowie eine Karte im Maßstab 1:125.000 enthält. Gestaltet wurde das Buch ebenfalls von der Autorin. Als Schrift verwendet sie Sirenne.

***
Sie ist in Greifswald geboren, studierte Kunstgeschichte und Kommunikationsdesign, unterrichtete typografische Grundlagen an der Fachhochschule Potsdam und lebt heute als freie Schriftstellerin und Buchgestalterin in Berlin. 2006 veröffentlichte sie ihr typografisches Kompendium »Fraktur mon Amour«. 2008 erschien ihr literarisches Debüt, der Matrosenroman »Blau steht dir nicht« (mare). Für ihren »Atlas der abgelegenen Inseln« (mare, 2009) wurde sie mit dem 1. Preis der Stiftung Buchkunst ausgezeichnet. Im Herbst 2011 erschien ihr Bildungsroman »Der Hals der Giraffe« im Suhrkamp Verlag, der 2012 wieder zum »Schönsten deutschen Buch« gekürt wurde. Judith Schalanskys Bücher sind in mehr als 20 Sprachen übersetzt. Seit dem Frühjahr 2013 gibt sie im Verlag Matthes & Seitz Berlin die Reihe NATURKUNDEN heraus.

Opublikowano Ewa Maria Slaska | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Me in seven pictures

Ewa Maria Slaska

#blackwhitechallenge

Last week I took part by a social play on the Facebook. Nothing special or extraordinary. Social play. Sometimes you have to list your favorite books or films, bake your own bread or pour cold water on your head. This time I had to publish on Facebook seven black and white pics from my life. No people, no pets, no explanation. Just pics. It makes sense, belive me.

You do not make it by your own will, you have to be challenged. And in a turn everyday you challenge somebody.

I show you here my seven pictures. They say a lot about me. I know it. I choose them carefully. But you? Do you see me in those pics? Make subtitle to those photos. Sentences or words. One or more. I will use them here.

It is a challenge! And there will be a prize for doing it 🙂

Subtitles from Andrzej Rejman

steadily uphill


nevertheless optimistic

rays of light and art


melting in space


emerge from the darkness


durability and stability


 hidden me

Opublikowano Ewa Maria Slaska | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Ciekawość oka i przyjemność patrzenia (8)

Dariusz Kacprzak

Bernardo Cavallino, Św. Jan Ewangelista

Św. Jan, brat św. Jakuba Większego – podobnie jak św. Piotr i św. Andrzej – był rybakiem, jako pierwszy poznał zmartwychwstałego Chrystusa nad jeziorem Genezaret i wskazał na Niego świętemu Piotrowi. To on jest autorem czwartej Ewangelii, Apokalipsy oraz trzech Janowych Listów, włączonych do kanonu Pisma świętego, powstałych prawdopodobnie w Efezie, po powrocie z wygnania, które spędził na wyspie Patmos. Najmłodszy z Apostołów, zmarły wedle trwałej tradycji, ale także danych archeologicznych, zdobytych przez austriacką ekspedycję, w okolicach Efezu na początku panowania cesarza Trajana, jest patronem pisarzy oraz rolników trudniących się uprawą winorośli oraz tych, którzy zajmowali się laniem świec.

W szczecińskim obrazie ukazany został na ciemnym, nieokreślonym tle, ujęty jest w półpostaci. Ubrany w obszerną, ciemnozieloną tunikę, odsłaniającą pod szyją krawędź białej koszuli, oraz czerwoną, przerzuconą przez lewą rękę, opadającą na kolano szatę. Twarz świętego lekko odchylona w prawo i zwrócona w górę, ku źródłu światła, wydobywającemu z mroku całą sylwetkę. Prawą dłoń unosi w geście błogosławieństwa, lewą natomiast przytrzymuje leżącą na kolanach księgę w skórzanej oprawie, na której stoi płytkie naczynie z uchwytem. Zwrócone ku górze oczy i rozchylone usta nadają twarzy Apostoła wyraz uduchowienia. Neutralne, wyciszone tło podkreśla kontemplacyjny nastrój przedstawienia.

Autorem barokowego dzieła jest urodzony w Neapolu Bernardo Cavallino – we wczesnej młodości uczeń Massima Stanzionego, a następnie uczeń i współpracownik słynnego Giuseppego Ribery. Zakupione do zbiorów muzealnych w 1976 roku dzieło o wyrafinowanej kolorystyce stanowi interesujący przykład barokowego neapolitańskiego naturalizmu pierwszej połowy XVII wieku. Cavallino skłania się ku wysublimowaniu, z wnikliwą uwagą obserwuje duchowość przeżycia religijnego, skupia się na malarskim detalu, dbając o formalną elegancję. Zapoczątkowana przez Sobór Trydencki odnowa religijna w Kościele rzymskokatolickim, zgodnie z duchem kontrreformacji, wydobyła nie tylko intelektualne refleksje wokół teologicznej i naukowej zawartości Biblii, ale także znaczenie i popularność zyskały rozmaite metafizyczne świadectwa wiary w postaci licznych ekstaz i wizji oraz rozmaite emocjonalne doświadczenia, często ocierające się o sentymentalną pobożność, silnie zakorzenioną w ówczesnej codzienności. Obraz Cavallina odwołuje się do tradycji caravaggiowskiej – potwierdzają to zarówno sposób zakomponowania obrazu i ujęcia postaci św. Jana Ewangelisty (z odchyloną głową, wzrokiem uniesionym ku górze, lekko rozchylonymi ustami), wydobycie ostrym światłocieniem najważniejszych elementów przedstawienia (twarzy i dłoni świętego oraz atrybutów – księgi oraz naczynia), jak i wysmakowane tonalnie głębokie, ciemne czerwień i zieleń, wkomponowane w gamę neutralnych głębokich brązów występujących w tle. Uduchowienie postaci wzamacnia kontemplacyjny nastrój dzieła. Elegancja tej kontrreformacyjnej ekstazy to ostatnia faza naśladownictwa Caravaggia u stóp Wezuwiusza.

W zbiorach barcelońskiego Muzeum Narodowego Sztuki Katalonii w Barcelonie znajduje się, bardzo bliski pod względem stylistycznym i kompozycyjnym, niewielki, wykonany na desce, olejny szkic, poprzedzający wykonanie prezentowanego obrazu, który powróciwszy ostatnio z podróży do Hesji (wystawa Dziedzictwo Caravaggia. Barok w Neapolu (Caravaggios Erben. Barock in Neapel, Museum Wiesbaden), znów cieszy oczy odwiedzających Pomorze i szczecińskie Muzeum.

Bernardo Cavallino (1616 Neapol – 1656 Neapol), Św. Jan Ewangelista, 1635–1640, olej, płótno, 102 x 87 cm (oktogon), Muzeum Narodowe w Szczecinie, fot. Grzegorz Solecki, Arkadiusz Piętak

Opublikowano Dariusz Kacprzak | Otagowano , | Dodaj komentarz

Pytanie to w tytule postawione tak śmiało…

Roman Brodowski

Dlaczego jestem antypisowcem i antyklerykałem?

Na tak zadane pytanie mógłbym odpowiedzieć jednym zdaniem, powołując się na myśl kanoniczną z Ewangelii wg św. Mateusza (Mat. 6:24), że „nikt nie może służyć dwóm panom…, nie można być niewolnikiem Boga i bogactwa”.

Jednakże wiem, że tak sformułowana odpowiedź dotarła by do świadomości zaledwie kilku procent naszego katolickiego społeczeństwa, a to z tej prostej przyczyny, iż nauki przypisywane twórcom chrześcijaństwa, większości katolików są nieznanne. Dlatego też, aby odpowiedź była niedwuznaczna i czytelna, podzielę się kilkoma refleksjami, jakie mnie często nachodzą, burząc mój wewnętrzny filozoficzny spokój.

Zacznę od końca, czyli od pytania, dlaczego sprzeciwiam się narzuconym przez hierarchów kościoła katolickiego naukom oraz praktykom stosowanym do pozyskiwania i utrzymywania wiernych w ślepym i bezgranicznym posłuszeństwie.

Od najmłodszych lat, jeszcze jako ministrant, zadawałem sobie pytanie, dlaczego ludzie podczas nabożeństw korzystają z książeczek do nabożeństwa, a nie bezpośrednio ze źródła wiary jakim jest, jak nas uczono na lekcjach katechezy, Biblia, a przynajmniej jej część, zwana „Nowym Testamentem”.

Dzisiaj, wolny od zanieczyszczeń dogmatyczno-ideowych K.K., wiem, że na ten stan rzeczy składają się dwie przyczyny: historyczna i mentalna.

Historycznie rzecz ujmując, zgodnie z watykańskim prawem, opartym na doktrynach, Biblia na przestrzeni kilkunastu wieków należała do dzieł zakazanych. Ściślej mówiąc, po raz pierwszy dzieło to zostało umieszczone w indeksie ksiąg zakazanych na mocy postanowienia Soboru w Tuluzie w roku 1229. Papież Grzegorz IX (1227-1241) w osobistym piśmie wydał całkowity zakaz czytania Biblii pod karą śmierci. A więc od średniowiecza poprzez renesans aż po XIX wiek każdy kto posiadał, czytał lub głosił zawartość tej księgi, podlegał karze inkwizycji. Instytucja ta, dodajmy po prostu bandycka, została powołana do życia w roku 1184, gdy Lucjusz III nakazał biskupom walkę z herezją, a zaczęła na dobbre działać, gdy w początku następnego stulecia papież Innocenty III powołał powszechną Inkwizycję kościelną, która, w połączeniu z państwową, działała po części aż do końca… XIX wieku!

Na ogół „przestępca” taki, najpierw ogłoszony heretykiem, ginął na stosie lub umierał podczas wymyślnych tortur. Jak szacują badacze za „zbrodnię kontaktu z Biblią” życie straciło od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy niepokornych.

Jeżeli dodamy do tego krucjaty wymierzone przeciwko społecznościam, które nie poddawały się zniewoleniu przez Watykan jak np. Albigenesi, Indianie, innowiercy ze wschodu (Żmudzini), wojny religijne i tak dalej…, to dojdziemy do wniosku że instytucja K.K. była (jest?) jedną z najbardziej zbrodniczych organizacji w historii. Organizacją nie mającą nic wspólnego z Bogiem, jakiego objawił biblijny Jezus.

Dlaczego hierarchowie K.K. przez prawie siedem wieków zakazywali kontaktu „niewtajemniczonym” z tym, czego nas uczył Wielki Misjonarz? Dlaczego walczyli o to, by Jego przekaz nie docierał do świadomości podległych ich wpływom społeczeństw?

Dlatego że przekaz zawarty w ewangeliach, jak i pozostałch pismach kanonu, mówi o tym, jak w rzeczywistości powinna funkcjonować prawdziwa wspólnota chrześcijańska, tak jak ją nakreślił jej twórca.

Zarówno głoszone przez Jezusa podczas Jego ziemskiej misji ewangelizacyjnej prawdy religijne, zawarte w obiawieniu Boga, jak i wartości etyczno-moralne, jakimi powinni kierować się prawdziwi chrześcijaninie, zostały, moim zdaniem, odrzucone już wkrótce po Jego śmierci i daleko odbiegły od tego, czego uczy i na jakich zasadach funkcjonuje do dzisiaj shierarchizowana zinstytucjonowana organizacja religijna wspólnot chrześcijańskich, a zwłaszcza podległy Watykanowi kościół katolicki.

Powiedział bym nawet, że głoszone przez kościół, opracowane przez instytucje papieskie doktryny, w większości przeciwstawne są temu, czego pragnął by Chrystus.

Jak wynika z faktów historycznych, każdy kto miał możliwość ( i z niej skorzystał) świadomego, bezpośredniego poznania pism kanonicznych Biblii stawał się dla Watykanu potencjalnym, a w rzeczywistości faktycznym zagrożeniem.

Dlatego właśnie kolejne rządy (synody z Papieżami na czele) instytucji K.K., widząc zagrożenie dla swoich, nie mających nic wspòlnego z ewangelizacją, interesów, zarówno w sferze materialnej jak i duchowej (bezpośrednie oddziaływanie na emocje czy jak kto woli świadomość społeczną), o wpływach na politykę świata nie wspominając, rozpoczęli brutalną wojnę z tymi, którzy ośmielili się negować ich zbrodniczą działalność.

Ta walka trwa (co prawda w innej formie) nadal. Pomimo iż obecnie, a właściwie od 1965 roku, czyli po zakończeniu II Soboru Watykańskiego, Biblia jest ogólnie dostępna i to w językach narodowych, ilość wiernych zainteresowanych poznaniem u źródła podstaw swojej wiary jest znikoma.

Wpływ na ten stan rzeczy – tu wchodzę w przyczynę mentalną nieznajomości podstaw własnej wiary – nadal mają hierarchowie wspólnoty.

Zarówno wielowiekowe, najpierw zresztą wymuszane, wyznawanie wiary, ciągły proces podporządkowywania wiernych narzuconym przez kościół, normom i prawom (niby) kanonicznym oraz odziałowywanie na rozwój kulturowy i społeczny, począwszy od szczebla rodziny, doprowadziły do tego, że religijność stała się dla wielu nie tylko tradycją, ale i ważnym elementem ich osobowości. Religia stała się czymś w rodzaju, jak to trafnie zauważył Marks, narkotyku.

Jako filozof nadal poszukuję i nadal sprzeciwiam się temu, co wmawiają swoim wiernym księża, twierdząc, że wierni mają ślepo wierzyć w to, co im kapłan powie, a nie temu, co im ich „serce” i logika podpowiada.

Bo przecież nikt inny jak właśnie ten najwyższy autorytet chrześcijan powiedział, że tylko poprzez poznanie i świadome decyzje ludzie powinni dokonywać wyboru swojej wiary, by służyć Bogu zgodnie z jego przesłaniem. Poczytajmy samodzielnie Nowy Testament, przeczytajmy Mateusza 28: 19-20 i 23-27 i Łukasza 6-26, a to przecież tylko kilka z przykładów na to, jak daleko K.K. odszedł od źródła nauk Tego, kogo nazywa Bogiem.

Dopóki ludzie nie zrozumieją, że ich wiara jest niczym innym, jak tylko i aż najbardziej intymną sferą ich emocjonalnego wnętrza, ich świadomym przekonaniem o istnieniu Kogoś, komu zawdzięczają swoje życie i w Kim widzą nadzieję na szczęśliwą wieczną przyszłość, jest niewymuszoną potrzebą podporządkowania się temu Komuś poprzez czynienie dobra, bo jest ono w nich samych, dopóty ich kapłani pod pretekstem posługi teologicznej będą czerpać z nich korzyści, manipulując ich świadomością.

Przypomnijmy, co zdarzyło się zaledwie kilka dni temu, 23 listopada, w jednej z podkomisji polskiego Sejmu – biorący udział w komisji goście zaintonowali śpiewanie pieśni religijnych, po czym objawiła się „matka boska”. Sytuacja ta przepełniła miarę mojej goryczy i sprowokowała mnie do napisania również tej, już zresztą mocno utemperowanej impresji filozoficzno-teologicznej.

– Panie posłanki i panowie posłowie, proszę bardzo, żebyście się określili, komu służycie – Bogu czy mamonie, Polakom czy szatanowi, zażądała kobieta, której nazwiska media nie podają, a która być może jest jest posłanką PiS. Jej wystąpienie jest dostępne w licznych filmikach krążących w sieci.

To oczywiście bluźnierstwo, ale jest to też pisowskie propagowanie wyższości polskiej nacji nad resztą świata. Dokąd zmierza PiS i jego zwolennicy? Do tego, do czego zmierzał Adolf Hitler, mówiąc o wyższości rasy germańskiej? Wypowiedź posłanki PiS i brak zaprzeczenia ze strony jej partyjnych kolegów dowodzi, a właściwie tłumaczy fakt, że w przeciągu ostatnich kilkunastu miesięcy w naszym społeczeństwie, dla wielu (zwłaszcza młodych) Polaków nienawiść w stosunku do wszyskich „niepolaków” i „obcych” stała się normą i ważnym elementem tak zwanego narodowego patriotyzmu. Coraz częstsze wypowiedzi działaczy z kręgu Kaczyńskiego, nakreślony przez niego kierunek polityki polskiego rządu oraz jego zgoda na tworzenie się w naszym kraju organizacji paramilitarnych o charakterze nacjonalistycznym i faszystowskim powinna napawać nie tylko niepokojem, ale być istotnym powodem do tego, by naród nasz odpowiedział sobie na jakże ważne dla naszej przyszłości pytanie – kim chcemy być? Czy państwem zamkniętym, odizolowanym od reszty cywilizowanego świata, żyjącym na zasadach prawa stworzonego przez narodowych Guru (Kaczyński + Rydzyk), dzałającym na zasadach sekty, czy otwartym na świat i ludzi, liczącym się i szanowanym przez nie-Polaków, opartym na wartościach współczesnej cywilizacji, dumnym, demokratycznym i suwerennym narodem.

Jak na razie w oczach nie-Polaków, mentalnie, kulturowo i religijnie, staczamy się po równi pochyłej do okresu intelektualno-religijnej ciemnoty, czyli czasów dominacji kościoła nad rozumem, zwanych średniowieczem.
Przesadzam? Nie! W Polsce AD2017 (tak jak przed wiekami) pielgrzymki stały się sposobem rozwiązywania problemów i stałym elementem naszego krajobrazu (ponoć w tym roku ogółem uczestniczyło już w nich 1,7 milionów wiernych). Niespełna dwa miesiące temu zorganizowana została ogólnopolska akcja „Różaniec na granicy”. A miesięcznice? A modlitwy w sejmie? A Matka Boska Fatimska w sejmie? A obowiązkowe lekcje religii w szkołach? Wszędzie tożsamość Państwa i Kościoła.

To tylko niektóre z przykładów na to, w jaką przyszłość i do jakiego boga wiedzie nasze naiwne społeczeczeństwo jego zaślepiony pasterz.
Co zaś się tyczy samego objawienia… tym niech zajmnie się powołana do tych przypadków komisja watykańska oraz konsylium psychoanalityków, a może raczej psychiatrów.

***
Niech tekst ten będzie zwiastunem odpowiedzi na pierwszy człon pytania, a mianowicie – dlaczego jestem antypisowcem?

O współpracy polskiego kościoła z polskim rządem, zagrożeniach jakie, moim zdaniem, ich wspólna polityka może przynieść Polsce oraz o tym, co jest powodem mojej negatywnej postawy w stosunku do ideologii PiS, napiszę w kolejny pierwszy piątek miesiąca.


PS od Adminki: Autor poprosił, bym wybrała jakieś ilustracje. Wybrałam je, wpisując w wyszukiwarkę google’a słowa: Matka Boska w Sejmie. Spodziewałam się fotografii relacjonujących wydarzenie w komisji rolnictwa w dniu 23 października, o czym pisze Roman Brodowski. To, co mi się, hmmm – objawiło, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Opublikowano Roman Brodowski | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Julia z kotem, Julia z psem, Julia…

…Manet

Julia Manet z kotem. Przywiozłam ją na pocztówce z Paryża, z Musée d’Orsay.

Pierre Auguste Renoir (1841-1919) – portret Julie Manet (dit aussi L’Enfant au chat) z roku 1887

Dopiero pisząc to (zamierzam pisać „kotach nadesłanych przez przyjaciół) sprawdzam, kim była Julia Manet i już wiem, że dziś nikim więcej się nie zajmę, tylko nią, bo jej życiorys jest tak bogaty, że przedstawiony w koniecznym blogowym skrócie brzmi jak wyliczanka najważniejszych nazwisk kultury francuskiej (i nie tylko) na przełomie XIX i XX wieku.

Urodziła się w roku 1878, umarła już „za moich czasów” 14 lipca 1966 roku. Chodziłam wtedy do 10 klasy.

Gdy zaczynam o niej pisać, wiem tylko, że była córką Eugène Maneta, brata malarza – Edouarda, ale okazało się, że ta informacja to jakiś w gruncie rzeczy nieznaczący strzępek informacji o tej kobiecie, bo ważny był nie ojciec Julie, brat malarza, lecz jej matka, też malarka, która zyskała sławę w tak młodym wieku, że wychodząc za mąż zachowała nazwisko panieńskie – Berthe Morisot – jako pseudonim artystyczny. Rodzina była bogata, tata Eugène nie pracował, rodzina żyła z majątku rodzinnego. Mieli wielki dom w Paryżu i pałac Mesnil-Saint-Laurent in Juziers. Julia już jako dziewczynka poznała całą plejadę słynnych malarzy i pisarzy, Renoira, Degasa, Whistlera, Moneta, Stéphane Mallarmégo.

Édouard Manet, Tête d’enfant (Julie)

Jak widać, od dzieciństwa ją malowano. Zwłaszcza mama malowała ją nader często. Wuj Manet namalował ją z konewką, August Renoir z kotem. Ma niezliczoną wręcz ilość portretów, chyba jeszcze nie zetknęłam się z kimś, kogo by tak często malowano.

Édouard Manet: Julie Manet na konewce, 1882

Berthe Morisot, Ojciec z córką w ogrodzie 1883

Otrzymała staranne wykształcenie. Czytała (oczywiście) po francusku i angielsku wielkie dzieła literackie, grała na flecie, fortepianie i skrzypcach. Pobierała nie tylko lekcje gry na instrumentach, ale też z zakresu teorii muzyki i kompozycji. Dużo podróżowała, zwiedzała muzea i wystawy, oglądała dzieła sztuki w pracowniach artystów i zbiorach prywatnych. No i oczywiście mama nauczyła ją rysunku i malarstwa.

Zachowały się jej niezliczone portrety, Julia czyta, Julia gra na skrzypcach, Julia gra na flecie, Julia z psem, Julia z kotem…

Berthe Morisot: Julie z psem myśliwskim 1893

Pierre Auguste Renoir: Berthe Morisot z córką Julie 1894

Rodzice wcześnie ją osierocili, a jej opiekunem został Stéphane Mallarmé. Przez Edgara Degasa poznała swojego przyszłego męża, również malarza, Ernesta Rouarta (1874–1942). Julia i Ernest wzięli ślub w roku 1900 i było to podwójne małżeństwo, bo jednocześnie odbył się ślub kuzynki Julii, Jeannie Gobillard, z poetą Paulem Valéry (poniżej Jeannie na portrecie namalowanym przez Julię).

Julia i Ernest mieli trzech synów – Juliena, Clémenta i Denisa. Piszę o tym, bo zawsze zdumiewa mnie, ile te kobiety, rówieśnice naszych babek i prababek, mieściły w jednym życiu, w którym nie było przecież tylu wygód co dziś, a za to mnóstwo było surowych konwenansów, ograniczających ich życie i możliwości. Moim wzorem jest tu oczywiście Maria Skłodowska-Curie, matka dwóch córek, chemiczka, fizyczka, laureatka (co za wzór niedościgniony) dwóch nagród Nobla, piękna kobieta, kochanka, ba, skandalistka, autorka dzienników, w których opisuje między innymi usmażone właśnie wczoraj konfitury z czarnej porzeczki.

Pierre Auguste Renoir: Portret Julie Manet

Malowała w stylu, w jakim malowała jej mama, trochę jednakl przechodząc z impresjonizmu do nowoczesnych pociągnięć pędzla, typowych dla moderny. Chętnie portretowała kobiety z kręgu znajomych lub z rodziny, ale malowała też freski i projektowała wzory porcelany z charakterystycznym dla jej stylu motywem motyli i innych owadów. Oboje z mężem byli też kuratorami wielkich wystaw, na przykład retrospektywy Edouarda Maneta w roku 1932, Degasa w roku 1937 i Berthy Morisot w roku 1941.

Julia od roku 1893 aż do ślubu regularnie prowadziła dziennik. Zajmowała ją sztuka, pisała o życiu towarzyskim, portretowała artystów, opowiadała o podróżach, ale pisała też o wydarzeniach politycznych, o wizycie cara Mikołaja II i o niesławnej aferze Dreyfussa. Była młodą dziewczyną, gdy afera wybuchła, a jej otoczenie, łącznie z jej przyszłym mężem, było zdecydowanie negatywnie nastawione do Dreyfusa. Ale byli też w jej otoczeniu artyści  pro-dreyfussowcy jak Claude Monet czy Pissarro, Proust i – oczywiście – Zola, autor słynnego artykułu J’accusse! Sama stała raczej po stronie antydrefusowców, ale zapisała też w dzienniku: Jak okropne by to było dla tego potępionego człowieka, gdyby się okazało, że jest niewinny – ale to zapewne jest zupełnie niemożliwe.


Julie Manet, Lektura na leżaku

Opublikowano Ewa Maria Slaska | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Berlin liegt im Osten

Unter diesem Titel macht das Literaturbüro von Martin Jankowski ab und zu Veranstaltungen mit anderssprachigen Autoren, die in Berlin leben und arbeiten. Dh. schreiben. Wie z.B. hier:

Im Rahmen des Projektes PARATAXE – die internationalen Literaturszenen Berlins fand am 23. November 2017 das Symposium “Ostpol Berlin – mittel-&osteuropäische Autor*innen in Berlin” statt. Literarisches Colloquium Berlin, Literaturport, die Berliner Literarische Aktion e.V. und zahlreiche Gastautor*INNen, Wissenschaftler*INNen und Literaturaktivist*INNen präsentierten Geschichte und Gegenwart der mittel-/osteuropäischen Literaturen Berlins.

Panel 1.

11.00 – 13.00: Fluchtpunkt Charlottengrad? Literaturenklaven gestern und heute. Mit Ekaterina Vassilieva, Alexander Filyuta, Boris Schapiro, Ekaterina Sadur, Grigorii Arosev. Moderation: Natalia Gagarina.
Featured Poet: Dora Kaprálová.

Panel 2.

14.30 – 16.00: Noch ist Kreuzberg nicht verloren. Literarische Grenzüberschreitungen. Mit Dorota Stroinska, Ewa Maria Slaska, Dorota Danielewicz, Brygida Helbig, Emilia Smechowski. Moderation: Arkadiusz Łuba.
Featured Poet: Ilia Ryvkin.

Panel 3.

16.30 – 18.00: Berlin liegt im Osten? Neue Literatur aus Berlin. Mit Irina Bondas, Dorota Kot, Dora Kaprálová, Radka Franczak, Kinga Toth, Marijana Verhoef. Moderation: Boris Schumatsky.
Featured Poet: Milena Nikolova.

Von links: Boris Schumatsky, Dorota Kot, Irina Bondas, Dora Kaprálová, Radka Franczak und ich als Übersetzerin für Radka (Foto Olga Horn)

Lesung

20.00: Die Sprache gibt den Löffel ab – multilinguale Lesung (Georgisch, Ungarisch, Russisch und Deutsch) mit Iunona Guruli, Orsolya Kalász und Julia Kissina. Moderation: Katerina Poladjan. Dt. Sprecherin: Nina West.



PARATAXE ist ein Projekt der Berliner Literarische Aktion e.V. und wird gefördert durch die Berliner Senatsverwaltung für Kultur und Europa. Die Parataxe Symposien finden in Kooperation mit dem LCB und Literaturport statt.


Wir waren dabei, wir Polinnen – Dorota Danielewicz, Radka Franczak, Brygida Helbig, Dorota Kot, Emilia Smechowski, Dorota Stroińska und ich (EMS), sowie ein Pole (ein einziger, es sei denn, es waren welcher im Publikum) – Arkadiusz Łuba. Darüber hinaus ein polnischer Imbiss vom Mr. P.


Aber wie es immer so ist, das Symposium war das eine und die Gespräche in den Pausen – das andere und vielleicht (sorry Martin! aber auch: danke Martin!) wichtiger :-). Gespräche, Vernetzung, Projekte, Bekanntschaften. Wie mit Boris Shapiro und seiner Frau!

Boris, ein russischer Dichter, schrieb für eine von uns (ach, leider, leider, nicht für mich, sonder für Dorota Kot – und wie neidisch ich bin!) ein wunderbares ad hoc Gedicht, an ihr leichtes und lustiges Paper Literatur to go anknüpfend.

Dorota publizierte dieses Foto auf dem Facebook mit einem Kommentar: Stało się. Es ist passiert. Niesamowite uczucie… Ein unglaubliches Erlebnis…

Wenn man sich fragt, was also „ist passiert”, lautet die Antwort: ein Dichter hat für Dorota ein Gedicht geschrieben. Nicht nur gewidmet – geschrieben!

Darunter schrieb der Dichter Boris Schapiro: Da ist die fertige Variante:

Für Dorota Kot

LITERATUR to go.
Das Leben to go.
Das Denken to go.
Nur du bist zu bleiben.
Was ist das „to bleiben“ und wo?

Das Wo to go.
Das Wann to go.
Das Jetzt to go.
Nur du bist für immer.
Ist das Immer to go?

Nein!
Du bist
das Go-to-immer.
Du bist.


Neidisch wie ich bin, kaufte ich mir das Buch von Boris Shapiro und verlangte eine Widmung. Die kam mit wunderbarer Anspielung an mein parallel laufendes Handy-Gespräch mit jemandem, der mir grad erzählte, in Polen bei einer Parlament-Sitzung fand  eine Offenbarung von Muttergottes statt, die bekannt gab, dass wir NARÓD WYBRANY sind – das auserwählte Volk.

Wir sind, glaube ich, ein Volk der Idioten, die sich aus dem Mittelalter hinüber ins 21. Jahrhundert gerettet haben, aber als Schlüsselwort für meine (MEINE!) Widmung tat die neuste polnische Offenbarung einen witzigen Wunder!

Boris Schapiro, geboren 1944 in Moskau, ist seit 1975 in Deutschland und lebt heute in Berlin. Er schreibt Russisch und Deutsch.

Blind wähle ich im Buch ein Gedicht, das ich hier abschreiben werde.

Seite 58. Geschrieben am 3. Juni 1996. Kein Titel.

DIE JUDEN sind kein Thema,
nur das Überleben,
der Glaube, das Irren, Atemnot,
das Lernen, die Geduld
und – Gott.

Opublikowano Ewa Maria Slaska | Otagowano , , , | 2 Komentarze

Szopa w salonie 14

Łukasz Szopa

Weganie i przeciwnicy aborcji

Zarówno w Polsce, jak i w Niemczech nie brakuje w ostatnich latach radykałów. I to nie tylko ideologicznych – gdyż swoje wizje pragną narzucić (moralnie, ale i w formie ustaw) całemu społeczeństwu.

W Polsce można do takich fundamentalnie przekonanych i misjonujących osób i grup zaliczyć przeciwników aborcji. Mówiąc dokładniej – przeciwników jakielkolwiek aborcji, generalnie, gdyż nawet wśród ich przeciwników (czyli tych, którzy sprzeciwiają się zaostrzeniu ustaw aborcyjnych czy domagają się ich liberalizacji) – rzeczywistych zwolenników aborcji to raczej brak.

W Niemczech radykalni są z kolei na przykład weganie – czyli osoby kompletnie przeciwne konsumpcji żywności pochodzenia zwierzęcego. Czyli nie tylko – jak wegetarianie – sprzeciwiający się zabijaniu zwierząt dla pożywienia homo sapiensa, ale też przeciwni hodowli i korzystaniu z czegokolwiek, co od zwierząt pochodzi, i co możnaby skonsumować: czyli jajka, mleko, i pochodzące z nich przetwory.

Oczywiście, wybrałem sobie te dwie grupy subiektywnie, zaraz wytłumaczę dlaczego.

Ale najpierw kilka uzupełnień i szczegółów.

Weganie dzielą się ogólnie mówiąc – jeśli chodzi o powody ich wegaństwa – na dwie grupy (niekoniecznie się wykluczające). Jedni decydują się na taki rodzaj odżywiania z powodów zdrowotnych – po prostu wierzą, że jeść tylko roślinki zdrowiej. Drudzy z kolei, podobnie jak wielu wegetarian (a i mięsożernych ludzisk), tak kocha zwierzęta, że nie chce ich ani zabijać, ani niewolniczo hodować, ani okradać z mleka i jajek. Ojej, zapomniałem o trzeciej grupie, gdyż identyczna co do powodów z wegaterianami i takimi jak ja – co mięso co prawda jedzą, ale rzadko: chcą chronić środowisko, kalkulując, jak szkodliwa jest hodowla na przykład argentyńskich krówek w porównaniu z rosnącą w miejsce wyciętego brazylijskiego lasu soją czy kukurydzą.

Teraz o polskich (a i nie tylko) przeciwnikach aborcji. Tych z kolei nie tak łatwo szufladkować w podkategorie, gdyż zdecydowana większość z nich uważa się za chrześcijan – czy to katolików w Polsce, czy protestantów w USA, czy jednych i drugich w Brazylii. Nie inaczej ma się sprawa z religijną częścią społeczeństwa w społecznościach i krajach muzułmańskich, i hinduskich. Ale z chrześcijanami jest właśnie ciekawiej – gdyż tu w ramach samej religii jedną z najważniejszych kwestii jest kanibalizm – czyli konsumpcja mięsa i krwi podczas komunii świętej. A i w praktyce duża większość chrześcijan to obywatele mięsożerni.

No i tu robi się dla mnie ciekawie.

Po pierwsze – ciekawym, jak wegetariański czy wegański chrześcijanin wytłumaczy mi fakt, że jednak przyjmuje czyli bierze w siebie komunię świętą? Że mięsa zwierzęcego to nie tknie, ale ciało Chrystusa i jego krew – to już tak, no problem?

Jeszcze ciekawsza kwestia, to weganie, którzy aprobują aborcję. Sprzeciwiają się radykalnie czemukolwiek co pochodzi od – żywego czy już nie – zwierzęcia włącznie z pszczelim miodem, ale usuwanie poczętego organizmu (czy to już „człowiek“ czy jeszcze nie pozostawiam filozofom, i tak nigdy nie będzie w tej kwestii jasności) to dla nich dozwolone i nie sprzeczne z etyką? Ja rozumiem, że może akceptują takie formy „kanibalizmu“ jak „konsumpcja samego siebie“, czy to obgryzanie paznokci, ssanie włosów czy łykanie kóz z nosa, ale już nie tylko seks oralny ale i prosty pocałunek z wymianą śliny powinien być dla nich niedopuszczalny. Choć może tutaj argumentem jest „wolna wola drugiej osoby“. No dobrze, ale w takim razie w przypadku płodu, podobnie jak krewetki, trudno ustalenie tak jednoznacznej zgody, więc – powinni być konsekwentni, i jako weganie przyłączyć się do ruchów antyaborcyjnych.

Ci z kolei – chrześcijanie czy nie – którzy w takich ruchach już aktywni, powinni nie tylko w ramach „obrony życia poczętego“ nie tylko przejść na weganizm, nie tylko zrezygnować z komunii świętej, ale postawić na radykalny pacyfizm: zero militaryzmu, zero broni dla policji, nigdzie kary śmierci!

Pozytywną konsekwencją takiego konsekwentnego myślenia i działania byłoby nota bene przerwanie czy wręcz wymiksowanie dotąd typowych podziałów na „lewicę“ i „prawicę“, na „nowoczesnych“ i „tradycjonalistów“. Dotąd „lewicowo-liberalni“ weganie i prawicowo-tradycjonalistyczni przeciwnicy aborcji w jednym obozie! A reszta – reszta w obozie liberałów, którzy krytycznie widzą wszystko, włącznie z każdym radykalnym zakazem i moralną jednoznacznością.

Tekst, niekoniecznie identyczny, ale na ten temat po niemiecku:

https://www.freitag.de/autoren/lukasz-szopa/vegane-abtreibungsgegner

P.S. A dla wegetarian i mięsożerców, lubiących jajka w jakiejkolwiek formie na koniec pytanie do przemyślenia: Czym jest, porównując do organizmu człowieka (a dokładniej – kobiety) – niezapłodnione jajko?…

Opublikowano Łukasz Szopa | Otagowano , | 3 Komentarze